środa, 19 lutego 2014

Białoruś sierpień 2013 cz.1

Minęło pół roku od chwili, gdy pojechałem na Białoruś i do Moskwy. Zapraszam na zachodnią Białoruś - o Moskwie będzie w kolejnych częściach!


Witamy na Białorusi! Rzeka Bug. Po lewej strona polska (Terespol), a po prawej białoruska (Brześć).


Jedna z brzeskich ulic (widać tutaj, w jakim stopniu Białoruś jest
porządnie utrzymana)


Piękna, secesyjna brama na (hmm... ichniejszych plantach).


Pomnik, przedstawiający 6 postaci, zaraz za wyżej pokazaną bramą - super!


Zegar pokazujący godzinę zachodu słońca (tam czas jest godzinę późniejszy w stosunku do polskiego)


"Tańczący ludzie" (tytuł wymyślony na szybko) przed restauracją i hotelem InTourist. Dalej w Brześciu.


Jedna z cerkwi (chyba nawet pw. św. Symeona?)


Ja (w szarych spodniach i bluzce) opieram się o rosyjski czołg z II wojny światowej ;-).


Park w najbliższym otoczeniu twierdzy brzeskiej.



Tereny przy ujściu Muchawca do Bugu. W tle ciekawa cerkiew (Białoruś to kraj prawosławia).


Pokój w motelu (to już następnego dnia, a przyjechaliśmy o 1 w nocy ;-)).


Róże w Zaosiu - miejscu urodzenia Mickiewicza.


Ogródek w otoczeniu skansenu w Zaosiu.


Jeden z budynków należących kiedyś do rodziny Mickiewiczów (tak miała na nazwisko nasza przewodniczka w Smoleńsku ;-D)


Wnętrze dworu w Zaosiu.


Jeden z ciekawych mebli - kredens w dworze (podobny chciałbym mieć w domu). Marzenia (ehhh...) :-D


Toaletka, obrazki i część pieca w dworze (który mi się bardzo podoba).


A teraz coś "ichniejszego" - samowar. Służył do zaparzania mocnej, czarnej herbaty. Przy okazji, na Wschodzie herbatę przyrządza się ciekawie, bo się... nie słodzi. Jeśli chcesz się napić słodkiej - wkładasz do ust cukier i popijasz gorzkim. Ale ja mimo wszystko wolę żółtą lurę z pół kilo cytryn... ;-)


Altanka przed skansenem (do mojego ogrodu byłaby super!). A sam kompleks... położony na końcu bocznej, asfaltowej drogi (w Polsce nie ma raczej co liczyć na to, żeby boczna droga była dobrej jakości).


Trzy nogi trzech uczestników wycieczki: ja, mama i moja siostra. Która noga jest czyja - zgadnijcie! :-)


Otoczenie skansenu (fajnie by było mieć u siebie coś takiego! Kwiatki bardzo ładnie pachniały, a cały skansen świetny*!)

*Uwaga! Dyrektor obiektu, mieszkający tu na stałe, potrafi bez przerwy gadać przez 3 godziny. Nie przesadzam!


I na koniec... aparat vs. iglak! Żartowałem. Ujęcie drzewa "od igły" (takie niestandardowe).

Godzinę po tym ostatnim zdjęciu będziemy nad jeziorem Świteź. Ale to już w następnej części (przygotujcie się na co najmniej 20 zdjęć; tu było 18).

S.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz