poniedziałek, 21 września 2015

Granica węgiersko-serbska - wskazówki.

Temat granicy węgiersko-serbskiej jest teraz na czasie (zarówno w temacie uchodźców i imigrantów, jak i na blogu - pierwszego dnia wyprawy na Bałkany przekraczaliśmy ją w Bajmoku). W związku z tym, postanowiłem napisać wskazówki dotyczące tej granicy.

Długość tej granicy to ok. 175 km, jest na niej 9 przejść granicznych (7 drogowych, z czego jedno jest zamknięte, 1 kolejowe i 1 rzeczne). Testowałem 5 z nich, i właśnie te pięć przejść tutaj scharakteryzuję. (kolejność według daty odwiedzenia).



Roszke - Horgos (stare)

Data odwiedzenia: 16 sierpnia 2014
To przejście jest chyba najbliżej autostradowego, głównego przejścia w Roszke, bo leży ledwie 400 m od niego. Leży na drodze nr 5 i jest "starą wersją" przejścia Roszke - Horgos (tj. do czasu wybudowania autostrady, tutaj szła jedna z głównych tras Europy). Przejście jest zamknięte. aktualizacja (03.12.2017) - przejście zostało ponownie otwarte, jest czynne od 7 do 19.

Asotthalom - Backi Vinogradi

Data odwiedzenia: 16 sierpnia 2014
Miejsce mojego pierwszego kontaktu z Serbią. Przejście jest boczne i mało ruchliwe (oprócz okolic weekendu, kiedy to wszyscy jadą na baseny w Morahalom, wtedy kolejka jest spora), do tego położone blisko Roszke, więc wydaje się dobrą alternatywą dla autostrady i korków na niej. Odprawa jest w jednym budynku, przejście czynne w godzinach 7 - 19.

Plusy:
  • blisko autostrady (trzeba z niej zjechać tylko na 30 km, co jest plusem dla "tranzytowców"),
  • stosunkowo mała popularność.
Minusy:
  • otwarte w godzinach 7 - 19,
  • odprawa w jednym budynku (co dla mnie jest minusem, bo nie daje możliwości zdobycia 2 pieczątek za jednym zamachem).
Moja ocena: 8/10

Tompa - Kelebia




Data odwiedzenia: 16 sierpnia 2014
Chyba najczęstsza alternatywa dla autostradowego przejścia. Jedno z "główniejszych" na tej granicy, jest ruchliwe (kieruje się tam dosyć dużo osób, które chcą uniknąć korków w Roszke - w efekcie tworzą się korki w Tompie...). Przejście jest całodobowe, odprawy są dwie.

Plusy:
  • całodobowe otwarcie,
  • dwie odprawy (dają możliwość zdobycia 2 pieczątek. Oprócz tego uwielbiam przejścia graniczne, więc dla mnie jest to plus).
Minusy:
  • duża popularność,
  • "mrówki",
  • zaśmiecenie,
  • niefajna atmosfera.
Moja ocena: 5/10

Bacsalmas - Bajmok



Data odwiedzenia: 18 lipca 2015
Jedno z najrzadziej przekraczanych przejść pomiędzy Węgrami i Serbią. Jest niemal nieznane; bardzo trudno było znaleźć coś po polsku na temat tego miejsca. Samo przejście jest nieduże, otwarte od 7 do 19. Są dwie odprawy.

Plusy:
  • w zasadzie zerowa popularność,
  • dwie odprawy,
  • jest położone w szczerym polu (co powoduje, że nie ma tzw. "mrówek", bo komu by się chciało iść do sklepu 12 km z granicy?),
  • ładny wygląd serbskiej części ;).
Minusy:
  • otwarte od 7 do 19.
Moja ocena: 9/10

Hercegszanto - Backi Breg


Data odwiedzenia: 28 lipca 2015
Boczne przejście pomiędzy Węgrami i Serbią, położone najbliżej Chorwacji. Raczej mało ruchliwe (ze względu na spore oddalenie od głównych szlaków komunikacyjnych), chociaż jest na tyle główne, że jest całodobowe. Dwie odprawy.

Plusy:
  • stosunkowo niewielka popularność,
  • dwie odprawy,
  • otwarte całą dobę.
Minusy:
  • położenie w dosyć niefajnym miejscu.
Moja ocena: 8/10


Podsumowanie

Uważam, że przejście w Bajmoku jest najlepszym wyborem, jak chodzi o przekraczanie tej granicy. W miarę na środku granicy, mało ruchliwe i niezbyt popularne. Czego chcieć więcej? Jedynym minusem jest to, że można je przekroczyć od 7 do 19, ale można to obejść, wyjeżdżając z Polski bardzo wcześnie rano - nam się udało wjechać do Serbii przez Bajmok tego samego dnia, co wyjechaliśmy z Polski! (a wyjechaliśmy o 4 rano)


Może zainteresować Cię też:

W Serbii byłem do tej pory 3 razy. Wybierasz się tam? Przeczytaj moje teksty o niej. A jeśli chcesz dowiadywać się o, co u mnie i o moich podróżach na bieżąco, dołącz do grona czytelników na FB (facebook.com/zamiedzaidalej).

S.

16 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe!
    Te niektóre przejścia wyglądają dość zabawnie :D
    A tak w ogóle to chyba zabronione jest fotografowanie przejść granicznych? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajmok jest moim faworytem :) a fotografowanie przejść granicznych - nigdzie nie było napisane, że zabronione. Ale i tak fotki robiłem w ten sposób, żeby pogranicznicy nie widzieli. Po co się mają czepiać? ;)

      Usuń
    2. Ja w ogóle lubię przekraczać granice...:) Natomiast zawsze mi się wydawało, że jest zakaz fotografowania punktów strategicznych, stąd na wszelki wypadek nie mam zdjęć, bo i tak miewam różne przygody z moim paszportem ;)

      Usuń
    3. Granice i przejścia graniczne (nieważne, czy lądowe, czy morskie, czy lotnicze) to jest dla mnie supersprawa :D a fotki zawsze robiłem b. szybko. No i zaraz chowałem aparat ;)

      Usuń
  2. Ogarnęła mnie wielka nostalgia i tęsknota za kolejkami na granicy. Przypomniało mi się, że zawsze dzwoniłam do mamusi z "ostatnich chwil z polskim operatorem". Fajnie, że jeszcze na Bałkanach można pozbierać pieczątki, szkoda, że coraz częściej trzeba o nie prosić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawie wszystkie moje pieczątki z Bałkanów są wyproszone (oprócz wjazdówek do Serbii) ;) a granice uwielbiam, pieczątki też, jak mam okazję to proszę (niestety wpadłem na to dopiero w Albanii :( )

      Usuń
  3. Ciekawie, ale w najbliższym czasie chyba lepiej się tam nie wybierać... no chyba, że ktoś jest ciekaw śniadych najeźdźców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj dużo zależy od przejścia granicznego - okolice Roszke są najbardziej wypełnione imigrantami. Względnie granica z Chorwacją ;) Bajmok (czyli najlepsze wg. mnie przejście) jest dokładnie pomiędzy nimi.

      Usuń
  4. My granicę zazwyczaj przekraczaliśmy w Kelebija - Tompa, aczkolwiek i tam zdarzało nam się trochę stać. Najdłużej jednak staliśmy w styczniu na przejściu autostradowym. Korek spowodowali sami pogranicznicy, którzy robili sobie przerwy po iluś odprawionych autach. Niestety granica UE rządzi się czasami swoimi prawami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to prawda, że rządzi się swoimi prawami. W Bajmoku pogranicznicy raczej mają mało do roboty (przed nami, w sobotę, w szczycie sezonu - 18 lipca o 17), więc zwykle nie ma korków ;)

      Usuń
  5. Przypomniałeś mi, że granicę węgiersko-serbską przekraczałam lądem dwa razy w 2001 roku - w drodze z i do Grecji na obóz młodzieżowy. Nie pamiętam, które to bylo przejście, ale staliśmy na nim dobre kilka godzin!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak w drodze do i z Grecji, to pewnie Roszke, 95% wycieczek i obozów tamtędy jeździ ;) no ale tam stanie na granicy to norma (dlatego unikamy go jak ognia). ;)

      Usuń
  6. akurat jedną odprawę w Backi uważam za duży plus - jest jedna kontrola, więc korki są mniejsze. Gdy tam stałem w ubiegłym roku to przy dwóch budkach, gdzie zazwyczaj Serbowie ruszają się jak muchy w smole, to na pewno byśmy nie zdążyli przed zamknięciem. Paszportu Serbom ostatnio nie daję, bo za dużo w nim pieczątek z Kosowa ;)

    Przejście w Backim Bregu może być dobrą alternatywą dla Tompy - zamiast jechać z Budapesztu zatłoczoną często autostradą w kierunku Segedyna można pojechać od razu Szekszard. Droga z reguły jest pusta.


    A fotografowanie czynnych przejść jest prawdopodobnie nielegalne - swoje czasu miałem przez to problemy na granicy bosniacko-chorwackiej... na szczęście skończyło się na skasowaniu fotek, a przejście było kapitalne - malutkie, tylko dla kilku domów po drugiej stronie granicy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) ja nigdy nie zauważyłem, żeby Serbowie się grzebali (na którymkolwiek przejściu). Kosovskich pieczątek nie mam, nie byliśmy tam (jest powód, żeby wracać ;) ) i jeżdżę tylko na paszporcie, dowodu nie używam, paszport jest bardziej użyteczny.
      Co do przejścia Backi Breg/Hercegszanto - pustawe i fajne, tylko pogranicznik serbski nie chciał mi dać pieczątki (niby mają to w systemie, ale pieczątkę zawsze chciałbym mieć).

      Poza tym - na którym przejściu BiH/HR miałeś problemy? Mnie nigdy na żadnej granicy (nawet w Izraelu czy w Rosji) nie kontrolowali zdjęć, ja fotografuję przejścia graniczne tak, żeby nikt nie widział (mam nawet fotkę z budynku odpraw na granicy łotewsko-rosyjskiej, ha!) ;)

      Usuń
    2. jeśli ktoś był upierdliwy i wolny na przejściu to niemal zawsze okazywało się, że Serbowie... Musiałem nawet pokazywać bagażnik wjeżdżając z Węgier do Serbii - nie wiem co można przemycać z EU do tego kraju??

      W jaki sposób paszport jest bardziej użyteczny? Gdy go pokazywałem to często go skanowano (nie wiem czy dla statystyk czy aby sprawdzić kiedy będę wyjeżdżał), dowód najczęściej był załatwiany szybciej i takich czynności nie wykonywano. No i mamy taką sytuację, że moja partnerka ma paszport z innego kraju i wychodzi, że dwie osoby z różnymi paszportami w jednym aucie bywają podejrzane, więc wolimy pokazywać dowody - szybciej i bezpieczniej (a i wyrobienie nowego w razie czego jest bezpłatne).

      Problem miałem na przejściu z Chorwacji w kierunku Mostaru. Robiłem zdjęcie bocznego przejścia - jeszcze po bośniackiej stronie, ale już za kontrolą graniczną, praktycznie po stronie chorwackiej - tam jest taka specyficzna sytuacja. Zobaczył mnie miejscowy i wrzaskiem wezwał bośniackiego pogranicznika. Było tłumaczenie się, przepraszanie i kasowanie zdjęć... Po prostu paranoja.

      Usuń
    3. Ja chyba nie miałem jakichś upierdliwości na przejściach na Bałkanach (na Białorusi, w Rosji i w Izraelu się grzebali, ale to nie Bałkany ;) ). Bagażnik trzeba było pokazywać przy RO/H i SRB/H, a Serbowie nigdy nie kazali nam pokazywać niczego.

      A co do paszportu - zbiera się pieczątki/wizy, pozwala jechać do wszystkich państw świata, a nie tylko po Europie. Skanowanie paszportów to normalka na granicach, mało jest "normalnych" granic, na których nie skanują paszportu. No ale ja bezdowodowy jestem, od zawsze używam tylko paszportu (ze względu na moje kolekcjonerstwo i możliwość zwiedzania całego świata). Poza tym dowodu lubią nie uznawać w niektórych krajach, gdzie teoretycznie można na niego jechać. A paszport akceptują zawsze i wszędzie ;)

      Odnośnie zdjęć, to robię naprawdę szybko i tak, żeby ludzie nie widzieli. Na żadnej granicy nie miałem z tego powodu nieprzyjemności (nawet na pieszej PL/UA, robiąc zdjęcia dosłownie na samym pasie granicznym).

      Usuń