poniedziałek, 17 września 2018

KGP - Wielka Sowa 1015 m n.p.m. - Góry Sowie

Odkrycie Sudetów przeze mnie czekało prawie rok, od kiedy się tym w ogóle zainteresowałem. Najpierw były Beskidy, potem Tatry - w końcu czas zaatakować Sudety! I przy okazji powyłazić na parę górek z KGP, bo tam jest ich pełno. Nieważne, że z Krakowa jest tyle kilometrów - jadę!

Sowiogórskie borówki


Poza tym tak się złożyło, że przez parę dni mogłem pobyć we Wrocławiu. A stamtąd to już rzut beretem - na przykład w Góry Sowie i do Walimia. Dawno mnie tam nie było, ale wtedy w ogóle nie myślałem o wyłażeniu na cokolwiek. Wielka Sowa? Tysięcznik? W moim ówczesnym dziesięcioletnim umyśle wyjście jawiło się jako hardcore w czystej postaci. Minęło 6 lat - najwyższy czas na sprawdzenie! :-D

Wybieram niebieski szlak z Przełęczy Walimskiej. Leśna droga - na pierwszy rzut oka dość lajtowa. Podejście, kawałek płaskiego, podejście, zakręt, czasem kamienie pod nogami - mniej więcej tak się idzie. I po półgodzinie najbardziej stromy fragment (który tak naprawdę wcale nie zaiwania tak ostro do góry) z dość mocno jarającym słońcem - uroki późnego wychodzenia, jest 13.

Okolice Przełęczy Walimskiej

Las w okolicach Wielkiej Sowy

Podejście na Wielką Sowę

Widoki z okolic Sów


Po kolejnych 20 minutach drogi przez las (wygląda trochę jak przeniesiony z Mogielicy) staję na rozdrożu między Sowami. Bo Sowy są dwie - Wielka i Mała. Od tego miejsca szlak się trochę zmienia - o ile wcześniej to była normalna ścieżka, to teraz jest szutrowa autostrada! Szerzej już chyba nie może być, a wzdłuż drogi jest pełno krzaków borówek. Zresztą paru lokalsów ma używanie, schodzą już z góry z pełnymi koszami.

Zjadając co jakiś czas parę borówek, dochodzę do drewnianej bramy. Czyli jak się okazuje, do wejścia na szczyt, który nie wygląda jak szczyt, a raczej jak spora polana z wieżą widokową, szlakowskazem i ławkami. I chociaż jest piątek, sporą ilością ludzi (nie chcę myśleć, co tu się dzieje w majówkę / Boże Ciało / pogodne wakacyjne weekendy) Widoków praktycznie nie ma - chyba że się wyjdzie na wieżę po zapłaceniu haraczu za wstęp (całe 3 zł). I dopiero stamtąd widzę, że Góry Sowie to jednak dość małe pasmo - długie i wąskie góry od razu przechodzą w żółtawą równinę. A na horyzoncie Ślęża, która z tej perspektywy, chociaż wydaje się być daleko, jest dość mocno przypakowana i zachęca do wyjścia (jeszcze nie wiem, że jutro na nią wejdę). Reszta widoków to lasy, góry itd. Ładnie w każdym razie. Ósmy szczyt do Korony Gór Polski zdobyty!

Za górami rozciąga się już płaska jak flądra nizina

Rozdroże między Sowami

Jeden z krzaków borówek (Wielka Sowa)

Wieża widokowa z początku XX wieku na szczycie

Szczyt Wielkiej Sowy

Wieża na Wielkiej Sowie oferuje widoki

Nizina Śląska i Ślęża


Na samej górze siedzę prawie 40 minut. Czas wracać. Schodzę tą samą drogą do rozdroża i zamiast grzecznie skręcić na dół, idę prosto. Na mniejszą z Sów, bo skoro jest rzut beretem, grzech nie skorzystać. Ten odcinek pokonuję w prawie zupełnej samotności. Idealne warunki na górski chillout. Po drodze parę zdjęć i... jest! Mała Sowa 972 m n.p.m. osiągnięta. Chociaż gdyby nie tabliczka, to ciężko byłoby się zorientować, że to już wierzchołek i po prostu sobie go przejść. Szczyt szału nie robi, ale szlak ładny :-D

Szlak nie sprawia żadnych trudności

Okolice Rozdroża między Sowami

Ścieżka na Małą Sowę (972 m n.p.m.)

Różowe kwiatki w Sudetach

Szczyt mniejszej z Sów, drugiego co do wysokości szczytu pasma

Po odstaniu na Małej Sowie programowych kilku minut zaczynam zejście. Trzy kwadranse i znowu jestem na dole. Hardcoru nie zarejestrowano, chyba że liczymy ilość ludzi na samym wierzchołku :-D lista moich ulubionych gór musiała się oczywiście wydłużyć - właśnie o Sowy! Jakby nie patrzeć, to tam po zaledwie 50 minutach spaceru człowiek czuje zupełnie inny klimat niż na dole. Lubię mocno i pewnie szybko bym tam wrócił, gdyby nie to, że mam jeszcze sporo szlaków w Sudetach do przejścia!

Sudeckie borówki i lasy

Zejście z Wielkiej Sowy

Dolne partie drogi z przełęczy Walimskiej na najwyższą górę w paśmie Gór Sowich


Góry Sowie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły! Niskie górki, chodzenie po nich jest dość przyjemne i mają do zaoferowania dużo więcej niż tylko szczyt Wielkiej Sowy - który nie jest specjalnie ładny (a za to stosunkowo zatłoczony). Nie ma się co oszukiwać, nie wrócę tam wcześniej niż w następnym roku, ale spodobało mi się. Jest moc! :-D


Może zainteresować Cię też:




Sudety to jedne z gór, w które jeżdżę stosunkowo rzadko. Jednak w 2018 roku, podczas zdobywania Korony Gór Polski, bardzo je polubiłem! Wybierasz się tam? Przeczytaj moje teksty z Sudetów! A jeśli chcesz dowiadywać się o tym, co u mnie i o moich podróżach na bieżąco, dołącz do grona fanów na FB (fb.com/zamiedzaidalej). Będzie mi bardzo miło! :-D

8 komentarzy:

  1. Tam mnie jeszcze nie bylo! A widzę, że warto zaplanować! :) Piekne tereny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie chodziłem po Sudetach, trzeba będzie nadrobić ;) Ładne widoczki, zazdroszczę wyprawy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, widoki to kwestia fotogenicznej pogody :-D

      Usuń
  3. Piękna sprawa. Powodzenia Szymek w realizacji projektu. KGP to dość sporo roboty. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, dzięki! mam teraz 10 / 28 gór, teraz główna trudność to odległość - większość z nich jest w Sudetach :-D

      Usuń
  4. Przeuroczo tam! :) A nigdy w Górach Sowich nie byłam! Zastanawiam się, w jakie góry pojechać na mały reset w przyszłym tygodniu - może padnie na Sowie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobry wybór, zwłaszcza, że z Wro masz blisko! :-D

      Usuń