piątek, 17 listopada 2017

Południowo-wschodnie klimaty 2017. Część 6 - poszukiwanie słońca w Bułgarii

28 lipca 2017

Budzi nas deszcz. Jest 7 rano rumuńskiego czasu, więc pora na wstawanie naprawdę dzika. No to po wschodzie słońca... teraz Corbu z klimatu zaczęło dziwnie przypominać polskie morze. Pada i jest chłodno, namiot mokry, mój śpiwór zresztą też. Decydujemy się przenieść do Bułgarii - tam musi być słońce!

Przylądek Kaliakra (Bułgaria, lipiec 2017)



Podchodzą do nas jacyś Czesi (byli chyba kamperem) i pytają, czy nie znamy jakiejś innej drogi, niż ta, którą przyjechaliśmy (stromy zjazd po glinie - ale po deszczu zrobiło się błoto, dojechaliśmy do połowy... oni mieliby jeszcze większy problem). Udaje się w końcu wydostać na drugą, kamienną drogę i już możemy wyjechać z Corbu.

Rumunia czy Polska?

Wyjazd z plaży Corbu


Stolicę rumuńskiego wybrzeża - Constantę (pl. Konstanca) mijamy w deszczu. Początkowo mieliśmy ochotę zobaczyć zrujnowane kasyno, ale jednak łażenie w ulewie to średnia przyjemność... tym bardziej, że kiedy dojeżdżamy do Eforie, droga zamienia się w rzekę. Taka awto-mojka, tyle że darmowa. No i chyba wszyscy kierowcy wymyślili sobie jazdę tą drogą, bo za Constantą robią się spore korki. A mogliśmy jechać po ludzku bocznymi drogami ;)

Deszczowe, chłodne Eforie


W Mangalii robimy ostatnie zakupy przed granicą i wczesnym popołudniem dojeżdżamy na przejście graniczne w Vama Veche; Bułgaria wita nas ulewą. Jedziemy do Durankułak (pierwsze miasteczko po bułgarskiej stronie) wymienić kasę... kantoru nie widać, a miejscowość sprawia wrażenie wymarłej. Za to na końcu miasteczka kontrola winiety - a my jej nie kupiliśmy na granicy, lewów też nie mamy... musimy się wrócić na przejście.

Wymieniamy kasę (100 EUR - 192 BGN /lewa/) i zaopatrujemy się w winietę (15 BGN). Teraz już przez tydzień możemy jeździć po Bułgarii bez stresu. Po wjeździe do tego kraju widać już zupełnie inne zagospodarowanie terenu, niż w Rumunii; jest dużo spokojniej, ludzie jakby zniknęli, a budynki mają w sobie coś z sympatycznej bałkańskości.

Jedziemy do Szabli, pierwszego większego miasta - zrobiła się już pora obiadowa, więc wypadałoby coś zjeść. Tym razem mój wybór to gorąca czekolada i burki z serem w pekarze (piekarni) - całość za osobę to zawrotne 1,60 BGN. Od razu czuć, że wjechaliśmy już pełną gębą na Bałkany. Kierujemy się na Kaliakrę - ponoć są tam ładne klify i widoki.

Klify rzeczywiście są, ale z tego miejsca pamiętam głównie wiatr i mżawkę. W pewnym momencie cała sytuacja powoduje u nas taką głupawkę, że trudno nam wyjść na krawężnik - aż zastanawiam się, czy przypadkiem nie pomyliliśmy sobie miesięcy i kraju ;)

Kaliakra, chociaż pochmurna, jest piękna!


Po drodze zjadamy też "cacę". Tak naprawdę to nie jest nic innego, jak smażone na głębokim tłuszczu szprotki - wygląda to może nieszczególnie, ale od pierwszego gryza zaczęło mi smakować. Dobre to, lokalne, powszechnie dostępne, tanie i można się najeść - same zalety! :D

Bułgarskie flagowe danie to caca - smażone szprotki.


Przemykamy przez Warnę (przestaje padać - wychodzi słońce!) i dojeżdżamy do Rawdy. Znajomi polecali się tam wybrać: "takie spokojne miejsce". Spokojnie to tam może jest na jesieni, ale w połowie wakacji to typowy kurort, jest też dość sporo Polaków - kantory wymieniają nawet złotówki! Nie do końca nam to odpowiada, ale chcemy się przejść, no i jeszcze dzisiaj wysuszyć śpiwór i namiot.

