czwartek, 28 września 2017

Karpackie impresje z Borżawy

24 lipca 2017
Droga, którą jechaliśmy w nocy, dzisiaj sprawia już dużo milsze wrażenie - tyle że w kwestii nawierzchni na razie w ogóle nie kojarzy mi się z ukraińskimi Karpatami. W Borynii skręcamy na trasę w stronę Libuchory... i zaskoczenie. To nie wygląda tak, jak jeszcze w ubiegłym roku.

Gdzieś koło Turki zaczynają się pierwsze pagóry

Miejscówka noclegowa na Ukrainie (spanie w samochodzie)

Droga do Turki jest wyremontowana, zupełnie inaczej, niż było w 2016 roku

Mgliste Karpaty ukraińskie


W styczniu 2016 roku wracaliśmy z Kamieńca Podolskiego przez te rejony. Na drodze, którą właśnie jedziemy, był asfalt bardziej dziurawy, niż szwajcarski ser. Teraz nawierzchnia jest równa i gładka, chyba położyli ją dosłownie parę dni temu, kierunkowskaz do Libuchory też jest nowy; nie wiem czemu, ale jest mi z tym jakoś dziwnie...

Droga Borynia-Libuchora w styczniu 2016

Stary drogowskaz do Libuchory (2016)

Droga Borynia-Libuchora w lipcu 2017

Nowy drogowskaz do Libuchory (2017)


Po prawej stronie mamy widok na Pikuj - najwyższą górę Bieszczadów. Przez chwilę zastanawiamy się nawet, czy tam nie iść - ale chcemy jechać na Borżawę i niedługo uderzać na Howerlę, więc odpuszczamy. Pierwsza większa miejscowość na naszej trasie to Wołowiec, zatrzymujemy się tutaj w kafebarze na barszcz i czaj - sprawdzony zestaw jedzeniowy na wschodzie :)

Przez pewien czas po prawej stronie mamy widoki na Pikuj


Kafebar jest sympatyczny i wygląda tak, jak powinien wyglądać tego typu przybytek. Wystrój z lat 80., smaczne, proste i tanie jedzenie (za osobę zapłaciliśmy równowartość 6 zł). Na zewnątrz jest też drewniana huśtawka, na której z powodzeniem można się bujać :)

Widać też Borżawę górującą nad Wołowcem

Kafebar w Wołowcu - jak dla mnie super!

Śniadanie w kafebarze (Wołowiec) - barszcz

Jest też bujana ławka


Kierujemy się do Pilipca - czyli miejscowości startowej na Borżawę. Pytanie zasadnicze brzmi: czy damy radę tam wyjechać? Honda to nie gruzawik ani niva, ale jednocześnie też nie sportowy samochód z podwoziem szurającym o ziemię ;) więc chcemy dojechać jak najdalej, gdzie będzie jakaś w miarę przejezdna droga - najwyżej resztę trasy przejdziemy pieszkom.

Początek to żwirowy podjazd ponad miasteczko - ale ciekawie zaczyna się robić koło połowy podjazdu. Jest polana z górną stacją wyciągu narciarskiego (chyba nieużywanego) + stromy, porośnięty różnym zielskiem stok, pod którym pasą się "łowiecki". Nad tym wszystkim drewniana wiata, pod którą można usiąść. Nieopodal stoi też napis "Kupała". Co ma słowiańskie bóstwo płodności do stoku narciarskiego, to tego chyba nawet najstarsi górale nie wiedzą... ale niezależnie od tego, miejsce wygląda bardzo spokojnie.

Górna stacja wyciągu narciarskiego na Borżawie

Nawet taka zwykła rzecz jest dobrym powodem do robienia zdjęcia ;)

Pod drewnianą wiatą na drodze w stronę Borżawy

Ukraińskie góry są naprawdę świetne!

Wierzbówka w ukraińskich Karpatach

Droga w dół - Borżawa - Pilipiec


Dalsza część trasy to już kamienie z prawdziwego zdarzenia, po których mocno trzęsie. Momentami trudno przejechać, ale ostatecznie dajemy radę... (potem okazuje się, że lekko naderwaliśmy tłumik). Za kolejnym podjazdem docieramy do rozwidlenia, trochę poniżej górnej stacji wyciągu krzesełkowego (który akurat ma zupełnie nieukraiński klimat). Stąd już idziemy pieszkom - chociaż przy wyciągu jest kilka ofert wyjazdu na górę gruzawikami, co oczywiście bojkotujemy i wybieramy wyjście na własnych nogach.

Gruzawik wywożący ludzi na połoninę

Pylista, rozjeżdżona przez gruzawiki droga


Podejście mocno męczy. Świeci słońce, wokół unosi się gruzawikowy pył i jest dość stromo pod górę - więc w pewnym momencie zaczynam iść tyłem, co okazuje się nawet wygodniejsze, przynajmniej człowiek ma lepsze widoki. Dzisiaj na Borżawę zmierza sporo ludzi, ale najbardziej wyróżnia się grupka dzieci (na oko z okolic 4-5 klasy podstawówki) z nauczycielem, który pokazuje im, gdzie jest ich "seło" i gdzie wczoraj szli - jeden z chłopaków nie widzi seła, więc dostaje za to dość ostry ochrzan... opiekun mówi im też, że "on 4 lata temu szedł na tę górę, co jest po prawej" (drugi najwyższy szczyt Borżawy, Wielikij Wierch 1598 m.n.p.m), "ale to wtedy nie szło się drogą, jak teraz". Poza tym facet chyba musi być fanatykiem musztry wojskowej, bo dość sporo gwiżdże, pomimo tego, że zdyscyplinowanie grupy sięga 100 procent ;)



Gdzieś w 3/4 podejścia robi się łagodniej, ale chwilę później znowu mamy stromą górę - za to widoki dosłownie z każdą minutą są coraz szersze. Po godzinie od wyjścia stajemy na szczycie Gimby (1491 m.n.p.m). Okazuje się, że można stamtąd lecieć na paralotniach... niestety się nie decydujemy, głównie ze względu na nasze ciuchy (mogłoby nam być dość chłodno). Pozostaje nam tylko chłonięcie widoku Borżawy z poziomu ziemi ;) na górze siedzimy/leżymy prawie godzinę - tym bardziej, że panoramy są naprawdę niezłe. Schodzi się w zasadzie samo, na dole jesteśmy po jakichś 35 minutach.

Górsko-borżawsko. Ze szczytu Gimby (1491)

Lotnia na Borżawie

Okolice szczytu Gimby są całkiem spore

Przy schodzeniu też udaje się ustrzelić parę fajnych ujęć

Końcówka zejścia. Borżawa żegna nas wierzbówką


Na zegarku już 15.30, więc staje się raczej jasne, że pod Howerlę już dzisiaj raczej nie dotrzemy. Alternatywa jest prosta - Kołoczawa, czyli kolejne dość znane miejsce w ukraińskich Karpatach. Idziemy do "kultowej" czesko-ukraińskiej knajpki - tu jest już trochę drożej (chociaż bez tragedii, jedzenie też niezłe), jakieś 11 zł/osoba (za wareniki i czaj), a później do sklepu - chcemy kupić coś na dzisiejszą kolację. Tym "czymś" jest przede wszystkim sało - czyli symbol Ukrainy, którego do tej pory jeszcze nie jadłem. Okazuje się, że w kołoczawskich sklepach tego nie ma, bo każdy robi dla siebie... więc babka przyniosła z domu (niestety jednocześnie dość sporo sobie licząc).

Kołoczawa. Czeska klimatyczna knajpka

Tego dnia śpimy nad rzeką w Kołoczawie

Biwakujemy nad karpacką rzeką


Mając już zapewnione jedzenie, przenosimy się nad rzekę. Na jednym brzegu niewielka, dość odsłonięta półka skalna, 2 metry powyżej wody (ale za to trawa pod namiot jak marzenie), na drugim kamieniście, ale za to więcej przestrzeni, na poziomie rzeki, a samo miejsce bardziej ustronne. Wybieramy drugą opcję, tym bardziej, że w planach mamy ognisko. Zaraz za nami przyjeżdża 6 miejscowych, którzy przyjechali tu umyć swoją maszinę - podchodzą też do nas i przepraszają, że przeszkadzają nam w biwakowaniu... (co oczywiście kwitujemy uśmiechem i stwierdzeniem, że "wy przecież jesteście u siebie"). Rozpalamy ognisko (sało pierwsza klasa!), po jakimś czasie oni odjeżdżają, a my zostajemy nad kołoczawską rzeką sami...



Może zainteresować Cię też:







Na Ukrainę jeżdżę od 2014 roku - byłem już m.in. we Lwowie, w Kijowie, na wybrzeżu czy na Polesiu (i ciągle mam ochotę na więcej!). Sylwestrowy wyjazd 2014/15 był moim pierwszym pobytem w tym kraju i jedną z pierwszych wycieczek zagranicznych. Wybierasz się tam? Przeczytaj moje ukraińskie teksty. A jeśli chcesz dowiadywać się o moich podróżach na bieżąco, dołącz do grona czytelników na Facebooku! (fb.com/zamiedzaidalej)

10 komentarzy:

  1. Może w tym miejscu co roku organizowane są noce Kupały? Domyślam się, że drapanie się na szczyt nie każdemu w smak, a tak, jeszcze w miarę blisko, ale jednak widok jest już piękny. Chętnie wypiłabym tam kawę ;)
    P.S. Fioletowe dzwonki - uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. faktycznie, o tym nie pomyślałem! widoki są piękne nawet jeszcze przed początkiem podejścia (chociaż im wyżej, tym ładniej)... ale kawę? herbata lepsza! ;)))

      Usuń
  2. Świetne ujęcie dziadków na wozie ze świnką - idealnie oddaje klimat odwiedzonego miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coraz lepsze zdjęcia robisz Szymon ;) Gratuluję! I polecam paralotnię jak będziecie mieli okazję polecieć następnym razem - świetna sprawa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję - cały czas uczę się focenia :) a na paralotniowanie naprawdę mam ochotę, bo rzeczywiście wydaje się być fajne!

      Usuń
  4. Widok ze szczytu Gimby jest naprawdę piękny! Chciałabym kiedyś polecieć na paralotni, póki co walczę ze swoim lękiem wysokości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie mam może jakiegoś strasznego lęku, ale jednak... nie jestem przyzwyczajony do sporej przestrzeni pod nogami ;)

      Usuń
  5. Lubię te rejony, Zakarpacie jest piękne i pełne wspaniałych ludzi. Chciałbym jak najszybciej móc tam wrócić, ale to chyba na wiosnę dopiero.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też polubiłem - i myślę, że niedługo tam wrócę... może nawet jeszcze w tym roku?

      Usuń