czwartek, 7 grudnia 2017

Południowo-wschodnie klimaty 2017. Część 9 - w stronę Kazanłyku

31 lipca 2017

To ostatni dzień na bułgarskim wybrzeżu. Jeśli chcielibyśmy jeszcze gdzieś pojechać w Bułgarii, musimy już dzisiaj zacząć kierować się na zachód - inaczej zostanie nam po prostu powrót przez Rumunię trasą, która mniej lub bardziej będzie połączeniem dróg z poprzednich wyjazdów. Decyzja jest raczej dość prosta - i po południu już na dobre wyjeżdżamy z Rezowa.

Warwara - klify w wydaniu letnim


Sucha bułgarska łąka z widokiem na góry Strandża


Ale wcześniej odkrywamy jeszcze, że na rezowskiej plaży, kiedy przejdzie się za skały, są nieduże, dość malownicze zatoczki, którym trudno zrobić zdjęcie bez zamoczenia aparatu w słonej wodzie (czyli przyjemność raczej średnia, ja w każdym razie wolę na razie nie testować jego wodoodporności ;) ). Na jednej z takich zatoczek znajdujemy stare deski, z których robimy tratwę. Był plan wziąć ją nawet do Polski, ale obawy, że na granicy mogliby nam się dziwnie przyglądać, są całkiem uzasadnione ;)

Fale dzisiaj są trochę większe, niż wczoraj; woda też jest brudniejsza - ale mimo wszystko da się żyć. Niestety nasza tratwa okazuje się trochę mało odporna na fale uderzające o skały i tym sposobem wkrótce kończy swój dwugodzinny żywot - zostaje jeszcze rozplątanie sznurków! Po dłuższej chwili udaje nam się, został jeszcze powrót na "właściwą" plażę - co okupuję paroma rozcięciami stóp o kamienie, które tutaj są wyjątkowo śliskie i upadkogenne. Prawie jak na Bałkanach, kiedy średnio co 2 dni miałem jakieś nowe zadrapania na stopach ;)

Suniemy na północ wybrzeżem (z przystankiem na klifach w Warwarze), a później już skręcamy do wnętrza kraju. Na chwilę zjeżdżamy do jednego z miasteczek na trasie... które zaraz okaże się jednym z ciekawszych kulinarnie miejsc na mapie naszej wycieczki :) na jednym ze stoisk z owocami zwracam uwagę na jakieś jagody - ale jeszcze nigdy takich nie widziałem! Są czerwone, podłużne i wściekle kwaśne, tak jak lubię! Kupujemy trochę na próbę (iście kapitalistyczna cena 35 BGN/kg).

Widoki na klify (południowo-wschodnia Bułgaria)

Klify Warwary. W oddali (chyba) zabudowania Achtopola

Stoisko owocowe gdzieś w Bułgarii


Zachodzimy jeszcze do baru. Tradycyjnie biorę cacę (pycha), ale potem, po spróbowaniu od Taty, domawiam sobie jeszcze musakę. Mielone mięso i ziemniaki + beszamel (wszystko razem zapieczone, ten ostatni zrobił się czymś na kształt ciasta) - połączenie niby trochę dziwne, ale jedzenie i tak świetne!

Bułgarska musaka

Caca (tsatsa) - smażone szprotki

Stara Płanina i winnica gdzieś na wschodzie Bułgarii

W Kazanłyku jesteśmy mocno pod wieczór. Mapa pokazuje, że niedaleko jest jezioro - próbujemy tam. Groźne tabliczki "kąpiel zabroniona" i obecność hotelu połączonego z knajpą nie sugerują sympatycznego miejsca... ale przejeżdżamy jeszcze kawałek i jesteśmy przy zaporze (jak się okazuje, całe jezioro jest sztuczne). Skręcamy gdzieś w las i dojeżdżamy na polanę. Nie chce nam się dalej szukać, więc rozbijamy pałatkę i idziemy się chwilę przejść.

Górsko-zalewowo. Taka bułgarska Solina

Zapora tworząca jezioro w środkowej Bułgarii

Wieczorny zalew, skryty za drzewami. W oddali majaczy zapora

Nocne sosny w środkowej Bułgarii


Jesteśmy może 300 metrów od brzegu, jakby na górce (jezioro jest niżej). Niestety miejscówki nad samym zalewem są już pozajmowane, widać płomienie kilku ognisk. Klimaty trochę jak na Polesiu miesiąc temu, tyle że tu krajobraz jest bardziej górzysty i mniej bagienny. I nie zjadają nas komary ;) Oglądamy całość tylko z góry, na dół nie ma sensu schodzić po ciemku - idziemy w stronę pałatki. Chociaż według moich obliczeń to jest już 52. nocleg na dziko, to w lesie (i to nie byle jakim, bo sosnowym) będę spać po raz pierwszy! A pamiętam, jak na początku jeżdżenia nie mogłem sobie wyobrazić gorszego miejsca do nocowania, niż las...



Może zainteresować Cię też:





Bułgarię odwiedziłem w 2017 roku - byłem m.in. na wybrzeżu, ale również we wnętrzu kraju czy w jego stolicy - Sofii. Wybierasz się tam? Przeczytaj moje artykuły o BułgariiA jeśli chcesz dowiadywać się o moich podróżach na bieżąco, dołącz do grona czytelników na Facebooku! (fb.com/zamiedzaidalej)

10 komentarzy:

  1. Hej! Urokliwie i zacnie. A jak jest z czystością na plażach? Czy da się spostrzec plastikowego śmiecia, czy już lepiej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, raczej nie widzieliśmy śmieci (a jak są, to w niewielkich ilościach). W każdym razie są dużo brudniejsze kraje, niż Bułgaria /np. w Rosji czy na Ukrainie niestety było sporo śmieci po krzakach :/ /

      Usuń
  2. Uwielbiam takie dzikie, nieodkryte miejsca. A takie, na które trzeba się dostać tratwą własnej produkcji.. to dopiero jest przygoda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też lubię! z tą tratwą wyszło przez przypadek, ale fakt - przygoda była ;)

      Usuń
  3. Takie noclegi mają niesamowity urok! Ach, wspomnienia z dzieciństwa ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie? ;) w ogóle lubię, jak z pałatki / jej okolic mam fajne widoki!

      Usuń
  4. A ja mam same złe wspomnienia z Bułgarii, no dobra nie same - jedzenie było spoko;-) Te rybki chętnie bym zjadłam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bułgarskie jedzenie faktycznie jest super - zwłaszcza caca :D ja akurat wspominam Bułgarię bardzo miło, ładnie tam jest! chociaż to kraj, który moim zdaniem trudniej polubić, niż np. taką Macedonię czy Czarnogórę :)

      Usuń
  5. Bułgaria jakoś nigdy mnie nie interesowała ale po oglądnięciu Twoich zdjęć to sie zaczynam zastanawiać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! Cieszę się, że moje zdjęcia Ci się podobają :)

      Usuń