środa, 12 lipca 2017

Polesie 2017 - podsumowanie

Polesie to takie miejsce, które trudno zapomnieć. Wyjazd na nie (majówka) już raz, w ubiegłym roku, w ogóle się nie udał - ale teraz mogliśmy pojechać, tyle że na czerwcówkę ;) Tak jak w kwietniu 2015 roku, nie robiliśmy żadnych dokładnych planów - tylko mniej więcej ustaliliśmy miejsca, które chcemy odwiedzić i 15 czerwca nasza honda potoczyła się na wschód.


Ukraina - kolorowe chatki to normalka



Dlaczego Polesie?



Od naprawdę dłuższego czasu mieliśmy się wybrać do Zamościa (tak, wiem - znowu o tym piszę), a stamtąd na Ukrainę jest już rzut beretem. No ale jazda na Ukrainę dla samej jazdy nie ma sensu, pasowałoby się wybrać w jakieś ciekawe miejsce, najlepiej tam, gdzie jest natura - no i wpadło mi w oko takie pojezierze, 15 km za granicą w linii prostej - grzech nie pojechać, jak już będziemy w Zamościu! Poza tym na Polesiu są największe w Europie bagna... więc pomimo trwającego długiego weekendu, raczej na tłumy nie liczyliśmy ;)

Widok na rynek w Zamościu


Ale oprócz ukraińskiej natury (i wszelakich wiosek zagubionych wśród lasów i bagien), zwiedzaliśmy też w Polsce - po części dlatego, że zwyczajnie było po drodze, a po części dlatego, że lubelskie ciągle było dla mnie nieodkryte, no może poza polsko-białoruską granicą w Terespolu. Kwadratowy Frampol, Szczebrzeszyn z chrząszczem brzmiącym w trzcinie, zachwycający Zamość i... Zosin, czyli najbardziej wysunięty na wschód punkt naszego kraju. A później była Ukraina - usiane wioskami Pojezierze Szackie: jeździliśmy tam chyba jeszcze przedwojennym brukiem, parę razy gubiliśmy drogę, odwiedziliśmy poradzieckie sanatorium, ale przede wszystkim - udało nam się trochę odpocząć mentalnie.

Zosin, najbardziej wysunięty na wschód punkt Polski

Poleskie drogi tak wyglądają

Jezioro Pisoczne, okolice sanatorium w Gajiwce

Przydrożna kapliczka w Paarach (austriacka)



Wracaliśmy przez pogranicze polsko-ukraińskie i Roztocze, nocując już po polskiej stronie granicy. Ale mimo tego, że już wjechaliśmy do Polski, nocleg był i tak we wschodnim stylu. Później obejrzeliśmy jeszcze dawną granicę austriacko-rosyjską w Paarach i... niestety trzeba było już wracać. Moim zdaniem wyjazd był bardzo udany (chociaż stosunkowo krótki), zwłaszcza, że nawet w Polsce dało się wychwycić wschodnie klimaty - których u nas jest dość mało.


Statystyki



Ile krajów odwiedziliśmy?



2 - Polskę i Ukrainę. Niby nie powinienem tu liczyć Polski (bo to z niej startowaliśmy), ale jednak trochę zwiedzaliśmy w kraju - więc dlatego policzyłem 2 kraje.



Ile wydaliśmy pieniędzy?



Ok. 500 zł - z czego połowa poszła na paliwo. Mogliśmy trochę oszczędzić, gdybyśmy wymieniali hrywny nieco dalej od granicy - byliśmy przez to stratni jakieś 15-20 zł (kurs niedaleko granicy, na stacji benzynowej: 6.35 UAH / PLN...). Koszty życia wyniosły ok. 250 zł (a na osobę - 125 zł).


Ile dni byliśmy w podróży?



4 - od 15 do 18 czerwca 2017 roku.



Ile przejechaliśmy kilometrów?



Pokonaliśmy samochodem ok. 1150 km - licząc "drogowo", najdalszym miejscem było Pojezierze Szackie (wieś Koszary), oddalona o 450 km od Krakowa.


Ile zdjęć zrobiłem?



Na tej wycieczce udało mi się zrobić prawie 1000 zdjęć, a oto kilka z nich:

Przystanek autobusowy z dziurą z boku

Wariaż (Waręż) - okolice zrujnowanego kościoła

Wielikie Zgoranskie Jezioro - zachód słońca



Może zainteresować Cię też:






Na Ukrainę jeżdżę od 2014 roku - byłem już m.in. we Lwowie, w Kijowie, na wybrzeżu czy na Polesiu (i ciągle mam ochotę na więcej!). Sylwestrowy wyjazd 2014/15 był moim pierwszym pobytem w tym kraju i jedną z pierwszych wycieczek zagranicznych. Wybierasz się tam? Przeczytaj moje ukraińskie teksty. A jeśli chcesz dowiadywać się o moich podróżach na bieżąco, dołącz do grona czytelników na Facebooku! (fb.com/zamiedzaidalej)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz