poniedziałek, 11 lipca 2016

Wyjście na Rysy od strony słowackiej

Czy da się wejść na Rysy bez dużego doświadczenia w Tatrach? Okazuje się, że tak! Jednak wcale nie jest to takie proste, jak się wydaje. Można wyjść, ale trzeba zarezerwować sobie na to dosłownie cały dzień (my wyjechaliśmy z Krakowa o 5.30 rano, wróciliśmy 15 minut po północy).




Wybraliśmy trasę od słowackiej strony, ze względu na to, że ponoć jest łatwiejsza (nie mamy porównania, od Polski nie szliśmy) i dlatego, że w ogóle nie znałem do tej pory słowackich Tatr - jak już tam jeździliśmy, to od polskiej strony. A i w polskich Tatrach nie miałem dużego doświadczenia.

Ale tak naprawdę tu nawet nie chodzi o doświadczenie. Trzeba zachowywać zdrowy rozsądek i mimo wszystko ogarniać szlak. Powiem tak: chodzenie po górach jest dla ludzi z mózgiem. Jeśli masz mózg, to zrozumiesz, o co mi chodzi.


PORADNIK


Parking

Możemy zaparkować w dwóch miejscach: albo na parkingu pod Popradzkim Plesem (koło torów kolejowych), albo przy drodze 537, zwanej też Cestą Slobody (Droga Wolności) - pierwsza opcja jest płatna 7 euro/osobówka, druga darmowa, ale kiedy parkujemy za friko, mamy do przejścia dodatkowe 15 minut asfaltową, praktycznie płaską drogą. Wybraliśmy drugą opcję, fundując sobie na rozgrzewkę mały spacer :)

Etap I: asfalt


Parking - Popradske pleso (Popradzki Staw)


Szlak jest oznaczony niebieskim kolorem. Idzie się dość sprawnie i wygodnie, asfaltową drogą. Co prawda z widokami jest trochę słabo, ale to jest taka rozgrzewka przed właściwym, górskim szlakiem. Długość tego odcinka to jakieś 6 km, my przeszliśmy go w 1h 20 minut, z powrotem - w 1h i 5 min. (wliczając trasę od drogi 537 do parkingu). Na końcu tego etapu dochodzimy na wysokość 1500 m.n.p.m.

Etap II: ścieżka


Popradske pleso - Razcestie nad Zabim potokom (Rozdroże nad Żabim Potokiem)


Popradske pleso zostawiamy w tyle po prawej stronie. Teraz czeka nas ok. 30-40 minut marszu leśną ścieżką na wysokość 1620 m.n.p.m. Pod koniec tego etapu mamy strumień, z którego możemy się napić wody i zatrzymać się na małą sesję zdjęciową - miejsce jest bardzo fotogeniczne.




Razcestie nad Zabim potokom - Zabie plesa (Żabie Stawy Mięguszowieckie)


Na Razcestiu (rozdrożu) odbijamy w prawo, na czerwony szlak. Będzie trochę serpentyn. Idziemy przez kosodrzewinę, a potem przez hale. Po 1h 10 min powinniśmy dotrzeć na Zabie plesa (1940 m.n.p.m). Generalnie tu mamy już trochę kamieni - to taka ścieżka z wystającymi z niej kamieniami. Szlak jest dość malowniczy, przypomina mi trochę rumuńskie Fogarasze.

Zabie plesa - Chata pod Rysmi (Rysami)


Nam ten odcinek, mimo że miał tylko 1 km, zajął aż godzinę. Powyżej Zabich ples zaczyna się podejście z łańcuchami, trzeba po prostu patrzeć pod nogi. Po przejściu dość krótkiego odcinka łańcuchów, jest strumień z wodospadem - ostatnie źródło wody na naszej trasie. Kawałek w górę i osiągamy Chatę pod Rys(a)mi - 2250 m.n.p.m.



Etap III: wyjście na szczyt


Chata pod Rysmi - Vaha (Waga)


Zaraz za Chatą rozciąga się obszar pokryty śniegiem. Możemy wyjść na Vahę na 2 sposoby: albo górą (po kamieniach, wtedy jest mało śniegu), albo dołem (przez śnieg). Wchodziliśmy przez śnieg, a schodziliśmy po kamieniach - ta druga opcja jest prostsza. Teraz tylko parę serpentyn i stoimy na przełęczy Vaha - 2337 m.n.p.m. Po lewej stronie Rysy, po prawej Wysoka.


Vaha - Rysy


Najpierw szlak prowadzi trochę w górę, później musimy nieco zejść (od tego momentu mamy widok na Zabie plesa). Później idziemy w zasadzie po mniejszych lub większych kamieniach, zieleni praktycznie brak. Dochodzimy do kamiennego wału, na którym można usiąść... nie radzę się stamtąd wychylać, bo jest przepaść na kilkaset metrów [bardziej 900 niż 200]

Rysy



Ale to jeszcze nie jest koniec. Możemy iść jeszcze na sam szczyt, to są może 3 minuty podejścia. Jednak tak czy inaczej, jesteśmy na Rysach! Pokonaliśmy 12 km od drogi 537, albo 10,5 od parkingu. Wracamy tą samą drogą.


Wierzchołki Rysów


Generalnie Rysy mają 3 wierzchołki:
  • południowo-wschodni, najniższy 2473 m.n.p.m, położony w całości po słowackiej stronie,
  • graniczny między Polską i Słowacją, 2499,6 m.n.p.m, średni co do wysokości, najwyższy punkt Polski.
  • środkowy i najwyższy 2503 m.n.p.m, w całości słowacki.
Ale tak czy inaczej - Rysy nie mają 2499 m.n.p.m! Chociaż pewnie uczyli Was tak na przyrodzie/geografii, to to nie jest prawda. Wysokość góry to wysokość jej najwyższego szczytu - czyli w tym przypadku 2503 m.n.p.m.

Byłem tylko na jednym z wierzchołków Rysów - granicznym północno-zachodnim (który stosunkowo łatwiej osiągnąć, niż najwyższy, środkowy). Na samym szczycie jest słupek z wysokością: 2 499,6 metra. Na słupku można usiąść - jak dodać do tej wysokości jeszcze słupek (kilkadziesiąt centymetrów) i swój wzrost, wychodzi, że jesteśmy na 2502 m.n.p.m... a endomondo uznało, że to jest 2529 :D

Czas wejścia

Całe wejście na Rysy zajęło nam 5h 50 min, czyli de facto 6 godzin. Na szczycie spędziliśmy jakieś 40 min. Natomiast zejście to 5h - za każdym razem przekroczyliśmy "przewodnikowy" czas o blisko godzinę [inna sprawa, że przewodnikowy czas liczy się od parkingu, a nie od drogi 537, przy której mieliśmy auto]. Chociaż akurat czas zejściowy i tak mieliśmy bardzo dobry, zważywszy na to, że... przy schodzeniu zaczęło mnie boleć kolano. I weź tu schodź 6 km po dość kamienistej ścieżce + 6 po asfalcie. Po ludzku musiałem się namęczyć 4h ze schodzeniem do asfaltu, a potem to już bułka z masłem, przyjemny godzinny spacer, aż się zdziwiłem, czemu trwał tak krótko. Spaliliśmy prawie 6000 kcal!

PS. Na kamienistych odcinkach polecam chodzenie tzw. metodą małych kroków. Dosłownie. Nie trzeba się spieszyć, kiedy możemy, to stawiamy nieduże kroki, bo nie będziemy się tak męczyć.


MOJE OSOBISTE ODCZUCIA


Generalnie uważam, że na Rysy idzie się dość przyjemnie. Jedyne, co było niefajne, to bolące kolano (i to tak dość mocno). Sam szlak jest moim zdaniem ładny, widokowy i w zasięgu większości zdrowych ludzi. To jest najwyższy szczyt tatrzański, na który można wyjść w całości pieszo szlakiem turystycznym [a nie z przewodnikiem].

I tak szczerze mówiąc - na szczyt trzeba poświęcić cały dzień (no bo tyle się tam idzie i już). Moim zdaniem warto - chociażby dla widoków i poprawienia kondycji.

Większość wchodzących ludzi to byli Polacy (aczkolwiek było też trochę Słowaków), którzy mnie nawet zaskoczyli - jakoś w mojej głowie siedział stereotyp, że jak Polak idzie w Tatry, to nie jest dobrze przygotowany (słynne klapki). Może po "naszej" stronie tak jest, ale u południowych sąsiadów nic takiego nie widziałem. Nie zauważyłem też jakichś dzikich tłumów, które kilka godzin wcześniej kłębiły się na Łysej Polanie.

A co do widoków - są po prostu piękne, tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć. Zimne strumienie, dużo przestrzeni, skały (momentami krajobraz jest wręcz księżycowy) i panorama ze szczytu - bezcenne. Jak szukasz widokowego szlaku, to idź tam i już. Namęczysz się, ale stojąc na szczycie Rysów, masz panoramę na pół Tatr!

Więc jeśli chcesz wyjść na Rysy, parę dni wcześniej trochę się przygotuj, zarezerwuj sobie cały dzień i nastaw się mentalnie na duże zmęczenie, dużą wysokość i opaleniznę ;) wot i wsjo. I chyba lepiej by było zacząć od słowackiej strony (nie wchodziłem co prawda od polskiej, ale sam widok spod wału między wierzchołkami w stronę MOKA przyprawia mnie o lekki zawrót głowy i zawał, słowacka strona już trochę mniej - wydaje się, że jakby lepiej skoczyć, to dałoby się ochłodzić w jeziorkach ;))) ).

Na samej górze polski wierzchołek obsiadło ok. 20 osób, prawie wyłącznie Polaków. Natomiast na słowackiej części szczytu w zasadzie nikogo nie było! I tu bardzo wyraźnie widać, że przez Rysy idzie granica - polska część jest zatłoczona, a słowacka nie.




Ale tak czy inaczej - nie polecałbym tego szlaku ludziom z lękiem wysokości (chociaż spotkaliśmy wczoraj 2 dziewczyny, oswajające go właśnie tam; dały radę wyjść na górę). Wyjście wymaga pewnej kondycji, bo to jest jednak prawie 24 km pieszo (i trzeba mieć na uwadze, że 24 km w górach to nie to samo, co 24 km po płaskim/pagórkowatym).

Wychodząc na Rysy, zauważyliśmy też na przykład ludzi z dronem. Szczerze? Zaczynam trochę żałować, że nie mamy drona, ale z drugiej strony to zajmuje trochę miejsca i mimo wszystko trochę waży. Ale tak czy inaczej pomysł latania dronem jest super... może kiedyś :)

Aha, wspólnie stwierdziliśmy wczoraj po wyjściu na szczyt, że jesteśmy wariatami! Na 1000% to potwierdzam - w końcu kto normalny szedłby tyle czasu, opaliłby sobie dłonie, zmęczyłby się i był z tego zadowolony?! :D

PS. Słowackie Tatry zdecydowanie przypadły mi do gustu! Jak mam do wyboru nadrabianie 50 km autem, a tłoczenie się na szlaku... dla mnie wybór jest oczywisty. Pamiętam chodzenie np. Doliną Kościeliską kilka lat temu - za dużo ludzi. Wolę jednak słowacką część Tatr :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz