sobota, 5 grudnia 2015

Żegnaj Czarnogóro, witaj Albanio!

22 lipca 2015
Cel na dzisiaj jest prosty: Albania, a raczej jej najwyższy szczyt, czyli Maje e Korabit/Golem Korab. Do granicy mamy jakieś 70 km, do podnóża Korabu 300, więc powinno się udać dojechać o rozsądnej godzinie.




Wyjeżdżamy z campingu o 8.30. Pierwszy punkt na naszej trasie to Virpazar, główne miasto regionu - jak wpisałem go w mapy googla, to myślałem, że to niewielka, w miarę spokojna miejscowość. Przyjeżdżamy, a tam co? Połowa ludzi w Virpazarze jest autokarowymi turystami z Polski, sama miejscowość to w zasadzie tylko hotele... generalnie nic ciekawego. W sumie jedyna atrakcja to most w samym środku tego molochu. Jednak, żeby nie było zbyt nudno, most jest drewniany i dosyć wąski... ale właśnie to powoduje, że ma bardzo fajny klimat. Przynajmniej coś się dzieje! :)

  





Virpazar opuszczamy równie szybko, jak się tam zjawiliśmy. Jedziemy fajną, widokową drogą wzdłuż Jeziora Szkoderskiego, w kierunku przejścia granicznego w Sukobinie. Po dłuższej chwili postanawiamy się nieco odświeżyć w wodzie (jest środek lata, prawie 40 C i góry) i zjeżdżamy do miasteczka Donji Murici, położonego bliżej wody.

Do samego jeziora jest się dość trudno dostać (ze względu na to, że w Donji Murici jest dość sporo nieoznaczonych ślepych uliczek), gubimy parę razy drogę, ale na szczęście przychodzi nam z pomocą Czarnogórzec (lat ok. 60) i proponuje zaparkowanie przy plaży za 1 EUR. Przystajemy na propozycję.

Przy okazji pytam naszego wybawiciela o przejście graniczne, ale chyba nie bardzo rozumie, bo dowiaduję się tyle, że granica jest w Sukobinie (czyli żadnych nowych informacji), ale przynajmniej sobie pogadaliśmy ;)








Natomiast sama plaża jest naprawdę w porządku! Czysto, mało ludzi i jest spokój. Przy okazji "plażingu i smażingu" odkryliśmy, że muł z Jeziora Szkoderskiego jest niezłym peelingiem, oraz że kamienie potrafią być naprawdę ostre... poobijałem sobie trochę stopy, ale co tam! Ważne, że nie miałem z tego powodu żadnych kłopotów ze zdrowiem.

Wracając do auta, na zejściu na plażę... gubię klapek. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że można zwariować od upału, a zejście na plażę to po prostu mniejsze lub większe, lubiące się osuwać, kamienie. W efekcie muszę stać na jednej nodze, nie mając gwarancji, czy się za chwilę nie wywalę... oczywiście zaraz wołam Tatę, który jakoś pomaga mi stamtąd wyjść ;)

Po ponad 2 godzinach nad jeziorem, wracamy do auta. Termometr pokazuje 45 stopni, jest prawie 14., na niebie ani jednej chmurki... generalnie męcząca pogoda. Poza tym robi się pora obiadowa, więc czas wziąć coś na ząb. Ok. 15 km za Donji Murici zatrzymujemy się w jakiejś knajpce - z braku pomysłu bierzemy minipizzę (w trakcie oczekiwania na nią uzupełniam fanpage na FB). Obok nas siedzą Rosjanie (co w Czarnogórze nie jest niczym dziwnym) rozmawiający o Ukrainie - przysłuchujemy się i słyszymy "Ukraina zaatakowała Rosję"...








O 16. jesteśmy w końcu w Sukobinie, na granicy z Albanią. Kiedy czekamy, przyczepiają się do nas cygańskie dzieci (które chcą, oczywiście, kasę, my na to blokujemy drzwi, po chwili idą do kolejnego auta...) Po czarnogórskiej stronie odprawy... nie ma, całe przejście jest w Albanii. Szybka kontrola dokumentów, pogranicznicy każą nam zjechać na bok. Myślimy, że będzie kanał, ale nie... po dokładniejszym sprawdzeniu paszportów możemy jechać. Oczywiście znów nie dostaliśmy pieczątek, więc już mnie biorą nerwy... niby mają wszystko w systemie, ale z paszportu wygląda tak, jakbyśmy wjechali nielegalnie. Ale w końcu jesteśmy w Albanii!







Zaraz po albańskiej stronie... no, krótko mówiąc, jest syf. Wszędzie śmieci, brudno i raczej mało zadbane - generalnie widać, że w Albanii ludzie żyją biednie. Pierwszym większym miastem jest Shkoder. Ruszamy na poszukiwania kantoru albo banku, żeby wymienić kasę. Banki pracują do 15.30... więc wchodzimy do agencji turystycznej i pytamy, gdzie mógłby być kantor. Zostajemy odesłani do jakiejś innej agencji... udaje się! Wymieniamy 100 EUR -> 13 900 ALL, kupujemy w sklepie parę spożywczych rzeczy i tankujemy (swoją drogą paliwo w Albanii nie jest tanie, wołają w przeliczeniu na polskie 5,44 PLN/litr oleju napędowego).

