poniedziałek, 3 października 2016

Jesienne Trzy Korony

Pieniny to takie góry, które są stosunkowo mało znane. W porównaniu z tłumami w polskich Tatrach, rzeczywiście są mało znane. Ale i tutaj można natknąć się na kolejkę, nawet w październiku...




Zasadniczo pierwszy październikowy weekend planowaliśmy spędzić na Babiej Górze - chociaż byliśmy tam już parę razy, to nigdy od słowackiej strony; zawsze wchodziliśmy czerwonym szlakiem z Krowiarek. Ale stwierdziliśmy, że na Babią nie chce nam się jechać i idziemy na Trzy Korony - górę, na której nigdy wcześniej nie udało się nam być (chociaż parę razy byliśmy już w Pieninach, to na wejście na Trzy Korony nigdy nie starczało czasu).

Szczawnica


Początkowo kierujemy się do Szczawnicy, żeby zostawić tam auto (i iść przez Sokolicę) - szliśmy tak dwa lata temu, kiedy mieliśmy podobny pomysł [ale na wyjście na Trzy Korony już nie starczyło czasu]. Na miejscu... parking, który dwa lata temu nie był zatłoczony, teraz jest w zasadzie całkowicie zajęty; ogólnie zrobiło się mało sympatycznie.

Krościenko


Oczywiście w tej sytuacji pozostaje nam cofnięcie się do Krościenka i pójście krótszą drogą. Tam już bez większych trudności parkujemy auto (10 zł za cały dzień) i możemy iść. Na początku idziemy żółtym szlakiem na Toporzysko - tam rozwidlają się dwa szlaki: zielony na Sokolicę (schodziliśmy nim dwa lata temu) i żółty na Trzy Korony. Sama droga na Toporzysko nie jest zbyt ciekawa - po prostu leśna, kamienista droga pod górę.




Szlak


Za Toporzyskiem idzie się już całkiem fajnie - po drodze mijamy Pieniński Potok [który jest taki, jaki górski potok być powinien - czysty i dość zimny], z którego obiecujemy sobie napić się w czasie schodzenia. Chwilę później jest następne rozwidlenie szlaków, oba wiodą na Trzy Korony, ale jeden przez Przełęcz Szopka, a drugi przez Górę Zamkową - decydujemy się iść przez Szopkę, a wracać przez Zamkową.







Na Przełęczy [zmieniamy szlak na niebieski] zaczyna się już robić jesień z prawdziwego zdarzenia (w końcu już październik) - trochę powyżej niej oczywiście robimy sobie popas, uświetniony konfietami z Ukrainy :)






Po jakiejś półgodzinie od Szopki (idzie się przyjemnie, nie wiadomo kiedy to mija), osiągamy polanę pod samym szczytem. Wejście na sam wierzchołek jest płatne w sezonie [od 20.04 do 31.10], 5 zł bilet normalny, 2,50 ulgowy. Na Trzy Korony idziemy metalowym pomostem.

Kolejki na Trzech Koronach


Ale... Pieniny nie są zupełnie wolne od kolejek - i tam się zdarzają. Żeby dostać się na samą platformę widokową na szczycie, trzeba dobrej chwili - w efekcie trochę sobie stoimy, ale za to ze szczytu... 360 stopni panoramy na różnokolorowe Pieniny, Beskidy i Tatry w jesiennym wydaniu. Na samej platformie ludzie z telefonami na kijkach do selfie, dzieci i ogólnie dzikie tłumy. Dosyć szybko schodzimy, mimo że widok jest piękny. Musimy się tu jeszcze kiedyś wybrać, ale np. w grudniu, żeby było mniej ludzi.









Generalnie niezbyt podoba mi się to, że wyjścia w góry wymagają w niektórych wypadkach kupienia biletu. Nie, żebym był centusiem (chociaż mieszkam w Krakowie ;) ) skąpiącym 5 zł za bilet, ale tu trochę chodzi o zasadę - np. na Słowacji nie ma opłat za wejście w Tatry... a u nas w większości przypadków takie opłaty, niestety, są.

A wracając do samych Pienin: na metalowym pomoście, stojąc w kolejce do góry, spędzamy jakieś 20 minut (a na szczycie może z 10); normalnie jego pokonanie zajmuje może 5 minut. Za to później, schodząc przez Górę Zamkową, dość sporo nadrabiamy - po prostu zbiegając z góry :)





Góra Zamkowa


Sam zamek (a raczej jego ruiny - zostały tylko fragmenty murów) na Górze Zamkowej jest dosyć mało znany, a... jest najstarszym zamkiem w Małopolsce, starszym nawet od Wawelu! Nie znam się na zabytkach, ale jak dla mnie takie miejsce - porośnięte lasem ruiny sprzed 800 lat - zdecydowanie ma klimat, zwłaszcza jesienią.

Potem to już prawie zupełnie z górki... ale kiedy zbiegam ze zbocza (jest strome, to i zbiec szybciej niż zejść), dostaję dość ostrym kamieniem w śródstopie... za przyjemne to nie jest, ale szybko przestaję to czuć. Dochodzimy do rozwidlenia szlaków - tego samego, gdzie 2,5 godziny wcześniej podjęliśmy decyzję o pójściu przez Szopkę.









Powrót


Powrót mija bardzo szybko - zgodnie ze złożoną sobie obietnicą, pijemy wodę z Pienińskiego Potoku (tutaj spotykamy sympatyczne dziecko, chłopak [z rodzicami] lat ok. 9, mówi nam, że też lubi chodzić po górach... ogólnie miło się z nim rozmawia, w niczym nie przypomina rozkapryszonych dzieciaków, jakie dość często można spotkać, podróżując).

A za potokiem... luz blues. Przy samym końcu, za Toporzyskiem, schodzimy inną, bardziej widokową trasą niż wychodziliśmy - w sumie idzie równolegle w odległości kilkudziesięciu metrów... roztacza się stąd kapitalny widok na Krościenko. U nas już tradycją stało się to, że ilekroć idziemy tamtędy, to schodzimy zawsze tą bardziej widokową drogą :) w ogóle to jak już mamy ten widok na Krościenko [stąd do auta jest może kilkaset metrów]... to aż jestem zdziwiony, że tak krótko chodziliśmy ;)








Podsumowanie

Zasadniczo chyba najlepszym sposobem zdobywania Trzech Koron (jeśli idziemy z Krościenka) jest przejście szlakami w ten sposób, jak my to zrobiliśmy:


A sam szlak? Osobiście uważam, że jest godny polecenia - chociaż nie ma z niego oszałamiających panoram (te są dopiero na szczycie), jest na nim tylko kilka punktów z widokami, a wysokość nie przekracza 1000 m.n.p.m., to idzie się nim fajnie. W porównaniu do Wysokiej, jest zdecydowanie mniej widokowy, ale też według mnie znacznie mniej męczący.

Przejście zajęło nam 3h 30 min (a wliczając odpoczynki - 4h 10 min) - byłoby mniej, gdyby nie korek na Trzech Koronach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz