niedziela, 11 grudnia 2016

Kijów - największe rozczarowanie wyjazdu

Kijów miał być ciekawym, niebanalnym miastem z różnymi fajnymi akcentami. Po blisko tygodniu spędzonym w Rosji wjechaliśmy na Ukrainę i pierwsze kroki skierowaliśmy właśnie do jej stolicy - Kijowa. Zupełnie nie wiedziałem, co warto tam zobaczyć... no może poza jednym miejscem, do którego byłem w 100% przekonany.

Okolice Ławry Pieczerskiej, panorama na Dniepr i jego prawą stronę



Przyjechaliśmy, wysiadamy z auta, a tu przytłaczające i dość "ciężkie" w odbiorze bloki z cegieł. W odróżnieniu od rosyjskich blokowisk, w Kijowie czuło się raczej ponurą atmosferę... nie wiem, jakoś to do mnie nie przemówiło.

Z takich bardziej "głównych" miejsc, byliśmy przy Ławrze Pieczerskiej, która nie powaliła mnie na kolana. Na odkrytkach (pocztówkach) zdjęcia były nawet ładne. No właśnie - zdjęcia. A nie to, co jest na nich ujęte. W każdym razie u mnie te miejsca nie powodowały spadnięcia ze stołka.

Bloki w Kijowie


Ale w sumie nie to było najgorsze, bo rozumiem, że oglądanie tego typu miejsc może kogoś bawić. Główny problem to chyba styl jazdy kierowców. Rosjanie też jeżdżą szybko, ale Ukraińcy w Kijowie nie tyle robią to szybko, co chamsko. Wpychanie się, wyprzedzanie na trzeciego... normalka. Samochód w Kijowie nie przyda się za bardzo też z tego względu, że jak na stolicę przystało, miasto jest dość zakorkowane.

Chociaż z drugiej strony było kilka miejsc w Kijowie, które mi się spodobały. Przede wszystkim Muzeum Toalet (tak, do niego właśnie byłem w 100% przekonany ;) ) - historia toalet od starożytności do czasów współczesnych. Był nawet dość nowy japoński kibelek z funkcjami specjalnymi. A w sklepie z pamiątkami kupiliśmy "zarzygałkę", czyli... zapalniczkę. Oczywiście w kształcie toalety ;)

W Kijowie można znaleźć jedno z dziwniejszych muzeów w Europie

Wnętrze muzeum

Jeden z eksponatów, tym razem z Japonii

Nie mogło się obyć bez kupienia "toaletowej" pamiątki


Bardzo fajnie było też na miejskiej plaży nad Dnieprem (kąpiel jest dozwolona) - to mniej więcej tak, jakby w Krakowie czy Warszawie była plaża z możliwością pływania w Wiśle. I wcale nie byliśmy tam jedynymi ludźmi, tuż obok siebie mieliśmy pełny przekrój wiekowy ukraińskiego społeczeństwa. Aha, rzecz jasna się kąpaliśmy i nic nam po tym nie było... następnego dnia chcieliśmy to powtórzyć w Czerkasach [trochę niżej na mapie Ukrainy], ale po tym, jak w nocy napadły nas (a raczej nasz samochód) tam komary, to woleliśmy zrezygnować.

Miejska plaża w Kijowie (nad Dnieprem)


Tak czy inaczej, niestety Kijów okazał się jednym z największych rozczarowań naszego wyjazdu. Ale... wrócę tam. Chcę dać temu miastu drugą szansę, może po prostu nie trafiłem na odpowiednie miejsca? Może już w przyszłym roku się uda.

6 komentarzy:

  1. Dobrze, że o tym piszesz, bo mamy z mężem w planach wycieczkę na Ukrainę właśnie :). Może Lwów lepszy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdecydowanie lepszy! Jak dla mnie ładniejszy i ciekawszy

      Usuń
  2. Chciałabym kiedyś wybrać się na Ukrainę, bo rodzina mojego narzeczonego stamtąd pochodzi, ale w świetle wydarzeń politycznych się na taką wycieczkę nie zapowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niebezpiecznie jest głównie na wschodzie Ukrainy (doniecka/ługańska obłasti). W reszcie kraju jest równie bezpiecznie, jak w Polsce

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy wpis! Zaintrygiowałeś mnie...

    OdpowiedzUsuń