poniedziałek, 30 maja 2016

Jak jest na Kresach?

Dawne polskie Kresy Wschodnie, obecnie na Ukrainie, Białorusi, Litwie, kojarzą się większości Polaków... z polskością, latami międzywojennymi, Lwowem, może z Mickiewiczem.


Lwów (Ukraina)


Tak naprawdę Kresy moim zdaniem są bardziej litewskie, białoruskie czy ukraińskie, niż polskie. Weźmy chociażby Lwów - piękne miasto o bogatej historii. To prawda, dużo ludzi mówi tam po polsku i czuje się Polakami, ale Lwów sam w sobie jak dla mnie polski nie jest.

Po pierwsze, Lwów jest zadbanym miastem, ale z drugiej strony, nie nazbyt wymuskanym (u nas ze świecą szukać takich miejsc). Po drugie, gdzie w Polsce znajdziemy handlujące na ulicy babuszki, aż bijące po oczach dachy cerkwi, czy napisy w cyrylicy (to ostatnie poza przejściem w Medyce)? Po trzecie, no cóż, lwowianie jak dla mnie mniej narzekają niż Polacy (a w przeważającej większości są biedniejsi).





Brześć (Białoruś)


W Brześciu to już w ogóle - mimo że jest miastem przygranicznym, to absolutnie nie nazwałbym go "polskim miastem". Nie - Brześć jest białoruski; rzeka Bug, dzieląca Terespol i Brześć oddziela od siebie "zachodnią" Polskę i "wschodnią" Białoruś; białoruska strona jest po prostu zupełnie inna od polskiej. I nie gorsza, tylko inna. Nie cierpię, jak Polacy wywyższają się nad Białorusinów, Ukraińców, czy Rosjan - po pierwsze, narodowości nikt sobie nie wybiera, a po drugie, ci ludzie to też ludzie, często na wyższym poziomie niż obrażający ich Polacy.

Generalnie w Brześciu są szerokie, zadbane ulice, cerkwie z charakterystycznymi kopułami, oczywiście pomniki sowieckich towarzyszy, twierdza [która moim zdaniem jest bardzo dobrze przystosowana do zwiedzania]... u nas takich rzeczy niet.




Druskienniki (Litwa)


Litewskie Druskienniki to uzdrowisko leżące ok. 45 km od granicy z Polską. Dawniej było jej częścią. Można tu porozumieć się po polsku, ale tak samo jak Lwów, Druskienniki absolutnie nie są w tej chwili polskie. Akurat w tamtym regionie doskonale widać granicę między tym, co polskie, a tym, co litewskie - i przebiega ona mniej więcej tak, jak granica państwowa (oprócz rejonu Puńska - tamte okolice są raczej litewskie, chociaż administracyjnie leżą w Polsce).

Druskienniki są miastem, które niby jest historycznie polskie, ale tak naprawdę ja nie widziałem tam nic polskiego - po prostu, uzdrowisko w klimacie Pribałtyki [mieszanka kultury zachodniej i wschodniej]. Niby jest tam dosyć sporo przyjezdnych, ale nie odczuwa się tego tak, jak np. w Ciechocinku, który jest znacznie bardziej gwarny, mimo że ludzie przyjeżdżają tam z podobnych powodów, jak do Druskiennik.

Prowincja


A na prowincji? W czasie naszej grudniowo-styczniowej wycieczki na ukraińskie Podole (byliśmy m.in. w Kamieńcu Podolskim, Iwano-Frankowsku, Chmielnytskym czy w karpackiej Libuchorze) odwiedziliśmy właśnie tę część Kresów, która nie jest tak popularna, jak Lwów czy Wilno. Chwilami były napisy tylko cyrylicą (a z tego, co zaobserwowałem, dość sporo Polaków ma niewyjaśnioną awersję do tego alfabetu), oczywiście dachy cerkwi błyszczały [nie zauważyłem, żeby podobnie było w Polsce], a twierdza w Kamieńcu Podolskim była duża, bardzo dobrze zachowana i nie rozdeptana przez tłumy wycieczek [a w Polsce nie widziałem takiej ładnej - na szczęście "zamkowy" honor naszego kraju ratują piękne ruiny zamków np. na Szlaku Orlich Gniazd]. Znając przedsiębiorczość naszych rodaków, tak pewnie stałoby się, gdyby Kamieniec leżał w Polsce.







