czwartek, 21 kwietnia 2016

Mostar i Jajce, czyli co warto zobaczyć w Bośni i Hercegowinie?

Wczoraj rozbiliśmy się nad Neretwą. Ponieważ wieczorem nie było za bardzo chęci na moczenie się w wodzie, to pierwszą rzeczą, jaką robię, jest wyjście z namiotu i wejście do rzeki! Mimo że to koniec lipca, woda jest naprawdę zimna. I chociaż rzeka przebiega przy jednej z głównych dróg Bośni i Hercegowiny, to jest bardzo czysta - u nas takich nie ma...


Nasz pierwszy punkt zwiedzania to Mostar, stolica bośniackiej turystyki. Zostawiamy auto i idziemy! Generalnie w mieście widać jeszcze ślady wojny na Bałkanach z lat 90. ubiegłego wieku, m.in. na niektórych budynkach są dziury po kulach. Mostar sam w sobie jest według mnie bardzo ładnym miastem, jednak to chyba najbardziej turystyczne miasto w Bośni i Hercegowinie (a najbardziej turystyczne jest głównie z powodu położenia - turyści z Chorwacji jeżdżą tam na krótkie wycieczki).

Miasto ma klimat, a raczej miałoby, gdyby nie wszechobecna masowa turystyka. Niektóre ulice to po prostu ciągi sklepów z dość badziewnymi souvenirami, które z Bałkanami mają niewiele wspólnego. Oprócz tego tam dla mnie jest za dużo ludzi. W odróżnieniu od Dubrownika, Mostar raczej wpisuje się w typ miast, które lubię (ma dość bałkański charakter), ale myślę, że poza sezonem jest bardziej klimatycznym miejscem.












Po zwiedzaniu Mostaru wracamy do auta i teraz pojawia się problem - co dalej? Do podróżowania po Bośni przygotowałem się chyba najmniej (w porównaniu do Serbii czy Macedonii), więc podejmuję decyzję, że po prostu jedziemy przed siebie. Kierujemy się na Jajce; powód wyboru tego miejsca był dosyć oczywisty - wiedziałem, że tam są fajne wodospady.

Droga przez Bośnię jest naprawdę bardzo ładna! Takie porośnięte lasem góry, po prostu... charakterystyczne dla tego kraju. Nigdzie indziej na Bałkanach nie widziałem takiego krajobrazu; inne są góry w Bośni i Hercegowinie, inne w Serbii, jeszcze inne w Albanii. I to właśnie uwielbiam w Bałkanach - różnorodność.

Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w konzumie (taka bośniacka Biedronka), żeby kupić lokalne owoce na wieczorną... imprezkę ;) niestety, degustacja musi poczekać do wieczora. Wyglądają naprawdę apetycznie!

Do Jajec zajeżdżamy po południu. Pierwsze kroki kierujemy do wodospadów. Wieje, jesteśmy mokrzy od mgiełki wodnej... jak jest 30 stopni, to to nawet fajne. Po obejrzeniu wodospadów, idziemy pooglądać resztę miasteczka - z tego, co wiemy, nie jest za duże.






Okazuje się, że Jajce mają jeszcze m.in. zamek i muzeum regionalne, powstała nawet agencja turystyczna, promująca atrakcje miasta. Wstęp na wszystkie atrakcje (katakumby, zamek, muzeum i wodospady) kosztuje 6 bośniackich marek transferowych (BAM). Na pierwszy ogień idziemy zwiedzać katakumby i twierdzę; według mnie to są chyba najciekawsze miejsca w tym miasteczku. Turystów jak na lekarstwo, czuć przyjemny "klimat", a my mamy pod stopami 500 lat historii... właśnie tego typu miejsca bardzo lubię, bo nie ma ludzi i naprawdę można się nieco pozachwycać tym miejscem, zarówno pod względem historycznym, jak i widokowym (to drugie dotyczy góry zamku :) ).

Natomiast muzeum... wygląda w zasadzie jak większość obiektów tego typu; nie powaliło mnie na kolana. Nie jest to tak, że mi się nie podobało, ale muzeum jak muzeum. Po prostu.

Same Jajce bardzo mi się spodobały. Takie ciche, dosyć spokojne miasteczko, nie ma tam turystów, to takie trochę zapomniane miejsce, mało kto tam jeździ. Chociaż to nie jest miejsce na spędzenie w nim kilku dni (pół dnia, góra jeden), to moim zdaniem jest żelaznym punktem zwiedzania Bośni i Hercegowiny, tym bardziej, że kiedyś było jej stolicą.

Kiedy kończymy zwiedzać Jajce, jest już 18.30, więc wypadałoby poszukać jakiegoś miejsca noclegowego. Jedziemy drogą w stronę Banja Luki - drugiej stolicy Bośni i Hercegowiny (pierwszą jest Sarajewo); dalej towarzyszą nam piękne, charakterystyczne bośniackie widoki. Po jakiejś godzinie jazdy odbijamy na camping (10 EUR), bo nie bardzo jest gdzie rozbić namiot (z lewej góry, z prawej góry - i bądź tu mądry, gdzie spać).







Po tym, jak się rozbiliśmy, czas zacząć degustację owoców z konzuma - pyszne! Mimo że są kupione w sieciowym sklepie za nieszczególnie wysoką cenę, to naprawdę smakują bardzo dobrze. Idziemy spać w okolicach 21.30 - jutro chcemy dotrzeć do Serbii!


        

20 komentarzy:

  1. Miasta i okolice jak wszedzie, ale te pozamiejsckie widoki !!! Wspaniałe! Mam nadzieję, że uda nam się motorem wyruszyć w podróż właśnie do B i H! Choć najpierw Włochy (w tym roku), za rok pewnie ALbania i Rumunia... a jak to jest, że Ty taki włóczykij...? :D
    Pozdrawiam i dodaję do tajnej zakłądki blogów odwiedzanych regularnie ;) draVska.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albania i Rumunia - bardzo fajne miejsca, polecam! :D ja bardziej na poważnie zacząłem podróżować w 6 klasie podstawówki, kiedy w czasie rodzinnego obiadu dostałem motywacyjnego kopa do założenia bloga. Chociaż podróżować lubiłem już wcześniej :) dzięki za uznanie! :)

      Usuń
  2. Miasteczka faktycznie wyglądają klimatycznie :) Mostar pomimo tego, że turystyczny, wygląda naprawdę fajnie - lubię takie stare budynki, brukowane drogi i wąskie uliczki. Bałkany to jeden z moich celów po powrocie do Europy, więc wpisy z tej części świata mi się przydadzą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mostar jest pięknym miejscem, chociaż trochę za dużo ludzi :) a Bałkany polecam, bo naprawdę warto :)

      Usuń
  3. Muszę przyznać, że coraz bardziej podobają mi się Twoje zdjęcia. Szczególnie to pierwsze - śliczne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki! :) chociaż w kwestii robienia zdjęć to dopiero się uczę ;)

      Usuń
  4. Fajne zdjęcia - ciekawe w tym kwadracie - i autentycznie napisany wartki artykuł. Jak zwykle z humorem - bośniacka biedronka. BTW, to chyba jest ich lokalna sieć, bo polska Biedronka jest przetłumaczona z portugalskiego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest lokalna sieć ;) pisząc "biedronka" chodziło o to, że tania sieciówka spożywcza ;)

      Usuń
  5. Bardzo ciekawa nazwa miejscowości :-) ale tak serio to zdjęcia świetne relacja też dziękuję za miłą podróż

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nazwa w okresie komunistycznym miała brzmieć "Titove Jajce" - tak, i znaczy to dokładnie to, co większość ludzi myśli... ;) dzięki :)

      Usuń
  6. Spontaniczne planowanie czasem przynosi super rezultaty :-) Bardzo fajny wpis! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. coraz częściej obserwuję, że to, czego nie zaplanowaliśmy na początku (bo np. o tym nie wiedzieliśmy albo słabo się przygotowaliśmy), jest najciekawsze :)

      Usuń
  7. Szymon, mega fajne zdjęcia! Wyrabiasz się! Gratki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Mam nadzieję, że te z następnego wyjazdu będą jeszcze lepsze :)

      Usuń
  8. Przepiękne! Kocham góry, wodę i domy z kamienia :) O Bośni mi przypomniałeś. Mam ochotę wybrać się tam na motorze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ogólnie Bośnia jest przepiękna, na pewno by Ci się spodobała! W sumie też lubię podobne rzeczy ;)

      Usuń
  9. Nie zgodze się z opinią że na zwiedzanie wystarczy 1/2 dnia, Jajce to piękna miejscowość, warto zapuścić się w klimatyczne uliczki, powłóczyć się, pójść nad Vrbas z zupełnie innej strony niż słynny wodospad, który faktycznie urzeka.
    Dodatkowo, polecam wycieczkę pieszo (jest kawałek, ale warto) nad Plivsko Jeziero do młynów plivskich, cudowny kolor wody, malownicze widoki, ciekawe kaskady, progi rzeczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moim zdaniem Jajce są super - tylko po prostu są małe (i głównie z tego względu uznałem, że pół dnia wystarczy). a o tym jeziorze Plivsko w ogóle nie wiedziałem /i teraz żałuję, że tam nie skoczyliśmy/ - a Vrbas rzeczywiście np. powyżej wodospadów zupełnie nie wygląda na taką rzekę, jaką jest przez większość swojego biegu

      Usuń