wtorek, 25 lutego 2020

Finnair - recenzja linii. Wady i zalety fińskiego przewoźnika.

Stało się! W ciągu ostatniego roku zacząłem w miarę regularnie latać samolotem (zaraz jak skończyłem 16 lat - minimalny wymagany przez pewne irlandzkie linie wiek). I tak się złożyło, że po siedmiu latach wreszcie wróciłem do Azji! Tym razem padło na Państwo Środka - do którego dostałem się Finnairem. O samych Chinach może innym razem, dzisiaj chciałbym skupić się na samej linii lotniczej.

Airbus A350 Finnaira na lotnisku w Helsinkach
Nie miałem wpływu na wybór linii - pewnie gdybym miał, zdecydowałbym się np. na Emirates (ze względu na przesiadkę w Dubaju). Ale wyjazd był z mojej szkoły (więc bilet był grupowy - a co za tym idzie, był inny [czyt. wyższy] cennik) i arabskie linie nie miały akurat biletów w rozsądnej dla grupy cenie ;/

Finnairem miałem łącznie 4 loty (chociaż tak naprawdę wszystkie to ten sam wyjazd). Kraków - Helsinki - Pekin Capital - Helsinki - Kraków. Ostatni lot był tak naprawdę nie tyle narodowym przewoźnikiem Finlandii, co Norrą (Nordic Regional Airlines), regionalnym oddziałem Finnaira. Te ostatnie linie latają głównie na trasach po Finlandii i Europie, dowożąc pasażerów dla macierzystego przewoźnika na długodystansowe loty.

Krótki lot (KRK - HEL - KRK)


Przelot z Krakowa do Helsinek trwa mniej więcej 2 godziny. W porównaniu z LOT-em (którym latałem jednak tylko na krajowej i - co by tu nie mówić - bardzo krótkiej - trasie Kraków-Warszawa, względnie na odwrót) było znacznie lepiej. Nie narzekałem na ilość miejsca na nogi (co jest dla mnie, przy 187 cm wzrostu, dość ważne).

Samolot dość stary - w tym wypadku starszy nawet ode mnie (!), bo wyprodukowany w 2001 roku Airbus A320. Stary, ale mimo wszystko dość przyjemnie się leciało (hałasu też nie zarejestrowałem - aczkolwiek miesiąc później inny A320 linii Lauda dał mi trochę w kość), ciężko cokolwiek zarzucić. In plus serwis pokładowy oraz napoje do wyboru - zwłaszcza ichniejszy sok z czarnych borówek (zresztą napój firmowy linii, trzeba przyznać, że trafili w 10!).
Wifi było, ale płatne (o ile pamiętam, ok. 5 euro) - za darmo można było wejść tylko na dedykowaną stronę, na której była m.in. informacja o aktualnym położeniu samolotu. Niby bajer, ale daję za to dużego plusa - jak gdzieś lecę, to często się zastanawiam, nad czym właśnie przelatuję.

Przelot trwał mniej więcej tyle, ile było przewidziane w rozkładzie - z tym, że na lotnisku w Krakowie była burza i start opóźnił się o pół godziny. Przylecieliśmy do stolicy Finlandii 40 minut po rozkładowym czasie (de facto nie miało to dla nas większego znaczenia, bo w perspektywie było i tak siedzenie przez 5 godzin na lotnisku w Helsinkach)

A320 Finnaira w Krakowie

Wnętrze Airbusa A320


W drogę powrotną sytuacja wyglądała nieco inaczej. Przede wszystkim lot był obsługiwany przez Norrę - Embraerem 190. Wnętrze wyglądało dość staro, wszystko mniej eleganckie, niż było na trasie do Helsinek (pomimo że samolot był nowszy). Samolot też mniejszy - zamiast trzech rzędów, dwa. Kiedy wylatywaliśmy, przez chwilę stan techniczny samolotu nie budził mojego zaufania - chociaż może to kwestia tego, że 3 wcześniejsze loty były obsługiwane przez właściwego Finnaira, gdzie wszystko wyglądało dużo lepiej. A po paru minutach przestałem się tym przejmować i zacząłem robić zdjęcia - bo tak się złożyło, że z okna miałem widok na zachód słońca nad Zatoką Fińską ;-)


Finlandia z lotu ptaka

Norra ma mniej elegancki wystrój wnętrza od Finnaira



Zachód słońca nad Zatoką Fińską


Tu załoga w dalszym ciągu miła i pomocna. I w dalszym ciągu sok z borówek był dostępny. WiFi (a więc i informacji o locie) brak. (Na tak krótkich trasach bezpłatne są tylko sok, woda, herbata i /chyba/ kawa - napoje alkoholowe również dostępne, ale za grubą mamonę).

Moja ocena: 7/10


Port lotniczy Helsinki - Vantaa (HEL)


Pierwsza myśl po wylądowaniu: "To się nazywa duże lotnisko" (kilkanaście godzin później zobaczę to w Pekinie, i zwrot "duże lotnisko" nabierze nieco innego znaczenia). Tak naprawdę stołeczne fińskie lotnisko nie jest aż tak ogromne, ale bez wątpienia spore - w porównaniu z tymi w Polsce. Z jednego końca na drugi idzie się dobre 20 czy nawet 25 minut. Wszystko jest bardzo nowoczesne, panuje porządek, wszystko bardzo czytelnie oznaczone, nie ma się nawet gdzie zgubić. Na plus także to, że da się bez problemu znaleźć w miarę ustronne miejsce (o co np. w Krakowie czy nawet Katowicach dość ciężko, pomimo że są kilkakrotnie mniejsze). Bramki o numerach do 31 (włącznie) obsługują loty w Schengen, od 32 - loty poza Schengen.

Duty free (port lotniczy Helsinki-Vantaa)

Samoloty Norry i UPS

Otoczenie lotniska w Vantaa

Dla pasażerów lecących poza Schengen bezcłówka jest dość spora ;-)


Złego słowa nie mogę powiedzieć. Zarówno o części schengeńskiej, jak i nieschengeńskiej. Loty - co zrozumiałe - obsługują głównie Finnair i Norra (dla tych dwóch przewoźników Helsinki są lotniskiem macierzystym), prawie w ogóle nie ma tanich linii (bo te w Finlandii oferują tylko kilka połączeń na krzyż, głównie do Turku).

Odprawa graniczna bardzo sprawna (warto odnotować też, że na tym lotnisku są bramki biometryczne, tj. tylko skanuje się paszport - ale można z nich korzystać tylko, kiedy się ma skończone 18 lat), stempel na życzenie wpadł - i to w obydwie strony! [btw. dopóki będzie się dało stemplować paszporty, to będę przechodzić przez granicę w zwykły sposób]

Stempel wjazdowy z Helsinek (2019)


A po przejściu przez odprawę - strefa non-Schengen. W której jest spora przestrzeń. Jest darmowe wifi, jest dość dużo miękkich ławek - nawet nieźle nadających się do odpoczywania (niestety większość jest przedzielona podłokietnikami, więc miejsc do spania jest dość mało). Z tego, co pamiętam - jest też salonik (niestety wstęp 45 euro - trochę drogo, więc nie skorzystałem). W każdym razie 5 godzin zleciało zadziwiająco szybko. W drogę powrotną czas urozmaicałem sobie zwiedzaniem schengeńskiej części lotniska i śledzeniem startów oraz lądowań [bo jednak przez 5 godzin na tym lotnisku nie ma za bardzo co robić, zwłaszcza kiedy jest się drugi raz w odstępie niecałych dwóch tygodni. Niestety na wyjście do miasta nie było szans, nie zależało to ode mnie :/ ], no i aktualizowaniem fejsbuka - nie było mnie na nim 11 dni, bo w Chinach nie działał mi VPN ;-).

Okolice bramek w Vantaa

Ławki na lotnisku w Helsinkach

Jest bardzo chilloutowo

Jeden z samolotów Nordic Regional Airlines


Przy powrocie trzeba uważać na to, że na przesiadce (ale tylko w drodze powrotnej, tj. przy wlocie z krajów nieunijnych) przechodzi się kontrolę bezpieczeństwa. Przykładowo, jeśli lecąc z Pekinu do Warszawy przez Helsinki kupimy na lotnisku w Pekinie np. alkohol czy perfumy, to w samolocie z Pekinu nie można otwierać zakupów - inaczej pożegnamy się z nimi w stolicy Finlandii!)


Moja ocena: 8,5/10


Długi lot (HEL - PEK - HEL)


To był mój pierwszy lot na tak długiej trasie (i tak dużym samolotem). Airbus A350 na ponad 300 osób. W porównaniu z ryanairowskimi Boeingami ogromny! Trzy rzędy po trzy siedzenia, ekrany w zagłówkach (nie, żeby to było dla mnie zaskoczenie - ale jednak tanie linie przyzwyczajają do czegoś innego) i ogólny efekt WOW. I samolot bardzo nowy - latający od niespełna pół roku (w jedną i w drugą stronę).

Miejsca na nogi sporo, rozrywka pokładowa fajna (do wyboru m.in. filmy również w angielskiej wersji językowej, jest też dość dużo seriali oraz parę mocno klasycznych gier typu Bejeweled czy Tetris). Oczywiście informacja o locie dostępna przez cały czas, wifi również (niestety tak samo, jak na krótkim locie - płatne). Spory plus za kamerę zamontowaną w podwoziu - nawet kiedy nie siedzimy przy oknie, możemy obserwować, nad czym lecimy [obraz nie jest niestety świetnej jakości] i mapy satelitarne obszaru, nad którym przelatujemy (dzięki temu możemy zobaczyć, gdzie jesteśmy - nawet mimo chmur). W przeciwieństwie do krótkiej trasy, tu była dostępna możliwość ładowania elektroniki (USB).

Airbus A350 linii Finnair

Ekran rozrywki pokładowej w Finnairze


Na czas lotu są dostępne też kocyki i słuchawki [te ostatnie podobno można zabierać, bo linie traktują je jako rzecz jednorazowego użytku, ale to niepotwierdzone info]. Jakiś czas temu Finnair, w odpowiedzi na to, że kocyki zaczęły znikać (podobno są świetne - niestety nie skorzystałem i, czego do dzisiaj żałuję, nie kupiłem) wprowadził je do sprzedaży (5 euro).

Personel pokładowy uprzejmy i sympatyczny. Zasadniczo nie mam się do czego przyczepić. Zgrzyt zaczyna się trochę przy jedzeniu - nie było złe (chociaż zdarzało mi się jeść lepsze rzeczy), obiad (wołowina + bliżej niezidentyfikowane ziemniaki?) był nawet całkiem zjadliwy. Gorzej z przekąską podawaną przed lądowaniem w Pekinie (kanapka wyglądająca dość plastikowo, wolałem nie przekonywać się co do zawartości). Napoje były podawane kilka razy (w jedną i w drugą stronę) - do wyboru soki, herbata, kawa i woda, z alkoholowych białe i czerwone wino oraz piwo, inne alkohole za dodatkową opłatą.

Obiad w Finnairze

Fińskie linie lotnicze serwują też "śniadanie" w postaci kanapki


W drugą stronę było podobnie. Lunch zjadliwy, obiad (co prawda nie pamiętam dokładnie, co to było - poza tym, że makaron z mięsem i chyba sosem sojowym. Ale plus za to, że było w chińskich klimatach). Jedyne, czego żałowałem - to tego, że nie udało mi się zrobić zdjęcia Bajkału z samolotu, bo były chmury (mimo, że siedziałem po właściwej stronie) - pozostało mi tylko zrobić zdjęcie obrazowi z kamerki i mapie satelitarnej. Nie, żeby to się na wiele zdało - ale przynajmniej mam dowód na przelatywanie nad Bajkałem ;-) 



Finnair na stołecznym lotnisku w Pekinie

Mount Everest w Finnairze

Obiad na pokładzie lotu Pekin - Helsinki

W samolocie mamy dostęp do mapy satelitarnej okolicy

Mongolskie chmury

Bajkał z góry


Lunch podany przed lądowaniem w Helsinkach


Podchodzenie do lądowania w Helsinkach



Moja ocena: 8/10



Podsumowanie


Ogólna ocena linii: 8 / 10. Finnair to może nie jest światowa czołówka najbardziej znanych ani też najbardziej renomowanych linii (będąc szczerym, to dość mała linia, specjalizująca się przede wszystkim w trasach do Azji), nie jest też na pewno najlepszymi liniami lotniczymi świata. A mimo to, szczególnie na długiej trasie - moim zdaniem linie godne polecenia! (aczkolwiek krótkie trasy u nich mają sens tylko jako część dłuższego połączenia, bo są po prostu drogie, na trasie Kraków/Warszawa/Gdańsk-Helsinki od 800-1000 zł w górę w dwie strony. Dużo taniej wychodzi np. Lufthansa przez Frankfurt (ok. 500 zł w dwie strony) - akurat Finlandia nie jest specjalnie lubiana przez linie ryanairopodobne)


Na dodatkowy plus mogę zaliczyć też to, że - chociaż nie widywałem u nich superpromocji - to (z moich obserwacji) cena zazwyczaj jest znośna. Następnym razem, jak będę lecieć z nimi (muszę się postarać o jakąś przesiadkę w Helsinkach :-D ), chcę wyjść na miasto i - jak to w Finlandii - na saunę, podobno jest nawet prawie na samym lotnisku!


Od 16 roku życia zacząłem dużo częściej latać samolotem, niż wcześniej. Nie tylko Ryanairem i WizzAirem - chociaż tymi liniami latam najczęściej. Leciałem też między innymi LOT-em czy Finnairem. Jesteś ciekawy mojej oceny? Wybierz interesującą Cię recenzję linii lotniczej! Poza tym, będzie mi bardzo miło, jeśli polubisz mój fanpage na Facebooku (fb.com/zamiedzaidalej)! :)


Może zainteresować Cię też:




Share:

16 komentarzy:

  1. Bardzo fajny i przydatny wpis :) Miło się patrzy na tak młodych ludzi, którzy kochają podróże :)
    Zapraszam do siebie, do moich podróży śladami straych wiatraków: http://windmillshunter.pl/
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie latam dużo, ale w samolotach głównie zwracam uwagę na to, ile mam miejsca na nogi oraz czy serwowane jest cokolwiek do picia/jedzenia. Poza tym, ważne, by fotel był w miarę wygodny. I tak w samolotach raczej trudno jest mi się wyspać, więc ważne, by udało się jakkolwiek przewegetować tych parę godzin (bo na dłuższych dystansach nie latam póki co).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też zwracam uwagę na miejsce na nogi - kiedy ma się 187 cm wzrostu, spora część linii lotniczych już przestaje być wygodna ;/

      Usuń
  3. Uwielbiam takie drobiazgi, szczególiki, które dodają wyjątkowości i pokazują kawałek kultury - w Finnair strasznie mnie ucieszyły te hektolitry soku jagodowego, z którego przecież Finlandia słynie, a na helsińskim lotnisku - Mumiiiinkiiiii :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sok jagodowy (znaczy, borówkowy ;))) jest super! też lubię takie smaczki kulturowe!

      Usuń
  4. Ciekawe podsumowanie. Sporo latamy, więc dobrze czytać takie teksty, bo wiemy czego się spodziewać po konkretnych liniach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie, że recenzujesz linie lotnicze. Ja leciałam Finnairem po raz pierwszy w 1998 roku - przez Helsinki do Tokyo - i bardzo mi się podobało. Ostatni raz tymi liniami leciałam chyba w 2015 roku i również byłam zadowolona. Są to jedne z moich ulubionych linii lotniczych. Oj, dla Doliny Muminków to już bardzo warto! I bilety wcale nie takie drogie! Myślę, że na pewno odwiedzimy to miejsce kiedyś z naszym synkiem. Bagna Pomponrahki i inne szlaki też są czymś, co nas przyciągają. A tak poza tym całkiem ciekawa sprawa z przywożeniem bajek, dosyć oryginalne pamiątki z podróży! Pozdrowienia z Islandii! ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też je bardzo polubiłem (chociaż leciałem nimi tylko na tej jednej trasie - Kraków-Helsinki-Pekin i z powrotem). bilety w moim przypadku niestety były wręcz w nieuzasadniony sposób drogie (3200 zł :/ ), ale urok grupowych wyjazdów - za to sam pobyt był darmowy, bo sponsorowany przez chińską stronę ;) także nie wyszło to tak źle!

      Usuń
  6. Finnairem nie latałem, ale moja koleżanka jest tam stewardessą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to nawet nie wiedziałem, że Polki też tam pracują ;)

      Usuń
  7. Niesamowite, na tyle szczegółów zwrócić uwagę . My nigdy nie mieliśmy okazji lecieć z tym przewoźnikiem, może będzie kiedyś okazja jak sytuacja na tym świecie się znormalizuje ... oby tak było

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. starałem się zrobić możliwie najbardziej kompleksową recenzję. Miejmy nadzieję, że sytuacja szybko wróci do normy - nie chciałbym sytuacji, w której najdłuższe wakacje w życiu *tegoroczne* spędzam w PL...

      Usuń
  8. Teraz to wszyscy miejmy nadzieję, że ci przewoźnicy, których znaliśmy i ocenialiśmy, przetrwają ten sztorm!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oby! niestety mam wrażenie, że świat będzie wyglądał trochę inaczej po koronawirusie. z drugiej strony, może to i dobrze? trudno powiedzieć, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

      Usuń





W tej witrynie są wykorzystywane pliki cookie, których Google używa do świadczenia swoich usług i analizowania ruchu. Twój adres IP i nazwa użytkownika oraz dane dotyczące wydajności i bezpieczeństwa są udostępniane Google, by zapewnić odpowiednią jakość usług, generować statystyki użytkowania oraz wykrywać nadużycia i na nie reagować. (więcej informacji w polityce prywatności)

Poznajmy się!

Cześć! Mam na imię Szymon. Cieszę się, że się tu znalazłeś - nie pożałujesz! Znajdziesz tu relacje z moich podróży, praktyczne wskazówki i porady, fotografię podróżniczą i osobiste przemyślenia. Czytaj, oglądaj, inspiruj się i... ruszaj w świat! A jeśli chcesz mnie o coś zapytać, to zwyczajnie napisz do mnie w komentarzu, na Facebooku czy mailem. (więcej o mnie tutaj)

Wesprzyj mnie lajkiem! :)

Moje artykuły

© Szymon Król / Za miedzą i dalej 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone/All rights reserved. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Blog Archive

BTemplates.com