wtorek, 7 listopada 2017

Listopadowe Pieniny słowackie - Wysoki Wierch

4 listopada 2017

Listopad to był jedyny miesiąc, w którym dotąd nie byłem za granicą. Miałem plan pojechać gdzieś poza Polskę w 2015, w 2016... nieważne gdzie, ta "zagranica" naprawdę z powodzeniem mogła oznaczać północne krańce Słowacji. Aż wreszcie nadszedł listopad 2017, pierwsza moja myśl - gdzieś jechać!

Listopad w słowackich Pieninach

Niestety, nie udało się wybrać w ukraińskie Karpaty. Odpuściliśmy wyjazd ze względu na pogodę - ale w sobotę miało być fajnie. Moja pierwsza myśl: jechać w góry - tam, gdzie jeszcze nie ma śniegu. A druga: jechać w góry gdzieś po słowackiej stronie!

Szybkie szukanie jakiegoś szczytu, który:

a) byłby poza Tatrami

b) dałoby się osiągnąć ze Słowacji

c) nie byłby pokryty śniegiem na początku listopada


Odpowiedź przyszła dość prosto. Wysoki Wierch w Pieninach - 898 m.n.p.m. Nie dość, że spełnia wszystkie warunki, to jeszcze oferuje fotogeniczne widoki. A poza tym już od jakiegoś czasu chciałem się wybrać w słowackie Pieniny - do tej pory znałem tylko polską stronę tych gór.

Na skutki nie trzeba długo czekać, 4 listopada jedziemy już w kierunku południowych sąsiadów. Zakopianka dzisiaj jest trochę przykorkowana - aż przypominają mi się okolice 2011 roku, kiedy czasami stało się na obwodnicy Nowego Targu czy w Skomielnej np. po godzinie. A teraz praktycznie nie pamiętam, kiedy ostatnio czekaliśmy na skrzyżowaniu w Skomielnej...

Granicę przekraczamy w Niedzicy. Zawsze mi się to podobało - nawet, jeśli wcześniej wjeżdżałem do danego kraju prawie 30 razy ;) w ogóle jakoś lubię tereny pograniczne. Czasem mieszają się tam różne kultury, a czasem ludzie z tej samej wioski są podzieleni pomiędzy dwa państwa. No i na niektórych granicach można też zapełniać paszport - pieczątki to chyba mój ulubiony typ pamiątek z wyjazdów ;) no, ale pomiędzy Polską i Słowacją kontrola zniknęła blisko 10 lat temu, w 2007 roku, ledwo to pamiętam.

Jedziemy do Wielkiego Lipnika (Velky Lipnik) - który okazuje się być zwykłą, sporą wioską u podnóża Pienin. Szczerze mówiąc, miejsce mnie zaskoczyło na plus, spodziewałem się czegoś na kształt Szczyrbskiego Plesa, tylko mniejszego i w pienińskiej scenerii. Wyjeżdżamy wyżej, jest parking. Zwykły kawałek terenu, gdzie można zostawić auto za 2 euro + jakiś sklepik z pamiątkami. I widoki na Tatry.

Parking, widok na początek szlaku na Wysoki Wierch

Fajnie prezentują się Pieniny Właściwe

Pienińsko-słowacko-górsko-mglisto

Słowackie Pieniny z widokami na Tatry Wysokie, białe o tej porze roku


Nie marnujemy czasu, kierujemy się w stronę Wysokiego Wierchu. Na początku jest trochę pod górę, ale potem musimy stracić trochę wysokości (żeby znowu ją zdobyć). Idziemy trawiastym zboczem przez połoninę, ścieżka jest wydeptana, nie ma żadnych siatek ani niczego w tym stylu. Mimo to, idąc w tym kierunku, trzeba mieć naprawdę talent, żeby się zgubić. Widoki typowo jesienne - ale człowiekowi trochę nie chce się wierzyć, że jest już listopad. Powiedzieć, że jest spokojnie, to naprawdę mało.

Pienińskie impresje. Jesień 2017

Rumunia 2015 czy Słowacja 2017?

Pieniny (Trzy Korony i kilka innych górek) ze słowackiej strony

Najbardziej rozpoznawalna góra Pienin - Trzy Korony (982 m.n.p.m.)

Na szlaku rośnie jakiś rodzaj ostu

Podszczytowy, słowacki punkt widokowy w Pieninach


Na szczyt docieramy po godzinie. Byłoby krócej, gdyby nie sesje zdjęciowe - miejsce jest wyjątkowo fotogeniczne. Ostatnie podejście i jestem na szczycie. Ludzi dosłownie garstka (za to niektórzy jadą na rowerach górskich), a pogoda żyleta i widoki świetne. Niby te Pieniny takie niepozorne, ale po prostu jest w nich ładnie. Myślę, że najlepiej będzie, jak po prostu pokażę zdjęcia:

Pod Wysokim Wierchem (898 m.n.p.m.)

Jesienne widoki z Wysokiego Wierchu (898 m.n.p.m.) w Pieninach

Małe Pieniny i Beskid Sądecki widziane z Wysokiego Wierchu

Gdzieś w Pieninach


Wracamy do auta. Na połoninie stoi jedna osobówka - jacyś Słowacy, którzy za chwilę wypuszczają drona. Jedyne źródło hałasu w tej części Pienin ;) staramy się nie wchodzić sobie nawzajem w drogę. Oni zostają, my kierujemy się już w stronę Lesnickego sedla.

Idziemy na parking okrężną drogą, trochę z przypadku. Zamiast skręcić w prawo, kierujemy się na wprost. W efekcie musimy nadrabiać kilometr asfaltowymi serpentynami - i tym sposobem zejście trwa dłużej niż wejście ;) na przełęczy jesteśmy po 2 godzinach 15 minutach i 7,2 km od wyjścia.

Droga Wielki Lipnik - Lesnica


Wyjeżdżamy już ze Słowacji. Kilka godzin za granicą dobiega końca - zatrzymujemy się jeszcze w Lysej nad Dunajcom w "potravinach", w końcu przydałaby się tabliczka Studentskiej (aczkolwiek kiedyś mi bardziej smakowała, niż teraz). No i robimy jeszcze ognisko, gdzieś powyżej Zalewu Czorsztyńskiego - kiełbasa + chleb pieczone nad ogniem to po prostu pyszności.

Gdzieś w okolicach Jeziora Czorsztyńskiego


Słowacka część Pienin mnie zaskoczyła. Jest pusto, cicho, spokojnie, nie ma ludzi ani wszechobecnej komercji, jak po polskiej stronie. W Szczawnicy z roku na rok, niestety, robi się coraz bardziej tłoczno, nie ma już tego sympatycznego klimatu sprzed paru lat... ale za to same Pieniny są całkiem spoko. Krajobrazy całkiem efektowne (tym bardziej, jak na taką wysokość), można się spocić i w listopadzie jeszcze nie ma śniegu - czego chcieć więcej?



Może zainteresować Cię też:




Pieniny - jedno z najmniejszych pasm górskich w Polsce, były jednymi z pierwszych moich gór. Pomimo niedużych wysokości, lubię tam jeździć - zajrzyj tutaj, żeby zobaczyć moje teksty z Pienin. A jeśli chcesz dowiadywać się o tym, co u mnie i o moich podróżach na bieżąco, dołącz do grona czytelników na Facebooku! (fb.com/zamiedzaidalej)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz