niedziela, 20 sierpnia 2017

Łupków - na kolejowym krańcu Polski

Lubię dawne (i obecne) przejścia graniczne - szczególnie wtedy, kiedy są klimatyczne. Kiedyś czytałem sobie o Bieszczadach i mignął mi tunel w Łupkowie... parę lat wcześniej jeździły tamtędy pociągi, potem dość długo ruch był zawieszony, a teraz w wakacje jeździ tylko jeden pociąg weekendowy do słowackich Medzilaborców. Kiedy wracaliśmy z Soliny, droga wiodła w zasadzie przez Łupków, więc grzechem byłoby tego nie wykorzystać i nie podjechać zobaczyć tego miejsca.

Stacja "Łupków" - nazwa dworca



Generalnie stacja w Łupkowie to totalny wygwizdów, spory dworzec na końcu świata (żeby było zabawniej, podobno jest tam całodobowy dyżur dróżnika). Z wioski trzeba podjechać dobre 3 km szutrem (akurat trafiliśmy na miejscowych, którzy nam podpowiedzieli - i mieli wyczucie terenu prawie że co do metra), żeby dotrzeć na stację. Po drodze mijamy drogowskaz do schroniska "Chata na Końcu Świata" - nazwa adekwatna do miejsca, oprócz nas jest dosłownie parę osób. Jechaliśmy tam w sumie z zamiarem zobaczenia klimatycznego tunelu kolejowego, a nie tyle samej stacji - więc chwilowo nie poświęcamy tej ostatniej za wiele uwagi. Jest późne popołudnie w niedzielę, za niecałą godzinę ze Słowacji przyjedzie pociąg - musimy iść, bo jeszcze trzeba wrócić.

Drogowskaz na "Koniec Świata" w Łupkowie

Dworzec w Łupkowie ma też punkt obserwacyjny!

Linia Zagórz-Medzilaborce jest jednotorowa


Do tunelu pod Przełęczą Łupkowską idzie się cały czas torami. Właściwie to torem - zaraz za stacją pięć torów przechodzi w jeden ;) mijamy chyba najmniejszy przejazd kolejowy w Polsce, na dróżce w stronę pól. Ki diabeł? Po prawej jest jeszcze trochę młakowaty, malutki strumień w krzakach. Poza tym na trasie nie ma szczególnych atrakcji - ale jest ciepło, słońce przyjemnie grzeje, a trawy w okolicach torowiska tworzą sympatyczny nastrój.

Jeden z najmniejszych przejazdów kolejowych w Polsce - na polnej drodze


Tunel ponoć ma trochę ponad 400 metrów długości i co najważniejsze - przechodzi w nim granica polsko-słowacka. Tunel jak tunel - ciemno i chłodno, końca w ogóle nie widać... nie wchodzimy, bo czołowe (i jakiekolwiek inne ;) ) zderzenie z pociągiem to średnia opcja, a musimy jeszcze dojść do dworca w Łupkowie przed przyjazdem. Wracamy szybkim krokiem (po drodze wydaje się nam, że słyszymy pociąg - który właśnie odjeżdża z Medzilaborców 15 km stąd...): na stację dochodzimy na 15 minut przed przyjazdem.

Tunel kolejowy w Łupkowie - strona polska


Pozostały czas wykorzystujemy na oglądanie stacji, która z charakteru trochę przypomina mi dworzec kolejowy w Zakopcu. Oba zbudowane jeszcze za czasów austriackich (w Łupkowie - 1872, w zimowej stolicy Polski - 1899), oba klimatyczne... chociaż ten łupkowski akurat jest dużo bardziej zadbany, moim zdaniem większy i zdecydowanie ładniejszy. No i przy torach jest punkt obserwacyjny, na który można wyjść podziwiać okolicę - a jest co, bo okoliczne pagóry są po prostu ładne. Aha, i pod względem stricte "geograficznym" po jednej stronie mamy Karpaty Wschodnie (Bieszczady), a po drugiej Zachodnie (Beskid Niski) - Przełęcz Łupkowska je rozdziela. Poza tym Łupków jest najdalej wysuniętą na południe stacją w Polsce (pomijając Bieszczadzką Kolejkę Leśną).

Widok z wieży na łupkowski dworzec kolejowy

Krajobraz pogranicza Bieszczadów i Beskidu Niskiego

Łupków, stacja PKP. W oczekiwaniu na pociąg

XIX-wieczny dworzec kolejowy (Łupków)


Całości dopełnia wygrzewanie się na peronie. Przyjeżdża pociąg - w rozkładzie było, że "autobus szynowy" - i rzeczywiście jest! Naprawdę malutki skład, jest dość nowy, ale nie ma co narzekać, bo wydaje się sympatyczny (tym bardziej, że jest prawie pusty). Wysiada tylko dwójka Czechów...

Jeden z dwóch pociągów, które tygodniowo jadą przez tę stację


Ogólnie rzecz biorąc, stacja w Łupkowie oferuje nie tylko tunel (chociaż to on jest główną atrakcją), ale też ładny, sympatyczny dworzec i dość sielankowe okolice. Zarówno Beskid Niski, jak i Bieszczady to urokliwe górki, które - chociaż nie są wysokie - grzeszą urodą. Tak czy inaczej - zdecydowanie polecam, nie tylko samą stację, ale też południowe rewiry polskiego Podkarpacia :)

Bieszczady, gdzieś między Cisną a Radoszycami

Szutrowa droga z Nowego Łupkowa na dworzec



Może zainteresować Cię też:







Beskidy (i ich okolice!) staram się odwiedzać dosyć często - to jedne z moich ulubionych gór. Wybierasz się w nie? Przeczytaj moje beskidzkie teksty. A jeśli chcesz dowiadywać się na bieżąco o moich podróżach (również górskich) i o tym, co u mnie słychać - dołącz do grona czytelników na FB (https://www.facebook.com/zamiedzaidalej).

4 komentarze:

  1. W zimę, kiedy to nic tam nie jeździ, a tory i perony były zasypane tak śniegiem, że aż spadłem z peronu, bo nie było widać końca, non stop działało pełne oświetlenie - sygnalizacja, lampy itp.. Niby takie są przepisy (bo linia formalnie nadal jest czynna, tylko... że przez pół roku nic nie jeździ :P), ale można się zastanawiać jak to wygląda w sytuacji, gdy kolej ciągle walczy o kasę, bo długi itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taka fajna linia, a mało co tam jedzie... :/ (tak samo jak pociąg Sanok-Krościenko-Chyrów, zlikwidowany w 2010; mam nadzieję, że przywrócą). Aha, i dróżnik tam jest - chociaż nie wiem, czy poza weekendem też ;)

      Usuń
    2. Linia fajna, ale mało opłacalna. Trudno sobie wyobrazić, aby poza wakacjami jeżdziła tam taka ilość ludzi, aby przynosiło to jakieś zyski. Niemniej jednak latem i w weekendy powinna działać, oby tylko w jakiś rozsądnych godzinach, a nie jeden kurs!

      Usuń
    3. nawet w wakacje (niedziela, 16 lipca, więc powinno być spore obłożenie) było mało ludzi... no ale zawsze lepiej, niż w ogóle! chociaż ten jeden kurs (z wyjazdem z Rzeszowa przed 6 rano i powrotem ok. 22 ;) ) moim zdaniem jest trochę bez sensu, np. chociaż 2 czy 3 byłyby zdecydowanie lepsze

      Usuń