Łazimy po pograniczu Rawdy i Nesebyru, spacerujemy głównie plażą, ale przypadkowo zachodzimy też do jakiegoś 4 czy 5-gwiazdkowego resortu. Wcześniej nie miałem żadnych tego typu odczuć - ale akurat ten hotel wygląda jak takie zamknięte miasto, odrębne chociażby od samej miejscowości turystycznej. Po prostu stacjonarny pobyt w tego typu miejscu raczej na pewno by mi nie odpowiadał - tylko hotel-plaża, hotel-plaża i tak przez tydzień/dwa... (i nie, nie każdy hotel nad wodą w popularnej miejscowości turystycznej wygląda w ten sposób)

Rawda/Nesebyr, plaża nad Morzem Czarnym

Nad Morzem Czarnym w Nesebyrze/Rawdzie

Plaża, należąca do jednego z hoteli

Hotel na pograniczu Nesebyru i Warny - "zamknięte miasto" i leżaki nad basenem


Kiedy wracamy po godzinie, namiot już wysechł, śpiwór trochę mniej. Żeby było śmieszniej, suszyliśmy je... na drzewach :D i tym sposobem, mając suchą pałatkę, nie musimy się już martwić o spanie. W Rawdzie nie ma szans znaleźć jakiegoś sensownego noclegu, więc odjeżdżamy kawałek od wybrzeża... nagle widzę napis "camping"! Kemping o wdzięcznej nazwie "Ahelojska bitka" wygląda bardzo sympatycznie - tak, jak powinien. Niestety, plan nocowania tam szybko upada - otwarte do 18, a jest już prawie 20 :(

Bułgarski kemping w bardzo odpowiadających mi klimatach

Pierwsze ognisko w Bułgarii!


Zmuszeni sytuacją, wjeżdżamy na jakieś pole graniczące ze starym, na wpół opuszczonym sadem. O zachodzie słońca rozpalamy ognisko - nie jest źle! Chociaż nie udało się spać na kempingu, to i tak jest fajnie. A zapowiada się jeszcze lepiej :) Лека нощ!


Może zainteresować Cię też:






Bułgarię odwiedziłem w 2017 roku - byłem m.in. na wybrzeżu, ale również we wnętrzu kraju czy w jego stolicy - Sofii. Wybierasz się tam? Przeczytaj moje artykuły o BułgariiA jeśli chcesz dowiadywać się o moich podróżach na bieżąco, dołącz do grona czytelników na Facebooku! (fb.com/zamiedzaidalej)

14 komentarzy:

  1. Fajnie tak podróżować z namiotem:) Zapach ogniska zawsze nastraja mnie nostalgicznie i też chętnie bym się wybrała w samochodowy trip z namiotem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie też :) w ogóle namiot, ognisko i roadtrip to świetne sprawy, najlepiej w połączeniu! śpimy, gdzie chcemy; robimy, co chcemy... :D

      Usuń
  2. Bułgaria jak dla mnie jest bardzo ciekawym krajem z interesującą i wyrazistą kulturą. Coś jednak sprawia, że nie jest mi dane bywać tam częściej :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie nie było dane pojechać tam w 2016 (nie chciało nam się wybrać z rumuńskiego wybrzeża). Ale jak już się wybrałem, to super!

      Usuń
  3. Dobrze, że udało Wam się znaleźć trochę słońca :) Ja w tym roku byłam w Azji i przez 3/4 czasu padało :(

    Pozdrawiam
    https://olazplecakiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas przez pierwsze 6 dni deszcz, kolejne 8 lampa i 40-stopniowe upały ;) prawie jak 2 lata temu

      Usuń
  4. Mnie osobiście wybrzeże Bułgarii przypadło do gustu, ale tylko na samej północy i samym południu. Szkoda, że pogoda Wam odrobinę nie dopisała. Ale lipiec wszędzie potrafi być kapryśny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. samo południe najlepsze! i zgadzam się z Tobą - środkowa część ma najmniej klimatu

      Usuń
  5. Smażone szprotki są lepsze od chipsów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet coś w tym jest :D różnica jest taka, że chipsów jest zawsze za mało, a szprotkami się człowiek naje

      Usuń
  6. No szkoda trochę, że pogoda nie dopisała specjalnie, ale tak już bywa. Jedni mają słońca zbyt wiele, a inni mogą o nim tylko pomarzyć :-). Próbowałem ogarnąć inne części (tzn. 5, 4 itd), ale jakoś nie znajduje ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.zamiedzaidalej.pl/search/label/Po%C5%82udniowy%20wsch%C3%B3d%202017 tu są wszystkie relacje :) to, która to część - zacząłem pisać dopiero od teraz. No a co do pogody - później dopisywała aż za bardzo :D

      Usuń
  7. Bułgaria to fajny kraj a Nesebyr to piękne miasto, jednak wybrzeże kraju latem jest dla mnie zbyt hałaśliwe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie najbardziej spodobał się południowy i północny koniec wybrzeża Bułgarii - tam hałasu nie było :) a środkowa część faktycznie, jest hałaśliwa

      Usuń