środa, 11 maja 2016

Powroty... Zwiedzanie Budapesztu i droga przez Słowację.

Ostatni dzień na Bałkanach (w zasadzie teraz już nie). Nie możemy niestety dłużej zostać, Tata musi iść niedługo do pracy... powroty są zawsze ciężkie. Myślę, że trzeba będzie jeszcze wrócić na Bałkany!

Naszą końcową aktywnością jest Budapeszt. Miasto-symbol; byłem na Węgrzech 7 razy i dopiero teraz udaje mi się je odwiedzić. Jeździmy [metrem i tramwajami] i chodzimy po Peszcie, mniej więcej pół na pół - miasto jest całkiem interesujące!



Chyba jedyna niedogodność, z którą spotkałem się przy zwiedzaniu Budapesztu, to pełno turystów i bardzo wysokie ceny. No cóż, stolica, trzeba płacić... ale na szczęście w Budapeszcie nie wydawaliśmy za dużo, poświęciliśmy na to miejsce tylko 1 dzień, ze względu na czas i koszty, tym bardziej, że nie jesteśmy pasjonatami miast.

Byliśmy głównie w Peszcie [dworzec Keleti, okolice parlamentu i nabrzeże Dunaju], Budę odwiedziliśmy raczej przejazdem; jedyny stres w Budzie był związany chyba tylko z tym, jak nie wjechać na autostradę (nie mieliśmy winiety węgierskiej). No, ale w końcu się udało!





Generalnie Peszt to taki trochę Kraków w powiększeniu - pod parlamentem dosyć ciasne uliczki, wysokie kamienice; główna różnica polega na tym, że tam jest czyściej. Nie powiem, że mi się nie podobało (to byłoby niesprawiedliwe), miasto może się podobać, ale na Węgrzech zdecydowanie bardziej przemawiają do mnie mniejsze miejscowości.

Całe zwiedzanie Budapesztu trwa mniej więcej 4 godziny, w tym czasie trochę łazimy i jeździmy po mieście. Po wszystkim wracamy do auta i w stronę Polski! Przejeżdżamy przez Esztergom na Słowację; po jakichś 25 km od granicy, w miasteczku Oroszka (Pohronsky Ruskov) zjeżdżamy na bok, bo okazuje się, że jest tam muzeum I i II wojny światowej.





Samo muzeum nie jest duże, wstęp to koszt rzędu 3 euro, więc wydatek raczej niewielki. Nie żebyśmy byli jakimiś fanami muzeów, ale to było bardzo fajne, tym bardziej, że prowadzi je rodzina i raczej nie traktują tego w charakterze stricte biznesowym. Eksponaty trzymane są w starych szopach, co naprawdę dodaje temu miejscu uroku ;)

Zwiedzamy przez mniej więcej godzinę (do ok. 19.), a później zaczyna się długa i nudna jak flaki z olejem droga przez Słowację. Mimo że czasowo wcale nie trwa długo, to jest naprawdę denerwująca... od jakiegoś czasu trasa przez Słowację, którędy byśmy nie jechali, bardzo mnie drażni, nie mogę się doczekać granicy tego kraju!








W sumie tutaj mogę zaobserwować dość ciekawą rzecz; kiedy jechaliśmy na Bałkany w ubiegłym roku, trasa przez Słowację trwała jakieś 3,5 godziny i wiodła przez góry. Natomiast droga przez Węgry to mniej więcej 7 godzin i raczej płaski teren, więc logika nakazywałaby, że to węgierski odcinek będzie mnie denerwować... a tu figa, to właśnie słowacka część się dłuży i mnie niestety dosyć nuży, bardziej, niż cokolwiek innego na wyjeździe. 

Ostatecznie do Krakowa dojeżdżamy ok. wpół do drugiej w nocy, w czwartek 30 lipca 2015. Bałkańska podróż dobiegła końca... trzeba wrócić do normalnego życia, niestety.

        

14 komentarzy:

  1. Budapeszt lubię, zwłaszcza stronę Budy i Wyspę Małgorzaty, fajny klimat. Polecam też piwniczki winne i niedaleki Wyszehrad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a my na Wyspę Małgorzaty nie poszliśmy ani w Wyszehradzie nie byliśmy :( trzeba będzie wrócić!

      Usuń
  2. Bardzo ciekawie to wygląda

    OdpowiedzUsuń
  3. Budapeszt powala swoim rozmachem. Ubolewam, że zawsze jestem tam przelotem, tylko się przesiadam. Chyba muszę się nieco zatrzymać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że to miejsce, które może się spodobać każdemu :D

      Usuń
  4. te muzeum to chyba jakieś prywatne, patrząc na zdjęcia. I widać też mają Rudego 102 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też myślę, że prywatne, bo to raczej taki kameralny obiekt.

      Usuń
  5. a ja nigdy nie byłam w Budapeszcie, bo duże miasta mnie męczą ;-) Mimo to trochę żałuję, że jak kiedyś Ryanair latał to miał bilety za 100 zł return! I zlikwidowali, nie wiedzieć czemu to chyba nie było popularne połączenie. Na Węgry mnie nie ciągnie, po prostu za płasko tam. Za to dziwie się, że Słowacja Ci się nie podoba, może za często tamtędy jeździsz. Ps. Podobają mi się zmiany na blogu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie męczy np. Londyn, za duże i za głośne czy Dubrownik, za bardzo turystycznie ;) z dużych miast lubię przede wszystkim te w krajach byłego ZSRR [i Warszawę] i te arabskie [jak Amman].

      a Słowacja... no coś w tym jest, ale mam nadzieję, że w lecie trochę połazimy po słowackich górach w ramach przygotowań na wakacyjny wyjazd :D

      Usuń
  6. Szkoda, że ominęliście Budę. Podziemia na górze zamkowej to moja ulubiona część!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też żałuję :( ale jest powód, żeby wrócić!

      Usuń
  7. Ten hełm na dolnej półce pośrodku bardziej wygląda jak jakaś czapka góralska. Chyba ma chronić przed piaskiem sypiącym się ba łeb w okopach, żeby nie zaprószył ramion.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no rzeczywiście trochę tak wygląda! Bardzo możliwe, że rzeczywiście jego zastosowanie jest takie, jak piszesz

      Usuń