niedziela, 25 września 2016

11 powodów, dla których lubię kraje bałtyckie

O krajach bałtyckich, czy jak kto woli, Pribałtyce, rzadko kiedy słyszy się w Polsce. A już naprawdę nie jest to częsta sytuacja, kiedy ktoś jedzie tam na urlop - zimno, pogoda niepewna itd. itp. Wśród znajomych chyba jedyny powód kierowania się w tamtą stronę to były białe noce - a i to nie za często, większość ludzi preferuje kurorty nad Adriatykiem.





Nie żebym miał coś do kurortów nad Adriatykiem, ale wolę jeździć po prowincji (niezależnie od tego, czy na północy, czy na południu) i ogólnie spędzać wakacje w innym niż wszyscy stylu. Taka już moja natura, że lubię chodzić własnymi ścieżkami. Oto jedenaście powodów, dla których lubię kraje bałtyckie, czyli Litwę, Łotwę i Estonię:




1. Naturalne piękno Pribałtyki


Będzie to taka oczywistość, że aż boli, ale... pierwsze, co się rzuca w oczy po przekroczeniu granicy Pribałtyki, to to, że tam jest bardzo dużo naturalnych krajobrazów. Nic, tylko odpoczywać nad jeziorami (i być pożywieniem dla komarów, bo tych tam pod dostatkiem ;) ).



2. Szutrowe drogi


Szutrami jeździliśmy głównie na Litwie i na Łotwie (tę drugą przejechaliśmy praktycznie całą takimi drogami). Tak naprawdę łotewskie drogi nie różnią się dużo od litewskich [no dobra... na Łotwie nie ma autostrad i drogi są troszeczkę gorsze], więc pisanie osobnego poradnika drogowego dla Litwy i Łotwy moim skromnym zdaniem jest raczej bez sensu. Tak czy inaczej, szutry na Pribałtyce są spoko :)




3. Zielony Tallinn


W Tallinie byłem 2 lata temu - generalnie widać, że jest bardzo zielonym miastem, jest w nim też bardzo dużo przestrzeni (której trochę mi brakuje w Krakowie...). Oprócz tej swojej zieloności, ma też ładną starówkę, która nie jest nie wiadomo jak zniszczona przez komercję [chociaż ta też się powoli wkrada...].




4. Woda, woda, dużo wody!


Największa odległość od morza na Pribałtyce to jakieś 400 km (tyle, co z Warszawy w Tatry). A nawet jeśli morze jest daleko... kraje bałtyckie mają pełno jezior! No dobra, może nie ma ich tak dużo, jak w Finlandii, ale tak czy tak dosyć sporo - można w nich wprost przebierać.



5. Dziwny język


O ile na Litwie i Łotwie jeszcze można się próbować domyślić, co znaczy dane słowo (chociaż też nie jest to najłatwiejsze), to w Estonii ni w ząb. Estoński jest podobny w zasadzie do niczego, dla mnie brzmi dość egzotycznie... łamigłówki, co znaczy dane słowo, są całkiem ciekawe ;) jednocześnie z niektórymi można się dogadać po angielsku/rosyjsku, co ułatwia sprawę.


6. Postsowieckość...


Normalnie się o tym nie pamięta, bo Litwa, Łotwa i Estonia nie kojarzą się z byłym sajuzem (między innymi dlatego, że należą do "Jewrosajuza"). Szczególnie na łotewskiej prowincji to widać (w stolicach też, ale trudniej to znaleźć) - tam jest dość sporo opuszczonych, sympatycznych miejsc.




7. ...a jednak umiejętne łączenie zachodu i wschodu


Fajne jest to, że kultury zachodu i wschodu są tam umiejętnie połączone. Jest pełno szutrów, są sympatyczne miejsca, ale jednocześnie nie jeździmy po nie wiadomo jak dziurawych drogach. Chociaż... jechałem kiedyś 160 km dziurawą drogą (przejechaliśmy ją w 8 godzin) i jest to całkiem ciekawe doświadczenie... tylko potem samochód może okazać się trochę zbyt niskopodłogowy na takie dziury... ;)


8. Nieduże rozmiary tych krajów


Generalnie na Pribałtyce nie ma olbrzymich odległości - prawie jak na Bałkanach! Sami w jeden dzień przejechaliśmy od Litwy do Estonii, nie spinając się specjalnie. I to jest super - można oglądać sporo ciekawych miejsc, nie jadąc za długo.


9. Sympatyczne przejścia graniczne


O ile normalnie nie lubię Schengen [aczkolwiek rozumiem, że ludzie dążą do ułatwień], bo nie ma już tego klimatu przy przekraczaniu granicy, to właśnie dzięki Schengen można przekraczać granicę w dowolnym miejscu. I w krajach bałtyckich to mi się podoba - tam jest pełno bocznych dróg, tam po prostu grzechem jest nie jechać chociaż raz bocznym przejściem granicznym.






10. Zimno jest ciepłe


Jestem zarówno zimno- jak i ciepłolubny. (to pierwsze w szczególności w północnym wydaniu) Zasadniczo w Polsce, jak w lecie jest 12 stopni, to odbieramy to jako "lodowato", nawet jak świeci słońce. A tam... przy 12 stopniach (sierpień) spokojnie kąpałem się w jeziorach i w ogóle nie było mi zimno; aha, dementuję wszelkie pogłoski o tym, że jestem morsem ;)


11. Brak komercji


W krajach bałtyckich z komercją i cepeliowym klimatem spotkałem się głównie w Wilnie, Trokach i trochę w Rydze/Tallinnie. Pisałem już o tym, że mało kto, przynajmniej z Polski, tam jeździ... bo po prostu chyba Pribałtyka jest uznawana za nieciekawy region (ja tam ją lubię, mimo że nie ma gór - ale za to są wzgórza i jeziora).


4 komentarze:

  1. Estoński jest podobny nie do "niczego" tylko do fińskiego i mocno odległy do węgierskiego ;) To są języki ugro-fińskie, ewenement w Europie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem, że ugrofińskie ;) jest podobny do fińskiego... ale fiński i/lub estoński w Polsce zna pewnie niewiele osób :D i też trudno mi jest znaleźć podobieństwa w węgierskim i estońskim/fińskim [poza tym, że wszystkie te języki są ugrofińskie]

      Usuń
    2. Podobno Finowie rozumieją Węgrów jak Polak pijanego, bełkoczącego Rosjanina :P Nie wiem na ile to prawda, ale brzmi ciekawie ;) Realnie chyba podobieństw jest niewiele, bo węgierski to jakaś podgrupa ugryjska, a fińska to inna podgrupa.

      Usuń
    3. a Polak ani Fina, ani Węgra nie zrozumie ;)

      Usuń