Porównanie Polski i Ukrainy + podsumowanie


Tereny określane mianem "Kresów", na chwilę obecną moim zdaniem nie są polskie. Ludzie mówią po polsku i część z nich czuje się Polakami - wot i wsjo. Oczywiście wiem, że miejsce składa się głównie z ludzi, ale (poniższe punkty to spora generalizacja) dla przykładu porównam polską i ukraińską wieś:

Polska wieś

  • bywa dość bogata
  • staje się coraz bardziej zamknięta (ludzie się odgradzają - jakkolwiek by to nie zabrzmiało, są zadufani w sobie)
  • jest rozjeżdżana przez auta

Ukraińska wieś

  • jest raczej biedna
  • to wciąż życzliwi i otwarci ludzie
  • daje się oglądać z okien marszrutek


No i jak, widać różnicę?


Już kończąc, zauważyłem, że im ludzie są bogatsi, tym bardziej nieprzyjaźni innym. Zastanawiam się, czemu pieniądz nie może iść w parze z życzliwością?

Tak więc, Kresy są inne niż Polska. Inne. Inna jest część litewska, inna białoruska, inna ukraińska. Na Kresach czuć powiew wschodu, mnie się tam bardzo podoba - i jak dla mnie w ukraińskich wioskach położonych niespełna 10 km od granicy, nie ma raczej polskości. To jest Ukraina, i wybierając się tam, pamiętajmy o tym.


        

28 komentarzy:

  1. Nigdy nie byłam na Kresach, ale bardzo bym chciała! Na na co dzień mieszkam w Nowej Zelandii, więc tereny, które opisujesz, są dla mnie bardzo, bardzo odległe. Prawie jak koniec świata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja dla równowagi chciałbym odwiedzić Nową Zelandię! Na razie odkrywam bliższe zakątki świata :)

      Usuń
  2. Zbliżają się wakacje i okres urlopowy, więc może właśnie sprawdzę jaak jest w Litwie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na Litwie jest bardzo fajnie - polecam!

      Usuń
  3. Od 20 lat mieszkam 10 km od Litwy a nadal nie zwiedziłam tego kraju. Jakoś nigdy nie uważałam, że może być tam coś ciekawego. Poza tym, niedalekie miasto, jest wręcz każdego dnia bombardowane przez Litwinów, którzy, delikatnie mówiąc, nieładnie się zachowują. Ale chyba czas się wybrać na krótką wycieczkę ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niedalekie miasto, zgaduję, że Suwałki albo Sejny? Na Litwę warto się wybrać, naprawdę polecam!

      Usuń
    2. Tak, Suwałki. Pomyślę o tym w przyszłości 😊

      Usuń
  4. Moja babcia pochodzi z Litwy :) Ja byłam tam tylko raz, w dzieciństwie, ale chciałabym to kiedyś powtórzyć, tym razem już bardziej świadomie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzymam kciuki :) Litwa to fajny kraj, zresztą tak samo jak wszystkie kraje wschodnie :)

      Usuń
  5. Z chęcią wybiorę się kiedyś w na Białoruś lub Ukrainę :).

    www.rysiacelebryt.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. super widoczki ;d

    Pozdrawiam,
    - Ama Nda

    OdpowiedzUsuń
  7. To nie do końca prawda, że pieniądz nie może iśc z życzliwością w parze, bo np Kanada to bogaty kraj, ale ludzie tam najżyczliwsi na świecie, podobnie Japonia. Nie dziwi mnie też fakt, że nie ma polskości na Kresach, od dawna te miasta nie są już polskie, a i władze krajów zadbały by tej polskości tam nie było. Ale relacja bardzo ciekawa i super zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. generalnie w Kanadzie/Japonii nie byłem, mnie chodzi bardziej o kraje słowiańskie, które się bogacą i ludzie stają się chamscy przez pieniądze

      Usuń
  8. Bylam we Lwowie i Wilnie, chetnie zwiedzilabym wiecej kresow. Jest jakas nostalgia, gdy sie mysli o tych rejonach... Polskie, nie polskie. Fascynuje mnie ta historia i mieszanie sie kultur w obecnych czasach, po przejsciach zwiazanych z wojna. Lwowa zawsze mi zal, ale trzeciej wojny przeciez nie rozpetam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też interesuje właśnie to mieszanie się kultur... uważam, że Lwów jest w tej chwili ukraiński, polskości tam dość mało. Nie wiem w sumie, jakby wyglądał Lwów położony administracyjnie w Polsce - czy dalej byłby tam fajny klimat?

      Usuń
  9. Miałam okazję być na Litwie na sam koniec lat 90-tych. Jak mnie wtedy uderzyła bieda na wsiach litewskich! Chwilami miałam poczucie, że trafiłam do muzeum etnograficznego, gdzie ludzie mieszkają w drewnianych pochyłych chałupach z dachami pokrytymi słomą, a żyją z rękodzieła sprzedanego ukradkiem na jakimś odpuście w pobliskiej wsi. Chwilę wcześniej byłam w Berlinie i wydawało mi się, że Polska jest taka biedna i zadupiasta, że hej! A potem trafiłam na Litwę... Przepaść była spora. Nawet Wilno znacząco odbiegało od tradycyjnego pojęcia "europejskiej stolicy". Jestem ciekawa jak tam jest teraz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wilno mi się niezbyt spodobało, byłem w 2014 ;) to jest raczej taka dość europejska stolica, widziałem już mniej europejskie [w tym kontekście: zachodnioeuropejskie] miasta w Europie, jak np. Kiszyniów ;) a na litewskiej wsi nie byłem za dużo [i do tego dosyć dawno], więc średnio pamiętam :/

      Usuń
  10. W żadnym z wymienionych krajów nie byłem, ale mam rodzinę w Rosji i moim zdaniem mentalność ludzi na wschodzie jest zupełnie inna. Im przede wszystkim mniej jest potrzebne do szczęścia. Tam ludzie żyją tym co mają (no może poza Moskwą) i im z tym dobrze, a u nasz naturalnie "apetyt rośnie w miarę jedzenia".

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne tereny! Niestety my w najlepszym wypadku za półtora roku (jak nie więcej) będziemy dopiero mieć okazje je odwiedzić. Ale jak to ładnie ująłeś widać że są to tereny piękne i wciąż nie są "rozjechane", co dodaję dodatkowego pazura tym miejscom :) Dzięki za wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kresy są super! Na szczęście nie ma tam w ogóle masowej turystyki... lubię to!

      Usuń
  12. Z całym szacunkiem Szymon, ale cały tekst składa się z powierzchownych obserwacji, nawet nie pozbawionych słuszności, za to niestety pozbawionych refleksji.

    "Tak naprawdę Kresy moim zdaniem są bardziej litewskie, białoruskie czy ukraińskie, niż polskie" - gwoli ścisłości: Kresy nie są JUŻ polskie, dokładnie z tej samej przyczyny, co Wrocław czy Szczecin nie są JUŻ niemieckie a taki Użhorod (dawniej Ungvar) - węgierski. W końcu od 1945 parę lat już upłynęło. A tak naprawdę, Kresy były zawsze wielonarodowe, wielokulturowe i wieloreligijne ze sporą ilością Polaków.


    "Chwilami były napisy tylko cyrylicą" - A czego się spodziewałeś? Przecież zarówno w ZSRR (teraz Rosji) jak i w państwie ukraińskim używa się cyrylicy zamiast alfabetu łacińskiego. W końcu od 1945 parę lat już upłynęło, to i napisy miały prawo się zmienić. Teraz wyobraź sobie, przyjeżdża taki młody Niemiec do Wrocławia i nie może się biedak nadziwić, że w mieście prawie nie ma niemieckich napisów. Mnie raczej dziwi, że te polskie napisy jeszcze się tam gdzieniegdzie zachowały.

    "z tego, co zaobserwowałem, dość sporo Polaków ma niewyjaśnioną awersję do tego alfabetu" - rozumiem, że 123 lata rozbiorów z przymusową rusyfikacją, zagrabienie Kresów, deportacje po drugiej wojnie, rosyjskie wojska w Polsce do 1993 czy 4-go roku i narzucony nam na 45 lat socjalizm z bezpieką i represjami w pakiecie to dla Ciebie mało? To nie awersja do samego alfabetu, tylko raczej do tego, z czym ten alfabet dla Polaków się wiązał.

    "Oczywiście dachy cerkwi błyszczały [nie zauważyłem, żeby podobnie było w Polsce]" - sugerujesz, by wierni w ramach sprzątania pucowali również dachy, czy co? Poza tym, w Polsce wyznaniem obowiązującym jest katolicyzm a nie prawosławie i my mamy przeważnie kościoły a nie cerkwie. Co do błyszczenia - kwestia gustu. Ja tam wolę dachy z dachówki a nie z blachy świecącej się jak psu jajca... Na wsiach mamy już przeważnie wodociągi a nie studnie, jak na Ukrainie.

    "Weźmy chociażby Lwów - piękne miasto o bogatej historii. To prawda, dużo ludzi mówi tam po polsku i czuje się Polakami, ale Lwów sam w sobie jak dla mnie polski nie jest". - JUŻ nie jest. Znowu, przed wojną Lwów był wielonarodowym miastem z przewagą Polaków.
    Za Wikipedią: Według danych z rocznika statystycznego z 1931 roku, przed II wojną światową, Lwów zamieszkiwało około 63,5% Polaków, 24,1% Żydów, 7,8% Ukraińców, a także 3,5% Rusinów i 0,8% Niemców.

    "twierdza w Kamieńcu Podolskim była duża, bardzo dobrze zachowana i nie rozdeptana przez tłumy wycieczek [a w Polsce nie widziałem takiej ładnej - na szczęście "zamkowy" honor naszego kraju ratują piękne ruiny zamków np. na Szlaku Orlich Gniazd]. Znając przedsiębiorczość naszych rodaków, tak pewnie stałoby się, gdyby Kamieniec leżał w Polsce". -
    wbrew temu co delikatnie sugerujesz, to nie nasi rodacy przez ostatnie lata doprowadzili Szlak Orlich gniazd do ruiny. Po drodze zaliczyliśmy jeszcze parę wojen (w tym Potop Szwedzki) i zabory. Poza tym, Orle Gniazda to nie jest ten sam kaliber co Kamieniec Podolski. Tu bardziej można zrobić porównanie z twierdzą zamojską, zresztą częściowo rozebraną po powstaniu styczniowym, z rozkazu cara Aleksandra II.
    Ale fakt, to co Polacy zrobili poniemieckim pałacom (nie tylko) na
    Dolnym Śląsku po 1945 a nawet przez ostatnie 25 lat, woła o pomstę do nieba...
    W Kamieńcu byłam niecały miesiąc przed Tobą (na prawosławną Paschę) i zarówno Stare Miasto jak i twierdza były zadeptane przez ukraińskich turystów. Kameralnie i piknikowo to było w Chocimiu.
    O stosunku Litwinów do mniejszości polskiej i zacieraniu polskich śladów na Litwie pisać nie będę, bo to temat na odrębny wpis.
    Na sam koniec, mnie Kresy kojarzą się również z trudną, wspólną historią polsko-ukraińską, z rzezią wołyńską, wywózkami Polaków z Kresów do gułagów czy w głąb Związku Radzieckiego, z przesiedleniami po drugiej wojnie światowej, z Armią Andersa i Armią Berlinga, oraz "Ziemiami Odzyskanymi" i ich mieszkańcami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak. Oczywiście Kresy to JUŻ nie jest Polska, kiedyś była, ale teraz nie - generalnie chodziło raczej o to, że np. polski Lwów raczej se ne vrati i teksty typu "Lwów jest polskim miastem" (które czasem zdarza mi się usłyszeć) na chwilę obecną nie mają racji bytu.

      Napisy cyrylicą - na wschodzie generalnie używa się cyrylicy, wiadomo... ale we Lwowie dość sporo osób mówi po polsku, używa polskiego. Chociaż może być to też spowodowane przez fakt, że Lwów jest dość popularny wśród Polaków [chyba najpopularniejszy cel na Ukrainie, nie licząc Szegini] i być może to trochę wynika z turystyki + tego, że ze Lwowa do granicy jest jakieś 80 km, więc nie jest to jakoś bardzo daleko.

      Tej awersji do Rosji nie rozumiem (OK, było 123 lata zaborów itd.), ale... w takim razie czemu Polacy nie mają awersji do Niemiec i wszystkiego, co się z nimi wiąże? W końcu Niemcy też były zaborcami, też robiły represje wobec Polaków w czasie II wojny światowej - a teraz mam takie odczucie, że Polacy jakby o tym zapomnieli w przypadku Niemiec, a dalej pamiętają w przypadku Rosji - jak chcemy mieć awersję do Rosji, miejmy ją też do Niemiec [które w sumie robiły dość podobnie], a jak zapominamy to, co złe, Niemcom, to zapomnijmy to też Rosji - tak by moim zdaniem było lepiej.

      Co do cerkwi - tam większość świątyń [nieważne - czy to cerkiew, czy to kościół] jest na błysk, one są przyciągające uwagę, kopuły cerkwi widać z daleka. A w Polsce kościoły przeważnie nie są aż tak zwracające uwagę [między innymi dlatego, że mają w większości zwykłe dachy]... i nigdzie nie napisałem, że dachy cerkwi pucują babuszki na Ukrainie :)

      Z kolei ludność we Lwowie opisuję zgodnie ze stanem mniej-więcej aktualnym (przed wojną oczywiście Polacy byli większością - zwłaszcza, że Lwów był administracyjnie w Polsce i nie był wcale tuż przy samej granicy).

      A z twierdzą w Kamieńcu i "przedsiębiorczością Polaków" bardziej chodzi o rozdeptanie przez tłumy - naprawdę jest niedużo twierdz w PL, które są dobrze zachowane i jednocześnie niezadeptane (zadeptywanie wg mnie też jest trochę niszczeniem twierdzy). Oczywiście wiem, że akurat Orlich Gniazd Polacy nie rozebrali, zniszczyły je raczej wojny i ząb czasu [aha, osobiście nie widzę sensu odbudowywania ruin zamków na Szlaku OG].

      Odnośnie zadeptania Kamieńca, to ja nie widziałem, żeby był zadeptany (inna sprawa, że byłem poza sezonem - 1 stycznia), ale być może w maju [w tym roku prawosławna Pascha wypadała 1 maja], kiedy Ty byłaś, jest inaczej - nie wiem... A Chocim muszę odwiedzić, bo jego ominęliśmy w sumie dosyć po głupiemu.

      Kresy są regionem trudnym - bo historia (osobiście nie mam urazy do Ukraińców jako narodu za np. korektę granicy 1951 - wtedy okolice Sokala, gdzie były dość spore złoża węgla kamiennego zostały przyłączone do Związku Radzieckiego, a Polsce dostał się kawałek Karpat, gdzie w zasadzie złóż nie było. Generalnie raczej nie mam uprzedzeń do ludzi tylko ze względu na to, że są np. Ukraińcami - wszelkie uprzedzenia powodują, że zamykamy swoją głowę przed tym, co jest piękne i wartościowe), bo kultura [po przekroczeniu wschodniej granicy mentalność ludzi się zmienia - po prostu na inną, nie na lepszą, ani nie na gorszą] i wiele innych rzeczy. Tak czy inaczej, bardzo lubię ten region, bo - jak już napisałem - tam dosłownie czuć wschód, chyba mój ulubiony kierunek

      Usuń
  13. Hej Szymon,
    Gdybyś treść tego komentarza zawarł również we wpisie, nie miałabym się prawie do czego przyczepić. A tak zabrakło mi kontrapunktu.
    Mam tylko jedną uwagę: porównujesz awersję do Rosji z brakiem awersji do Niemiec. Przypominam, że Niemcy po 1945 się "uspokoili" (o ile tak to można nazwać) a nawet spora część ich kraju (NRD) była tak samo upupiona socjalizmem jak i my. W latach 80 RFN przyjął sporo polskich emigrantów i uchodźców. Jesteśmy razem w UE, pracują tam tysiące o ile nie miliony Polaków - to już inny kraj, inni ludzie.
    Tymczasem ostatni rosyjscy żołnierze wyjechali z Polski w 1994. Wciąż żyją miliony ludzi, którzy to pamiętają. Druga sprawa, Rosja wciąż jest czynnikiem zagrażającym pokojowi (w 2008 - Gruzja, teraz de facto wojna we wschodniej Ukrainie), naloty na Syrię (głównie na siedziby rebeliantów a nie ISIS, generując przy tym kolejne fale uchodźców, którzy sobie idą do Europy Zachodniej), na koniec Iskandery przy polskiej granicy. Tego nie można ignorować. Z kolei abstrahując od polityki, sami Rosjanie to świetni ludzie. Wiem, bo ich znam i nawet z nimi pracuję.
    Potwierdzam raz jeszcze - Kamieniec w maju naprawdę był zadeptany nie mniej niż droga na Morskie Oko w sezonie ;-)
    Co do błyszczących dachów cerkwi na Ukrainie - nie zauważyłeś, że wynika z innego pojmowania estetyki? Na tzw. Wschodzie wszystko (w tym nowa architektura) musi być "na bogato". Stąd te dachy. Tu nie wchodzę w dyskusję czy to lepiej czy gorzej - wszak de gustibus non disputandum est. Pozdrawiam.
    P.S. Wschód to też mój ulubiony kierunek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, do Rosji jeździ mieszkać i pracować raczej mało Polaków... to ze wschodu na zachód się częściej emigruje, niż na odwrót. Generalnie PL poszła teraz w kierunku zachodnim i Ukraińcy, Rosjanie przyjeżdżają do nas do pracy (jeśli oczywiście nie jadą np. do Niemiec)

      odnośnie działań militarnych RF: na wschodzie Ukrainy niestety dalej jest dosyć gorąco, 8 lat temu w Gruzji też nie było kolorowo - no ale taka już natura polityki i nic się na to nie zrobi.

      a Rosjanie to rzeczywiście raczej fajni ludzie! Nie spotkałem się tam z takim podejściem do drugiego człowieka, jakie czasem widzi się u nas... no, ale tam w ogóle inna mentalność. Zarówno w kwestiach charakteru, jak i estetyki - w sumie wystawność chyba jest najbardziej widoczna na Ukrainie [w Rosji też jest, ale jednak trochę inaczej]. Wot, Wschód. Taki jego urok ;)

      Usuń