piątek, 7 września 2018

Karb. Niepozorna przełęcz pod Kościelcem

"Kończyć wycieczkę na przełęczy? Bez sensu, nuda i w ogóle kto chodzi na takie wyjścia?!" - mniej więcej tak myślałem, planując wycieczkę. Potrzebowałem czegoś, co byłoby w miarę krótkie, ale dawało się wydłużyć o coś ciekawego - w ten sposób byłem na przykład na Małej Sowie w Sudetach. A teraz pod moimi stopami miał znaleźć się Karb - i może Kościelec, jakby starczyło mi czasu.

Kościelec - 2155 m n.p.m.



Wyjechawszy z Krakowa o skandalicznej porze, na szlaku melduję się dopiero przed 11 (!!!). Wybieram już tradycyjnie żółty szlak Doliną Jaworzynki, tradycyjnie też boli mnie głowa i ogólnie nic mi się nie chce. Do pierwszego zakrętu, a tym samym początku ostrzejszego podejścia, gdzie już idzie mi się lepiej (a paradoksalnie tempo się pogarsza) - ale finalnie na Karczmisko dochodzę w całkiem przyzwoitym czasie.

Wkraczam na Halę po dwóch godzinach z małym hakiem od wyjścia z Kuźnic. Okolice Betlejemki już tradycyjnie zachwycają widokami (wreszcie robię jakieś w miarę sensowne zdjęcie, nie to, co w ubiegłym roku, kiedy podążałem w stronę Kasprowego). Chwila przerwy, nie zachodzę nawet do schroniska i dalej w drogę. Konkretnie to do Czarnej Doliny - miejsca często polecanego jako fajny cel dla początkujących (a ja dochodzę tu dopiero teraz. Chociaż biorąc pod uwagę, że poważniejsze poznawanie Tatr de facto zacząłem od Rysów, to to nawet nie jest dziwne). Czarna Dolina wbrew nazwie jest zielona.

Hala Gąsienicowa (lipiec 2018)

Szlak do Czarnego Stawu Gąsienicowego


Koło 14 dochodzę do Czarnego Stawu. Witają mnie Granaty i reszta Orlej Perci - a nad samym jeziorem góruje Kościelec. Ja mam wejść na tą obrywającą się do doliny górę? No chyba w następnym wcieleniu! Ale poza tym atmosfera przywodzi na myśl Bałtyk w bardziej słonecznej wersji - tłumy i rozmowy nad lazurową wodą. Gdyby nie góry, to nie wymyśliłbym, że jestem na 1628 m n.p.m.

Kościelec i fragment Orlej Perci


Po dłuższym odpoczynku ruszam dalej. Szlak na Karb jest czarny i obfituje w przestrzenie po lewej stronie (chociaż przepaści nie ma). Trudności absolutnie brak - oprócz tych kondycyjnych. Bo na dystansie niecałego kilometra podchodzi się 200 metrów. Mówiąc wprost: jest łatwo i dość męcząco.

Widok z czarnego szlaku na Karb


Czterdzieści minut później jestem na grani Małego Kościelca. "Grań" brzmi na pierwszy rzut oka (a raczej ucha) dość hardcorowo - a idzie mi się super, ścieżka trzyma się praktycznie jednej wysokości, prawie dwa kilometry nad poziomem morza. Nie jest w ogóle trudno, zmęczyć się ciężko, spaceruję z widokiem na Granaty i spółkę, a po drugiej stronie nad Zieloną Doliną góruje Świnica. Gdzieś dalej łagodne Zachodnie z Kasprowym, który z tej perspektywy wygląda kurduplowato. I oczywiście przede mną piramida Kościelca.

Mały Kościelec i jego większy brat

Zielona Dolina z górującą nad nią Świnicą

Granaty widziane z przełęczy Karb


Nagle zaczynam tracić wysokość (zdecydowanie za szybko) i dochodzę do Karbu. Zaskoczenie to brak miejsca - jest go może na 5 osób na krzyż (a przynajmniej ja to tak odbieram). Poza tym panoramy siłą rzeczy są słabsze, niż z Małego Kościelca, więc stoję na przełęczy parę minut, sesja zdjęciowa i zaczynam już schodzenie - kuszący Kościelec muszę odpuścić, bo zrobiła się już 16. Wysokość tracę dość łagodnie prowadzącym do Zielonej Doliny Gąsienicowej niebieskim szlakiem, który jest znacznie przyjemniejszy w porównaniu z rozwalającym kolana zejściem na stronę Czarnego Stawu.

Zielona Dolina Gąsienicowa

Pogranicze Tatr Wysokich i Zachodnich

Czerwone Stawki


Teraz zaczynam się już bardziej spieszyć. Szybkie przystanki na zdjęcia w kilku miejscach po drodze i dochodzę do rozstajów. Stąd Kościelec pokazuje już swoje łagodniejsze oblicze (zresztą to jedna z rzeczy, które najbardziej lubię w górach - to, że każde miejsce z innej perspektywy może wyglądać zupełnie inaczej).

Zielony Staw Gąsienicowy

Kościelec widziany z Zielonej Doliny Gąsienicowej

Jeden ze stawów w Dolinie Gąsienicowej oferuje fajne widoki


Czarny szlak jest dość wygodny - ścieżka z kamieni lekko w dół. A kiedy dołącza żółty z Kasprowego, to już w ogóle robi się autostrada. Udaje mi się nawet przejść ten odcinek zgodnie z czasem mapowym (byłoby szybciej, gdybym nie robił miliardów zdjęć) i po dalszych 50 minutach zjawiam się na HG. Ostatnie podejście na Karczmisko to już tylko formalność. A na samej przełęczy spektakl chmur i promieni słońca z masywem Giewontu w tle - kadr klasyczny, ale światło fajne ;-) schodzę przez Boczań, mając z tyłu głowy perspektywę na wieczór na Nosalu, który wymyśliłem w międzyczasie jako dodatkowy cel. Wyszło z tego tyle, że tradycyjnie nie chciało mi się tam wyłazić i skończyło się zejściem do Kuźnic.

Klasyczny kadr z Zielonej Doliny

Widok na Giewont + fajny warun = dobre zakończenie dnia


Chociaż sam Karb nie był najciekawszym miejscem w całej wycieczce, to jednak Mały Kościelec mnie porwał - tylko szkoda, że jego grań jest taka krótka! Na "większy" Kościelec zabrakło już czasu, więc musiałem go odłożyć na kolejny raz. I przekonałem się, że nawet wycieczka bez szczytowania (a za to z przełęczowaniem :-D ) nie musi być nudna!


Może zainteresować Cię też:



Tatry - najwyższe góry w Polsce, przez dość długi czas rzadko były moim celem podróżniczym. Teraz podoba mi się tam w zasadzie tak bardzo, jak w różnych innych górach - zajrzyj tutaj, żeby zobaczyć moje tatrzańskie artykuły. A jeśli chcesz dowiadywać się o tym, co u mnie i o moich podróżach na bieżąco, dołącz do grona czytelników na Facebooku! (fb.com/zamiedzaidalej)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz