piątek, 16 maja 2014

Kolonie nad polskim morzem - Wicie, ulica Wczasowa 2

Cześć. Dzisiaj zrelacjonuję kolonie nad polskim morzem (to jeden odcinek - potem przekonacie się, czemu tylko jeden) - wiem, straszny obciach ;-/. Zacznę może od początku:

Siedemnastego lipca 2013, wyjechałem z 40-os. grupą dzieci i 6 opiekunami z Olkusza (przez Sosnowiec z przerwą 1h) w kierunku Wicia. Jechaliśmy całą noc (szczerze mówiąc, świństwo zabierać ludziom 2 dni...). Jechaliśmy bardzo wolno - gierkówką; w Łodzi byliśmy o 23.00, a w Toruniu o 2.00. Jechaliśmy starą, podziurawioną DK91 do Wicia - w efekcie "podróż" trwała
14 godzin! (tutaj jest trasa)
Odbyło się "przywitanie z morzem" - co to miało być?! Rozdali nam jakieś czapki (których nie wolno było zdjąć), a później przejazd do "wspaniałego ośrodka wczasowego" OW Lazur, ulica Wczasowa 2 w Wiciu.

Pozwolę sobie skopiować dwa zdjęcia z e-turysta.net:





Tak pokazywali na swojej stronie internetowej (która już nie istnieje).

A jak wygląda to naprawdę?




Jest różnica? Aha, zgadnijcie jeszcze, na ile osób jest ten "pokój" i ile ma m2:
Odpowiedź: Ma 7m2 i jest na 4 osoby - skandal!

Dodam, że lustro ledwie się trzymało (było jedno/40 osób), w każdym "pokoju" były przepalone 3 na 4 żarówki (i nikt nic z tym nie zrobił!), a łóżka były wąskie, krótkie i nieprzyjemne (zdobiły je, niewidoczne na zdjęciach, podpisy ludzi, którzy mieszkali w tym czymś). Szafa - dramat! Nie domykała się i była rozklekotana - komoda też. Pościel trochę śmierdziała - w tym molochu nie da się mieszkać - tym bardziej, że okno wychodziło na oficynę (i tak nie dało się go otworzyć - ale było widać mnie, gdy byłem w łóżku!!!).
Nie wspomnę o tym, że zaraz po przyjeździe zastaliśmy niespłukaną kupę w kiblu... A Internetu ani TV w ogóle nie było!!!


Jeszcze powiem trochę o obiadach:
"Jadalnia" - wyglądała jak jadłodajnia dla ubogich. KAŻDA zupa smakowała tak samo, czyli... nie smakowała (oprócz rosołu doprawionego przeze mnie pieprzem). Śniadania i kolacje - było to samo (czyt. kilka kromek, najtańszy ser, czasem masło i dżem). O mięsie już w ogóle nie mówię - na 14 obiadów JEDEN mi smakował (kotlet schabowy), ale z czasem mam coraz więcej wątpliwości co do jakości... Mięso było średnio raz na 5 dni. Oczywiście to najtańsze. Pasowałoby tu przeprowadzić Kuchenne Rewolucje... Jednym słowem - FUJ!!!

Pytanie jeszcze: na ile wyceniono ten "wspaniały pokój" z "wyżywieniem"?






Odpowiem, że szacunkowo (koszt 2 tyg. w tym czymś = 1400 zł) - 65 zł. Oczywiście za dobę od osoby z pseudowyżywieniem. ŚMIECH NA SALI!!!

Dobrze, a teraz (po krytyce tego "ośrodka wczasowego") czas na kolonię:
Drugiego dnia (18 VII) leżeliśmy cały dzień w "pokojach" i "odpoczywaliśmy". Codziennie msza w kościele oddalonym 4 km (Barzowice). Nudy jak diabli...
Codziennie (nawet, gdy padał deszcz) organizowane były wyjścia na plażę - kąpiele tylko z ratownikami i do głębokości moich bioder - mam 1,65 wzrostu, więc do jakichś 85 cm. ŻAŁOSNE!

Zorganizowano też "Bardzo Nietypową Olimpiadę Sportową" - bieg w workach, wypicie 1,5 l wody na wyścigi, surowe (!) jajka na łyżce itp. To nie miało nic wspólnego ze sportem - raczej z usilnym zanudzaniem ludzi (nagroda = tanie okularki za 5 zł z chińskiego marketu).

Był też taki dzień, że losowaliśmy kolory i mieliśmy sporządzić mapę wyspy (wymyślonej). Naszym kolorem był zielony, więc (jednym z zadań było zrobienie jadłospisu) ktoś wymyślił: "Spleśniałe kanapki z wijami" - czy coś w tym stylu (zaraz zwymiotuję). Wszyscy go poparli - to przecież świetny pomysł! (Mieli po 20 lat).

Dobra, wystarczy tego krytykowania.
Były DWIE rzeczy, która mi się podobały:

Wioska Hobbitów - takie tam (Sierakowo Sławieńskie). Dość śmieszne, aczkolwiek trochę bezsensowne. Ale to mi się podobało ;-)
I jeszcze jedna rzecz: brak limitu na niezdrowe napoje! ;-)

Jednak mimo wszystko -> uważam te 2 tygodnie za praktycznie zmarnowane - jeśli już jedziecie do Wicia, zatrzymajcie się gdziekolwiek, byle nie w OW Lazur Wicie przy ul. Wczasowej 2 - nie da się tam wczasować! A najlepiej to jedźcie gdzieś, gdzie nie ma morza - Głęboki Bród na Suwalszczyźnie będzie doskonały. Możecie też jechać np. na Słowację czy Węgry - koszt wyniesie niewiele, a skorzystacie na tym (będziecie za granicą, zaliczycie nowy kraj i odkryjecie coś fajnego). Nie kiście się nad morzem - morzu na więcej niż 2 dni, a także morzu z wycieczką zorganizowaną mówię NIE!

Przykładowo dla mnie (mieszkam pod Krakowem) - nad polskie morze mam 650 km. A nad Balaton 530. Nie dość, że bliżej, to jeszcze taniej i ciekawiej! Ale to tylko moja opinia, zrobisz jak zechcesz ;-).

S.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz