niedziela, 25 lutego 2018

Zima na Ćwilinie

14 stycznia 2018

Ćwilin zamierzałem odwiedzić już dawno - ale a to mi się nie chciało, a to ostatecznie rezygnowaliśmy (patrz Limanowa/Homole). No ale nadszedł nowy rok, a wraz z nim postanowienie bycia w górach w każdym miesiącu (w 2017 zabrakło mi stycznia, lutego i kwietnia). Nie było wyjścia, trzeba było jechać łazić - w tym przypadku po pagórach, bo do zimy w Tatrach podchodzę jak pies do jeża ;-)

Na szczycie Ćwilina (1072 m.n.p.m.)



Tak naprawdę wcale nie planowałem wychodzenia właśnie na Ćwilin w zimie. Myślałem o pójściu tam w jakiś wiosenny dzień szlakiem od Mszany - żeby było widokowo i bez śniegu! A na styczeń pomysł był na którąś z okolicznych górek z trzycyfrową wysokością. No ale wyszło tak, że trafiamy... do Wilczyc na parking, z którego zaczyna się droga różańcowa na ten szczyt. Nie chce nam się jechać gdzieś indziej. Decydujemy się na podejście!

Idziemy przez las. Na początku prawie w ogóle nie ma śniegu, ale po jakimś czasie przekraczamy strumień i pojawia się... lód. I to oczywiście na tym najbardziej stromym odcinku trasy - także mało co nie wywijam orła na lodowisku! Omijanie go wymaga trochę gimnastyki, ale finalnie udaje się przejść bez wywrotki. W miarę nabierania wysokości mijamy kilka kapliczek - w końcu nazwa "droga różańcowa" zobowiązuje!

U podnóża Ćwilina, wilczyckie drzewo

Ćwilin za plecami, przede mną zimowe pagóry w Beskidach

Droga różańcowa na Ćwilin

Podejście na Ćwilin od południa

Kapliczka na drodze różańcowej na Ćwilin

Mikrowodospady na strumieniu

Lodowisko pod nogami


Po jakichś 70 minutach (jest na tyle mało śniegu, że idzie się naprawdę szybko i sprawnie) wreszcie pojawia się przestrzeń, a wraz z nią pierwsze widoki. Te ostatnie jednak zaraz znikają - dzisiaj jest jakaś dziwna pogoda. Niby słońce, ale jednak chmury i mgła zakrywają wszystko, co jest poza szczytem. Za to na górze wszystko świetnie widać, krzaki i niebo mocno się od siebie odcinają. Jest pięknie! Nie spotykamy prawie nikogo aż do samego wierzchołka, gdzie jest dosłownie parę osób na krzyż.

Pod koniec mijamy jeszcze ludzi na quadach - ale oni zaraz jadą w swoją stronę, a my dobijamy na sam szczyt (1072 m.n.p.m.), na którym stajemy po półtorej godziny od wyjścia. Baterii w aparacie wystarcza tylko na tyle, żeby zrobić zdjęcia z samej góry, a potem pada... jakby wiedział, kiedy ma się rozładować! I tym sposobem pierwszy tysięcznik (i pierwszy szczyt) w 2018 roku zdobyty! Do tego też pierwszy poza-szlak - bo droga różańcowa oficjalnie nie jest szlakiem ;-)

Zamarznięte rośliny w Beskidach

Szczyt już niedaleko (polana podszczytowa)

Na górze jest już zimowo pełną gębą

Ośnieżone rośliny i szare chmury

Ćwilin (1072 m.n.p.m.), drugi najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego

Druga góra Beskidu Wyspowego nie rozpieściła nas widokami

Beskidzki, zimowy las


Wracamy do Wilczyc. Tu już idzie się dużo szybciej, po raz drugi walczymy ze ślizgawicą, a potem kroczymy już przyjemną leśną ścieżką. Po 45 minutach meldujemy się z powrotem na parkingu (w międzyczasie chmury znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - na dole znowu wszystko widać).


Ćwilin okazał się być bardzo sympatyczną górą! Ładnie (chociaż ze szczytu nie było nic specjalnie widać), sam szczyt jest fajny też na zimę. No i można go osiągnąć od wszystkich czterech stron świata! Na pewno tam wrócę, może jeszcze w tym roku?



Może zainteresować Cię też:



Beskidy (i ich okolice!) staram się odwiedzać dosyć często - to jedne z moich ulubionych gór. Wybierasz się w nie? Przeczytaj moje beskidzkie teksty. A jeśli chcesz dowiadywać się na bieżąco o moich podróżach (również górskich) i o tym, co u mnie słychać - dołącz do grona czytelników na FB (https://www.facebook.com/zamiedzaidalej).

10 komentarzy:

  1. Well Done! Pierwsza góra zaliczona w nowym roku czyli super początek. Oby tak dalej. Kiedys uwielbiałam Beskid, to była moja młodość, ale minęły juz wieki odkąd ostatni raz tam byłam. Dzieki za piękną opowieść

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czekam, aż w górach zrobi się cieplej - wtedy będzie czas na pochodzenie, zresztą nie tylko po Beskidach :D

      Usuń
  2. Mi się wydaje, że Beskid Wyspowy to jedno z najbardziej niedocenionych miejsc w Polsce :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. potwierdzam! mało ludzi, a górki naprawdę fajne :)

      Usuń
  3. Piękne, zimowe krajobrazy :) Niedługo tych widoków ze śniegiem w roli głównej będzie nam na pewno brakować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzisiaj w Krk było 16 stopni :-D i z jednej strony fajnie, że zima się kończy (poza nią chodzenie po górach jest sporo ciekawsze - przynajmniej widać to, co w zimie jest pod śniegiem), a z drugiej... biały krajobraz jest fajny i fotogeniczny ;-)

      Usuń
  4. Gratulację! Naprawdę fajny ten pomysł ze zdobywaniem szczytu co miesiąc. Trzymam kciuki za realizację! :) PS. Coraz lepsze zdjęcia Ci wychodzą, oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! <3 nad jakością zdjęć staram się pracować - kiedy popatrzę np. na te z 2015 czy 2013 roku... jest różnica :D

      Usuń
  5. Szlaki w zimowej scenerii są przepiekne, te zamrźnięte drzewa wyglądające jak królowe śniegu! My zaliczyliśmy taki sniezny malowniczy trekking w zimowej odsłonie w okolicach Jaworzyny. Trzymam kciuki za wiosenne zdobywanie szczytów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! :) zima w górach jest fajna, chociaż człowiek się męczy 3x bardziej, a pod śniegiem mało co widać - z tego ostatniego powodu chyba jednak wolę letnie łażingi :D

      Usuń