Postanawiamy uciekać na wschód, w kierunku Korabu (w Shkoder dalej upały, 40 C). Z miasta ewakuujemy się ok. 18.30 i wybieramy drogę przez góry w kierunku Kukes (150 km). Póki jest widno, jedzie się całkiem nieźle, ale potem szosa staje się dziurawa, zaczynają występować "chwilowe braki asfaltu" i robi się czarna noc. Doczekuję mniej więcej do miasta Fushe - Arrez, a potem umawiam się z Tatą, że będę spać w samochodzie. Zasypiam w okolicach godziny 20.30.






  






Przejechaliśmy 278 km.

Może zainteresować Cię też:
Czarnogórę i Albanię odwiedziłem do tej pory dwukrotnie. Wybierasz się tam? Przeczytaj moje artykuły o nich (CzarnogóraAlbania). A jeśli chcesz dowiadywać się o, co u mnie i o moich podróżach na bieżąco, dołącz do grona czytelników na FB (facebook.com/zamiedzaidalej).

S.

18 komentarzy:

  1. Albania mnie prześladuje ;) Ciągle na nią trafiam, ktoś mi o niej opowiada, że warto. Trzeba będzie o niej pomyśleć.
    A tekst Rosjan: "Ukraina na nas napadła"... aż się nie chce wierzyć

    Pozdrawiam
    http://olazplecakiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy, co kto lubi, mnie się podobało, oprócz miast :) a co do tego tekstu - no comments (zresztą pewno jeszcze przed świętami będzie kolejny felieton o Rosji).

      Usuń
    2. północna Albania ze Szkodrą jest najbardziej brudna i zasyfiona... im dalej na południe tym bardziej "europejsko", choć oczywiście śmieci nie znikają zupełnie ;)

      Usuń
    3. No w sumie prawda, centrum Albanii było w miarę fajne i ogarnięte :)

      Usuń
  2. Przygoda z klapkiem mrożąca krew w żyłach ;) A tak na serio to miałam okazje odwiedzić Albanię w okolicach Sarandy, naprawdę było tam ładnie i czyściutko! Dotarłeś może w te okolice? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie tamtych okolic mi się nie udało odwiedzić, tylko północną i centralną. Południe niestety ominęliśmy :/ (a na koniec okazało się, że przyjechaliśmy do Polski dzień wcześniej, niż planowaliśmy ;) )

      Usuń
  3. Korci nas taka przeprawa jeszcze dalej na południe niż popularna Chorwacja... a paliwo im bardziej na południe tym tańsze, czy niekoniecznie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Albanii staraliśmy się unikać tankowania :) ale z tych 4 krajów (Czarnogóra, Bośnia Chorwacja, Albania) paliwo jest najtańsze w Czarnogórze i Bośni ;)

      Usuń
  4. W Albanii nie żyją biednie!
    Pensje na poziomie niewiele mniejszym od polskich, główne drogi takie, że mózg w pionie, stolica pięknieje w oczach (chociaż zależy jak komu się podoba jej architektura), a sklepy uginają się od towarów!
    A albański brud nie wynika z biedy, wynika z organizacji służb państwowych, a te z albańskiej mentalności... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Albanii taka serio bieda jest w wioskach na wschodzie, tam to naprawdę... ale drogi mają super, chwilowe braki asfaltu są coraz rzadziej :) a co do brudu - no to południe, mają trochę inne podejście do życia ;)

      Usuń
  5. Miło było posłuchać, jak mówisz o tych przygodach na żywo, tak trzymaj! Warto jednak zastanowić się nad sposobem przedstawiania miejsca, do którego się dociera. Nie wiem dlaczego, ale jak słucham Cię, jak czytam to i jak patrzę na zdjęcia, mam wrażenie, jakbyś przedstawiał te okolice jako absolutnie najbardziej Trzeci Świat, jaki może się wydarzyć. Taka myśl tylko. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, muszę poprawić trochę ten sposób. W Albanii jako 3. Świat można zakwalifikować wioski w górach - a reszta, np. centrum kraju jest jak normalna prowincja na Bałkanach (Czarnogóry nie zaklasyfikowałbym absolutnie jako 3. Świat, żebracy są wszędzie). A co do zdjęć - nie wiem, jakoś lubię łapać to, co jest najbrzydsze (a mnie się właśnie podoba też to brzydkie, oprócz totalnego syfu, którego nie cierpię), czyli np. blokowiska. Również pozdrawiam!

      Usuń
  6. Dwojakie uczucia - krajobrazy, przestrzenie, woda, to wszystko super. Ale miasta jakoś odpychają i sprawiają wrażenie takich, w których raczej nie chce się znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miasta są rzeczywiście średnio atrakcyjne (oprócz Donji Murici). Za to samo jezioro jak najbardziej polecam!

      Usuń
  7. Wiele osób chwaliło Czarnogórę, może kiedyś się skuszę, choć na chwilę obecną na pewno nie jest moim priorytetem jeśli chodzi o zwiedzanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, jest znacznie ciekawiej, niż w przereklamowanej, turystycznej Chorwacji.

      Usuń
  8. O Albanii też bardzo pozytywne rzeczy słyszałam:) też jest na mojej liście do zobaczenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albania jest taka trochę bardziej hardcorowa, ale nie do granic możliwości ;)

      Usuń