piątek, 21 listopada 2014

Rzym, święte schody i kierunek Austria.

30 kwietnia 2014
Po dokładnie 5 miesiącach przerwy, wreszcie doczekaliście się przedostatniej części włoskiej relacji (wcześniej nie miałem głowy do pisania tego). Myślę, że do końca roku skończę z pisaniem z wyjazdów zorganizowanych i zacznę opisywać więcej prawdziwych podróży ;).
No, ale to taka mała dygresja - a to jest relacja, więc koniec dygresji :)

Wstajemy o 6.15. Jemy śniadanie (takie sobie, w mikroskopijnej ilości) i żegnamy się z hotelem (generalnie z wielką przyjemnością :D). Jedziemy do Rzymu, ale wcześniej udaje mi się uchwycić koszmarek architektoniczny o wyjątkowo wściekłym kolorze:




W Rzymie jesteśmy o 8. Od razu idziemy do Bazyliki św. Jana na Lateranie (a raczej jedziemy - od Anagniny rzymskim metrem, relacja starego typu). Wnętrze - w miarę ładne, chociaż nie jestem fanem tego typu atrakcji, jednak ta świątynia brzydka nie była:






Po zwiedzeniu Lateranu, poszliśmy w kierunku Santa Maria Maggiore (kościoła Matki Boskiej Śnieżnej). Jednak wcześniej byliśmy na świętych schodach - położonych z boku bazyliki św. Jana na Lateranie. Wchodzi się po nich na kolanach, bolesne doświadczenie (28 stopni):


Ostatnim rzymskim punktem zwiedzania była bazylika Santa Maria Maggiore. Fotki z szybkiego zwiedzania:







Gdy wychodziliśmy z kościoła, było już około 11, więc tylko rzymskie lody (pyszne! Nie na darmo cieszą się sławą), 30 minut w metrze (z Termini na Anagninę - bezpośrednio po wycieczce do Wiecznego Miasta pamiętałem wszystkie stacje metra na trasie Cipro - Anagnina :D).
O 12.00 w końcu Anagnina - i pożegnanie z Rzymem, zrobiłem fotkę pożegnalną:


Później jechaliśmy dość długo w kierunku Austrii (ok. 7-8h po genialnych włoskich autostradach) pod Padwę (500 km przez Apeniny i Bolonię).
O 20 zameldowaliśmy się w hotelu Petrarca, obiadokolacja (mało włoska) i ostatnia noc na włoskiej ziemi -  następnego dnia "z ziemi włoskiej do Polski", czyli powrót do domu.

S.
Share:

2 komentarze:

  1. Mamy do czekać do 2015 na relacje z prawdziwych podróży? Paznokcie zjem, ze zniecierpliwienia;-)
    Foty czadowe, tylko pamiętaj o podpisie, by wszędzie znajdował się w rogi zdjęcia;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) dzięki, będę pamiętać!
      Do końca roku zostało parę tygodni, szykuje się też wyjazd sylwestrowy... ale na razie ciii.. ;)
      A zresztą opisałem też trochę prawdziwych podróży - choćby Węgry/Rumunia/Serbia :D

      Usuń





W tej witrynie są wykorzystywane pliki cookie, których Google używa do świadczenia swoich usług i analizowania ruchu. Twój adres IP i nazwa użytkownika oraz dane dotyczące wydajności i bezpieczeństwa są udostępniane Google, by zapewnić odpowiednią jakość usług, generować statystyki użytkowania oraz wykrywać nadużycia i na nie reagować. (więcej informacji w polityce prywatności)

Poznajmy się!

Cześć! Mam na imię Szymon. Cieszę się, że się tu znalazłeś - nie pożałujesz! Znajdziesz tu relacje z moich podróży, praktyczne wskazówki i porady, fotografię podróżniczą i osobiste przemyślenia. Czytaj, oglądaj, inspiruj się i... ruszaj w świat! A jeśli chcesz się mnie o coś zapytać, to zwyczajnie napisz do mnie w komentarzu, na Facebooku czy mailem. (więcej o mnie tutaj)

Wesprzyj mnie lajkiem! :)

Moje artykuły

© Szymon Król / Za miedzą i dalej 2019. Wszystkie prawa zastrzeżone/All rights reserved. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Blog Archive

BTemplates.com