poniedziałek, 27 lutego 2017

Trasa Transfogaraska - 100 km serpentyn

Chyba każdy, kto jako tako kojarzy rumuńskie atrakcje, słyszał o tej drodze. Sto kilometrów serpentyn przez najwyższe pasmo górskie Karpat Południowych i całej Rumunii. Po raz pierwszy powiedziałem, że chcę tam pojechać, kiedy zaczynaliśmy podróżowanie na własną rękę w 2014 roku - ale tak naprawdę konkretny plan pojawił się już w wakacje. Miesiąc później postawiliśmy stopy w najwyższym punkcie Trasy Transfogaraskiej i przekonaliśmy się, że te serpentyny rzeczywiście wyglądają tak, jak na zdjęciach.

Transfogaraska (sierpień 2014)

czwartek, 23 lutego 2017

Rumuńska plaża Corbu

Dopiero rano dostrzegam, w jakim fajnym miejscu postawiliśmy nasz namiot. Jesteśmy przy jakiejś polnej drodze (odchodzącej od innej bocznej drogi), a wokół nas sympatyczne, trochę stepowe zarośla. Chociaż krajobraz jest raczej nudny, to jednak miejscówka super - aż się prosi, żeby rozłożyć pałatkę. Dzisiejszy cel to plaża Corbu (rum. Plaja Corbu), o której naczytałem się przed wyjazdem, że nie ma na niej ludzi i że to raczej nieznane miejsce.

Nasza miejscówka pod Galati

piątek, 17 lutego 2017

Góry są mi potrzebne

Jeszcze do niedawna nie lubiłem chodzenia po górach. Po prostu nie miałem w ogóle do tego kondycji, zresztą nie miałem w ogóle pojęcia "z czym to się je". Efekt był taki, że pomijając narty, w górach byłem raz na ruski rok i nie były to jakieś ogromne wyrypy.


Fogarasze, sierpień 2014.


poniedziałek, 13 lutego 2017

Gdzie na narty - czyli Polska vs. Słowacja

Nie jeżdżę na nartach w Alpach. Tak naprawdę moje doświadczenie narciarskie jest przede wszystkim związane z polskimi i słowackimi górami, jeździłem też trochę w Czechach - ale generalnie zjeżdżam w dwóch pierwszych krajach. No to postanowiłem je porównać, jeśli chodzi o narty - w końcu dość częstym dylematem jest to, czy pojeździć na nartach w Polsce, czy na Słowacji.

Jurgów, styczeń 2017. Widok na Tatry Bielskie

piątek, 10 lutego 2017

Podróżowanie po miastach czy po prowincji?

Jeszcze do niedawna nie lubiłem dużych miast i je omijałem. Po prostu - molochy to nie był mój klimat; być może były ciekawe, ale ja raczej nie miałem ochoty ich zwiedzać. No po prostu nie, dużo fajniejsze było to, co poza miastami, dzika, nieskażona natura.

Prowincja vs. miasto

sobota, 4 lutego 2017

Narty w Jurgowie (JurgówSki)

Korzystając z moich ferii w szkole, wybrałem się z moją Mamą na narty. Wybór zimowej aktywności był bardzo prosty - praktycznie rzecz biorąc, od kiedy pamiętam, w zasadzie każdej zimy jeździłem - efekt jest taki, że teraz jest już mój 12. sezon narciarski. Zacząłem jeździć w 2005 roku, mając 3 lata.

Zjeżdżając, mamy niezły widok na regle i przedgórze Tatr

środa, 1 lutego 2017

Trzecie urodziny "Za miedzą i dalej"

Dzisiaj mijają trzy lata od chwili, kiedy napisałem tutaj pierwsze słowa. Dobrze pamiętam tę chwilę - jeszcze w podstawówce założyłem bloga w sumie za namową rodziny. Niby te 3 lata (to już?!) to wcale nie jest dużo, ale jednak naprawdę zmieniłem się od tego czasu. Ostatni rok był... ciekawy, nie da się ukryć.


Od Rysów, przez wybrzeże Ukrainy, do Kijowa i Przemyśla.