niedziela, 2 marca 2014

Relacja tekstowa z Suwalszczyzny (sierpień 2013)

Teraz będzie relacja tekstowa z ubiegłorocznej wyprawy na Suwalszczyznę - odwiedziliśmy też Litwę (Druskienniki).

26 sierpnia - poniedziałek

Wyjeżdżamy z domu o godzinie 13 (zmieniamy samochód - oszczędność paliwa i pieniędzy; w jednym LPG, w drugim olej napędowy). W każdym razie wyruszamy po obiedzie (o godzinie 16.30). Jedziemy nietypowo: przez Ogrodzieniec, Zawiercie, Kroczyce, Szczekociny, Jędrzejów, Skarżysko - Kamienną, Radom, Grójec (niebo czarne, jakby miało lać) i Mińsk Mazowiecki (chcieliśmy jechać do
Zamościa, ale wszystko się przeciągnęło w czasie). W Mińsku Maz. jesteśmy o 21. Szybko sprawdzamy mapę targeo, pijąc colę - do Głębokiego Brodu dojechalibyśmy po 1 w nocy. Jedziemy jeszcze 10 km - widzimy wieś Ładzyń. Skręcamy w boczną uliczkę. Dojeżdżamy do jakichś krzaków (koniec drogi). Rozbijamy namiot (taki, co się rozkłada w 3 sekundy) i idziemy spać na dziko. Jest 22. Tego dnia mamy przejechane 357 km.

27 sierpnia - wtorek

Wstajemy o 5, ze wschodem słońca. Rano męczymy się trochę z namiotem, ale w końcu udaje się poskładać. W drogę ruszamy koło 7.30 (namiot musi wyschnąć) i jedziemy! W Ostrowi Mazowieckiej zatrzymujemy się na chwilę w barze (stacja benzynowa) i jedziemy. Do Augustowa trasa bez ciekawych wydarzeń, ale jest ładnie. W mieście jesteśmy o 12.45. Jemy lody i idziemy na statek (jezioro Necko, chyba o 14.00). Po godzinie wracamy do portu i wyruszamy dalej. W miejscowości Głęboki Bród (upatrzona kwatera ;-D) jesteśmy ok. 15.30. Meldujemy się właścicielom (jesteśmy jedynymi gośćmi) i w Gibach kupujemy skromny obiad. W międzyczasie (koło 17-18) próbuję łapać ryby (rękami) w jeziorze Gieret. Kąpiel oczywiście w Czarnej Hańczy (z sauną!!! Hardkor). Przejechaliśmy 265 km.

28 sierpnia - środa

Przed południem jedziemy do Sejn wymienić kasę (1,25 zł/1 ltl), bo jedziemy na Litwę. Wyruszamy do Burbiszek (zobaczyć park linowy), ale nie skorzystaliśmy; jakiś "podstawowy" mi się wydał (w sezonie letnim dużo jeżdżę do parków linowych). Granicę przekraczamy w tej samej miejscowości (czas zmienia się o godzinę). Po 10 km drogi jesteśmy w Lazdijai (Łoździeje) - pierwszym litewskim mieście. Pijemy herbatę aromatyzowaną (nie ma porządnej owocowej). Przejeżdżamy przez Veisejai i Leipalingis (trzycyfrową, ale porządną drogą; tam słupki stoją równo, od razu widać różnicę) Do Druskiennik - naszego celu dojeżdżamy po godzinie - od razu kierujemy się na Maironio gatve - przy tej ulicy jest park linowy. Przeszliśmy: czerwoną, niebieską i dwupiętrową trasę, oraz przelecieliśmy się nad Niemnem - za pomocą 2 tyrolek. To jest porządny park linowy, bo tam są rzeczy dla każdego. Najbardziej "hardkorowo" było na czerwonej trasie - deskorolka, którą trzeba zjechać na wysokości 12 m, czy "wykręcony" mostek - z jednej strony normalna kładka, w połowie wykręca się (całkowicie, na drugą stronę), a z drugiej strony znowu normalna kładka. Trasa dla ludzi, którzy byli w niejednym parku linowym. Obiad jemy o 17 w knajpie nad brzegiem jeziora (nazwy nie pamiętam, ale było pyszne) i jeździmy na rowerach. Kupujemy różne pamiątki. Około 19 lokalnego czasu jesteśmy w Kapciamiestis - cofamy czas o godzinę - jesteśmy w Polsce! Od razu przejeżdżamy do kwatery - musimy odpocząć, bo jutro spływ kajakowy. Przejechaliśmy 170 km.

29 sierpnia - czwartek

Wstajemy koło 9.00. O 11 wodujemy kajaki na Czarną Hańczę - dzisiaj spływ do Mikaszówki! Płyniemy, płyniemy, po paru godzinach widoki się trochę opatrzyły, ale dalej wiosłujemy. Po 25 km Czarna Hańcza łączy się z Kanałem Augustowskim. Obieramy kurs na zachód (śluza Sosnówek). Płacimy 5 zł za śluzowanie i płyniemy dalej. Przed drugą śluzą - miejscem finałowym wysiadamy o 17.45. Jakiś facet od razu chce, żebyśmy kupili jego pierogi z jagodami. Bierzemy po dwa (opłata 8 zł, zdzierstwo!). Jak grzecznie odmówiliśmy (były takie sobie) - to się obraził. Jedziemy samochodem właściciela na camping. Zasypiam od razu (przez sen kręci mi się w głowie). O 19.00 jedziemy do Gib na obiad - pierogi ruskie. W połowie porcji nagle wymiotuję na podłogę (na kolor hmm... sraczkoburaczkowy?). Muszę zażyć węgiel. No to zażywam. Dzisiaj ostatnia noc w kwaterze. Przepłynęliśmy 27 km, a przejechaliśmy 15. Łącznie 42.

30 sierpnia - piątek

Rano żegnamy się z gospodarzami. Postanawiamy jechać na styk trzech granic - Polski, Litwy i Białorusi (postawiliśmy sobie zadanie: zaliczyć wszystkie trójstyki; my mówimy - trójgranicze). Parkujemy samochód na drodze leśnej (wjazd zakazany) i idziemy do pasa drogi granicznej (nie wchodzimy), aż tu nagle podjeżdża Straż Graniczna (na motorach) i nas legitymuje. Każą szybko się zwijać, bo zapłacilibyśmy 500 zł kary, ale udaje nam się odjechać. Hardkorowe. Jedziemy do rodziny w Ciechocinku. GPS w Gibach pokazuje godzinę przybycia: 15.55. Spokojnie, bez większych przygód dojeżdżamy do Grudziądza (szybciej jest autostradą) aż tu nagle, przed wjazdem na A1, psuje nam się samochód (sprzęgło padło). Czekamy do 20. Wreszcie podjeżdża laweta znajomego i jedziemy starą jedynką. Trudno. W Ciechocinku jesteśmy o 22. Przejechaliśmy 445 km (lawetą 81, a swoim samochodem 363). Od razu idziemy spać.

31 sierpnia - sobota

Gram w piłkę (z kuzynem i jego kolegą) na podwórku, ale brzuch mnie boli. Z trudem doczekuję obiadu. Muszę niestety wypić szałwię i miętę. W międzyczasie samochód jest naprawiany. W porze obiadowej czuję, że muszę zwymiotować. Biegnę przez korytarz. Łazienka zamknięta (nie udaje mi się dobiec do ogrodu). Wymiotuję na podłogę. Po południu siedzę z kuzynem w pokoju i gramy na PS3. O 18 wyjeżdżamy do domu. Na GPS zegar przybycia pokazuje dwudziestą trzecią. W Kowalu skręcamy na autostradę A1. Zjeżdżamy przed Łodzią. Do Tuszyna dojeżdżamy koło 20.30. Samochód się znowu psuje. W końcu, zmęczony, zasypiam.

1 września - niedziela

Budzę się już przed moim domem. Przyjechaliśmy. Jest godzina 3.40 rano, a jutro rozpoczęcie roku szkolnego. W zasadzie od razu zasypiam (o 4.20). Wyjazd się skończył. Przejechaliśmy 371 km.

Własnym samochodem: 1541 km.
Lawetą: 81 km.
Kajakiem: 27 km.
Łącznie: 1649 km w 7 dni. Średnio 235,6 km/dzień.

Podsumowanie
Pojechaliśmy na Suwalszczyznę i Litwę dosyć szybkim tempem. Naszym środkiem lokomocji był samochód. Za nami: 27 km na kajaku, park linowy na Litwie, 2 wymioty, 1 spotkanie ze Strażą Graniczną, 5 kąpieli w Czarnej Hańczy, kilkanaście skoków do wody z pomostu, 81 km na lawecie, 2 razy zepsuty samochód, 1 trójstyk granic, 2 naprawy auta, 3 środki na uspokojenie żołądka, 6 zabranych z drzewa dzikich gruszek i wiele innych... To się nazywa prawdziwa wyprawa, w każdym razie nam to odpowiada! ;-)

S.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz