czwartek, 9 czerwca 2016

Obozowe tradycje, które podobno są niebezpieczne

Kojarzycie "zieloną noc"? Albo inne tego typu wydarzenia - białą, czerwoną noc? Idę o zakład, że nawet jeśli nie wiecie, na czym polega biała i czerwona noc, to o zielonej każdy słyszał. No ale w końcu skupimy się teraz na tym, że:

Obozowe tradycje są bardzo niebezpieczne!



Biała, czerwona i zielona noc - przecież to jest niebezpieczeństwo! W końcu to jest jakieś nienormalne, żeby ludzie chowali czerwone ciuchy albo smarowali się pastą do zębów. To samo z pływaniem np. w morzu - nie wolno wejść dalej niż do kolan, bo się utopisz! Albo kiedyś na basenie miałem sytuację, że kto przepłynie przez basen, może pływać na głębokiej wodzie. Udało mi się przepłynąć (chociaż momentami płynąłem wolniej, ale cały czas bez przerwy). I co usłyszałem?

"Gdyby pan [opiekun] ci nie pomagał, to nie dopłynąłbyś" - absolutna bzdura. W rzeczywistości opiekun stał na brzegu i się ze mnie śmiał. A wolniej niż większość ludzi płynąłem dlatego, że miałem wtedy 10 lat (w zasadzie wszyscy byli starsi) i w ogóle olewałem jakiekolwiek ruszanie się.

Aha, i pamiętam też, że na koloniach usłyszałem od opiekunów, że "żadnych kolorowych nocy, my nie chcemy problemów". Jasne, wychowawca może nie chcieć mieć problemów z dziećmi, ale... po co w takim razie jechał jako opiekun na kolonie? Pomijam już zupełnie, że w "kolorowych nocach" absolutnie nie chodzi o to, żeby zrobić komuś krzywdę, ale po prostu o zabawę, w której można wziąć udział.

Chociaż w Anglii znajomi chcieli zrobić [dla mnie] zieloną noc, ja powiedziałem, że się nie zgadzam - wot i wsjo, sprawa załatwiona. Jak ktoś nie chce, nie można go zmuszać. Osobiście uważam, że zielona noc powinna być dozwolona, oczywiście w granicach rozsądku (np. że opiekunowie na nią przyzwalają i co godzinę patrzą, czy nie dzieje się coś złego).

A propos tego, że nie można zmuszać, to pamiętam taki obrazek: 40 stopni, upał, boli mnie głowa + jest mi niedobrze, ale wszyscy obowiązkowo idą na basen (w którym jest wręcz dziwnie zimna woda - człowiek się nie przyzwyczaja po paru chwilach, jakby należało oczekiwać). Normalnie nie miałbym nic przeciwko basenowi i zimnej wodzie, ale jak jest 40 C, boli mnie głowa i mam do wyboru albo prażenie się na słońcu, albo szczękanie zębami w zimnej wodzie. Tak, wiem, brzmi to jak jakieś uskarżanie się typu "bo zupa była za słona", no ale jak źle się czuję (i nie mogę nic na to zaradzić), to... sorry.

Podobnie drażniło mnie to, że w ogóle nie jest na mnie zwracana uwaga. Nie chcę, żebyście to źle zrozumieli (nie, nie mam o to żalu do nikogo), ale na ostatnich koloniach (na które przyjechałem z 2-dniowym opóźnieniem, bo w dniu wyjazdu ja właśnie wracałem z Rosji) umówiłem się wcześniej z kierowniczką, że pokażę zdjęcia z podróży. Cały czas chodziłem z pendrivem i co? Nikt nie znalazł na to czasu - a wystarczyło dać mi 20 minut na opowiedzenie o wyjeździe.

Albo w czasie jednych "integracyjnych" zajęć (celowo daję w cudzysłów - z założenia miała być integracja, były ciągłe kłótnie; nie mówię, że to musi tak zawsze wyglądać, ale u mnie wyglądało) nie dostałem klucza od pokoju, mimo że byłem zmęczony i nie miałem siły już się kłócić. Czekanie na schodach, oczywiście bez żadnego jedzenia ani niczego innego, nie należy do fajnych rzeczy.

Chociaż kiedyś udało mi się uniknąć kolonijnej dyskoteki (i mszy - był to zwykły dzień, tuż przed dyskoteką miała być msza). Nie lubię dyskotek w ogóle, a jeszcze do tego takich, gdzie muszę tańczyć belgijkę przez 3h... jedynym sposobem na to, żeby uniknąć tych "aktywności" (i później wyliczanego mi w sekundach czasu pod prysznicem!) było... położenie się spać w ubraniu o 18 i kimanie do 6 rano. Przynajmniej się wyspałem :)



Brzmi to może kretyńsko, że skuteczny sposób na niepójście na coś, czego nie lubimy (to nasze święte prawo, żeby nie chcieć w czymś uczestniczyć) to mało fajne spanie w ubraniu, ale naprawdę ja nie miałem ochoty wtedy wysłuchiwać po raz n-ty Gangnam Style i waka waka, tańczyć makareny i iść na mszę w dzień powszedni [przymusowe chodzenie na mszę 7x w tygodniu jest moim zdaniem bez sensu, msze i modlitwy na takich wyjazdach powinny być dla chętnych, nawet jeśli wyjazdy odbywają się pod hasłem "Oaza Dzieci Maryi"]. 

I tak naprawdę uważam, że dużo bardziej niebezpieczne jest zmuszanie ludzi do chodzenia na msze (czy do czegokolwiek innego - zmusić wg mnie można tylko w sytuacji realnego zagrożenia zdrowia/życia) czy absolutne niezwracanie uwagi na człowieka (to potrafi wykańczać psychicznie, serio) niż dobrowolna (kto nie chce, niech nie bierze udziału) zabawa np. w czerwoną noc czy wejście do wody nieco głębiej. W końcu np. na kąpielisku są ratownicy, po coś oni chyba są. A dziecko też powinno mieć nieco oleju w głowie i wiedzieć, że kiedy zacznie tracić grunt pod nogami, to już nie należy iść dalej.

Dlatego właśnie wolę jeździć na własną rękę, bo wtedy to my (z Tatą) mamy swobodę, możemy zrobić coś, co nas interesuje, ustalić praktycznie dowolne tempo podróży [z nielicznymi wyjątkami], a nie "robimy to i to, bo taki jest program". I przede wszystkim mamy prawo do myślenia na własnych wyjazdach. Jeśli uznamy, że nie damy czemuś rady, odpuszczamy.


Co to są "kolorowe noce" i "kocenie"?

Biała noc

Przedprzedostatnia noc na koloniach, chodzi w niej o to, żeby... przyszyć ciuchy śpiących ludzi do pościeli. Efekt jest taki, że budzą się rano i... nie mogą swobodnie wstać.

Czerwona noc

Przedostatnia noc, generalnie polega na pochowaniu ludziom wszystkich czerwonych rzeczy.

Zielona noc

Ostatnia noc. Chyba nie trzeba tłumaczyć ;) smarowanie pastą do zębów.

Kocenie

"Chrzest bojowy", czyli różne mniej lub bardziej przyjemne zadania do wykonania przez nowicjuszy.


        

12 komentarzy:

  1. Oł maj gat... totalna dekompozycja moralna narodu. Kto to słyszał, żeby tyle pasty do zębów zmarnować? No, chyba, że smarujecie sobie zęby. (-;

    OdpowiedzUsuń
  2. Zwolenniczka kolonii nie jestem, ani kocenia, ani tych wszystkich kolorowych nocy. Chyba w ogóle nie mam poczucia humoru (albo jakieś inne) i dobrze mi z tym. Nie lubi głupot i podporządkowywania się grupie. Nie lubię się zmuszać ani jak mnie zmuszają. Niczemu dobremu to nie służy! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też niezbyt lubię tego typu rzeczy! Chociaż uważam, że to nie jest nic niebezpiecznego ;)

      Usuń
  3. Generalnie nie za bardzo wiem i czym czytalam. Ewidentnie byłeś niezadowolony z atrakcji koloni, więc po co wgl pojechałeś? Osobiście nigdy nie byłam, więc może nie kumam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mogłem przewidzieć, że nie będzie fajnie. Na szczęście na kolonie już nie jeżdżę, teraz tylko indywidualnie.

      Usuń
  4. z tych wszystkich nocy, tylko zieloną praktykowaliśmy i to na wycieczkach klasowych, a nie na koloniach. kolnie mnie jakoś ominęły z czego się w sumie cieszę, bo te wszystkie chrzty i inne takie jakoś do mnie nie przemawiają. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a my w ogóle nie mieliśmy nic takiego :( chętnie bym się przekonał, jak to jest

      Usuń
  5. Haha, przypomniał mi się ten jedyny raz, gdy byłem na kolonii baaaardzo dawno temu i dlaczego nigdy już nie pojechałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja z kolonii też zrezygnowałem - niezbyt lubię :)

      Usuń
  6. Hahaha, come back do przeszłości. Kiedyś było zupełnie inaczej. I zdecydowanie fajniej. Dziś na wszystko znajdziesz przepis i paragraf. Ale co mi się podoba, że możesz wybrać sobie kategorię kolonii, według własnych upodobań. Nawet w czarodzieja Harego Pottera możesz się na jedną noc zamienić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas czegoś takiego nie było :( tylko gadanie o tym, że Harry Potter to oszołomstwo i satanizm... ;)

      Usuń