wtorek, 23 grudnia 2014

"Dzikie kraje" czy Zachód, czyli o co chodzi z tą "dzikością"?

Dziki kraj - to bardzo często słyszane wyrażenie wśród turystów - słyszałem, że Serbia, Albania, Ukraina, czy Rumunia to dzikie kraje.
Czasem słyszę też mniej więcej takie zdania: Jedź na zachód, wschodnie kraje to dzikusy, jeszcze cię okradną, zabiją i poderżną gardło, nie będziesz wiedział, że giniesz! (np. takie zdanie słyszałem przed wyjazdem do Rumunii, kiedy powiedziałem, że będę spać pod namiotem).




Wywyższanie się


Nie cierpię epitetu "dziki kraj". Nie dość, że jest to wywyższanie się wobec innych narodów, to jeszcze opinie np. o Rumunii są najczęściej wypowiadane przez osoby, które nigdy tam nie były, albo były dawno (co najmniej 10 lat wcześniej). Ludzie, którzy wypowiadają się negatywnie np. o Serbii, w 98% tam nie byli, a na podstawie stereotypów i przez pryzmat wojny na Bałkanach w latach 90. uważają tamtejszą ludność za "dzikusów". W Niemczech też była wojna i co? Polacy wręcz uwielbiają jeździć do Niemiec, jakoś nie mówi się "Niemcy to dzikusy"... Tak jakby zamiast "dziki kraj" nie można było nazwać go "inny"?

Moje preferencje podróżnicze


Może wyda się to dziwne, ale preferencje podróżnicze też odnoszą się do tytułu (dokładnie do jego pierwszej części). Nie wiem, czemu, ale zachód (chodzi o kraje Europy Zachodniej) mnie nie ciągnie podróżniczo (no dobra, z paroma wyjątkami - Prowansja, Alpy i Bawaria to jedyne zachodnioeuropejskie regiony, w których chciałbym się znaleźć; Półwysep Iberyjski też oczywiście, ale on moim zdaniem jest osobną częścią Europy!). Dużo bardziej interesuje mnie wschód i południe - przykładowo Bałkany, Azja Centralna, Afryka Północna, Zakaukazie itp.
Ogólnie wolę podróżować po tych krajach, które jeszcze nie zostały zagarnięte przez turystów (znowu przywołuję przykład Bałkanów, Chorwacja mnie chyba najmniej pociąga - powód? Bardzo wysokie ceny i pełno turystów, nie dla mnie taka impreza).

Dlaczego Zachód zebrał takie cięgi?


Tym, czego nie lubię w zachodnich krajach, jest to, że wszystko takie "bogate, czyściutkie, lśniące, raj na ziemi po prostu" - a te miasta w większości tak samo wyglądają (nie licząc starówek), czyli po prostu... są nudne. Jeśli np. lubimy rzymskie zabytki, wcale nie musimy jechać do Włoch, pojedźmy do... Algierii. Ceny są na pewno niższe, Algieria nie jest zatłoczona (bo nie słyszałem, żeby ktoś jeździł do Algierii!), ludzie są (podobno) gościnni, nie ma mainstreamu, a my po powrocie będziemy mogli nieco "zaszpanować" ;)

Podsumowanie


Zdecydowanie wolę podróżować po "dzikich" krajach, jeśli wyznacznikiem "dzikości" jest brak restauracji, dyskotek i hoteli w zasięgu wzroku, a bankomaty są tylko w największych miastach, to naprawdę, kraje bardzo wysoko rozwinięte (np. Niemcy, Francja) przegrywają z tymi "dzikimi" - czyli w Europie np. Bośnią, Serbią, Albanią czy Mołdawią, które to mnie przyciągają jak magnes.
Czyli wschód jednak nie jest taki zły, ja jakoś jeszcze żyję po wyjeździe na Węgry, do Rumunii i do Serbii, naprawdę nie ma się czego bać :)

S.

12 komentarzy:

  1. zdecydowanie także wolę wschód i południe od zachodu... ;)
    większość zachodnich miast wygląda podobnie, a na wschodzie.. pełna różnorodność! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mamy podobne gusta podróżnicze! ;)

      Usuń
  2. do Algierii można chyba tylko jechać w grupach, żeby Cię islamiście nie porwali - a to mało "dzikie" :)

    co do reszty to oczywiste - pod względem kulturowym kraje biedniejsze są ciekawsze. Z drugiej strony po kilku latach jeżdżenia w dzikość uznałem, że w przyszłym roku czas na odmianę i, jeśli fundusze pozwolą, tym razem inny i zdecydowanie bogatszy kierunek :)

    Jeśli ktoś natomiast interesuje się zabytkami, to zaryzykuję tezę, że kraje Zachodu są bardziej interesujące - zabytki są w lepszym stanie, lepiej oznakowane i jest ich najczęściej więcej, bo nie dosięgły ich szaleństwa wyburzeń po 1945 roku. Np. takie Niemcy, w Polsce mocno niedoceniane - dawne RFN to wręcz kopalnia zabytków i to światowej klasy. Rzymskie, germańskie, średniwieczne i późniejsze!

    OdpowiedzUsuń
  3. Do Algierii można jechać samemu, tylko podobno problemy z wyrabianiem wizy ;)
    Kraje słabiej rozwinięte (wolę to określenie). A na Zachodzie może nie tyle jest więcej zabytków, tylko je się bardziej zauważa, bo są w lepszym stanie ;)
    Ale te mało popularne zabytki, czasem opuszczone... nie wiem czemu, ale mi się podobają :)
    A w Niemczech - no nie wiem, odwiedziłem tam jedynie kawałek dawnego NRD ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie się wydaje jednak, że jest ich więcej - bo wcześniej zaczęto je szanować. W takiej Albanii, Serbii czy Macedonii sporo wyburzono za komuny. O Rumunii nie mówiąc. To trochę jak w NRD.

      I mniej więcej jakby porównać poniemieckie pałacyki w Polsce i w Czechach. Kiedyś była ich podobna ilość. W Polsce część zniszczono zaraz po 1945, Niektóre w kolejnych dekadach. Jeszcze inne teraz są rozkradane, bo nikt o nie nie dba. W Czechach większość z nich od razu zamieniono na muzea, a jak były szkoły, to są w nich nadal. W efekcie dzisiaj na Dolnym Śląsku możemy podziwiać głównie ruiny albo prawie ruiny - rzadko kiedy trafi się coś w dobrym stanie. Za 20-30 lat połowy obiektów już może nie być. W Czechach co rusz stoi pałac będący albo muzeum albo szkołą, albo zamieszkały.

      Usuń
    2. Te zrujnowane pałace są ciekawe, ale to prawda, że mogą za parę(naście?) lat zniknąć. W Czechach rzeczywiście dużo częściej trafia się na takie w dobrym stanie. W dawnych "demoludach" rzeczywiście dużo wyburzono za komuny, ale fani zabytków też znajdą coś dla siebie, w przykładowej Macedonii to prawosławne monastyry i cerkwie - jednak jest ich mniej niż choćby atrakcji turystycznych w Rzymie (ale zwiedzanie mniej znanych atrakcji też jest ciekawe, a nawet ciekawsze! ;)) - wszędzie będzie jakiś zabytek, ale zawsze bardziej zadbane są na zachodzie - tylko, że ten wschodni "chaos" też ma urok; nie to ładne, co ładne, tylko to, co się komu podoba :)

      Usuń
  4. podobnie jest z tymi "miastami wyglądającymi tak samo na zachodzie" - otóż właśnie w lepiej rozwiniętych krajach jest większa szansa na zobaczenie ośrodków z zachowaną zwartą historyczną zabudową. Bardziej podobne już wydają się miasta post-socjalistyczne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to jest prawda, ale te post-socjalistyczne miasta...no też każde jest inne, wystarczy porównać choćby Brześć i Moskwę...

      Usuń
    2. no jasne, ale tak samo jest inny Paryż, Berlin i np. Rzym ::)

      Usuń
    3. Każde miasto jest inne (chodzi o zabytki). Ale te zachodnie - no, wyłączając starówki, są podobne, takie trochę nienaturalne :)

      Usuń
  5. Przeszedłem jakieś 1000 km przez Niemcy i 1000 km przez Francję i odnalazłem tam regiony, które są dzikie i wcale nie są "bogate, czyściutkie, lśniące, raj na ziemi po prostu". Takie są te wszelakie nastawione na ruch turystyczny regiony i duże metropolie. Prowincja, zwłaszcza ta głęboka, jest ciągle swojska, "dzika" ;) i naturalna. Wielkim dla mnie przeżyciem było wędrowanie przez Hunsrück w Nadrenii-Palatynacie. W dzienniku podróży nawet napisałem, że odnalazłem chyba "zadupie Niemiec". :)

    Podobnie we Francji - Lotaryngia, czy pogórze Masywu Centralnego to wciąż stara dobra prowincja. Może jest tam i czyściej, może nikt śmieci do lasu nie wyrzuca, a truchła psie nie gniją w rowach melioracyjnych (czego byłem świadkiem w Beskidzie), ale to chyba na plus się im liczy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, nawet nie miałem pojęcia o tych "zadupiach Niemiec i Francji" :) W każdym kraju jest właśnie jakaś fajna prowincja, ale wschodnia bardziej mi po drodze, tym bardziej, że ta na zachodzie nie zmienia się tak szybko. Albańska prowincja za 20 lat będzie zupełnie inna... a np. niemiecka może trochę się zmieni, ale nie aż o 180 stopni ;)

      Usuń