sobota, 29 października 2016

Co zjeść... w Rosji?

Post z zupełnie innej beczki, niż do tej pory. Nigdy nie zajmowałem się na blogu tematem jedzenia sensu stricto - jakoś spychałem je na dalszy plan. Nie miałem takiej potrzeby - po prostu średnio mi to podchodziło, zwłaszcza, że jeszcze dwa lata temu podczas wyjazdów nie próbowaliśmy za dużo lokalnej kuchni.

W sumie postanowiłem sobie, że w podróży będę jeść więcej lokalnych specjałów. No i się udało - ostatni wyjazd do Rosji był naprawdę super, jeśli chodzi o jedzenie. Ale jednocześnie nie staliśmy się nagle burżujami jadającymi co chwilę w knajpie; było też trochę zupek instant i innych kulinarnych przyjaciół niskobudżetowej podróży :)

Pielmieni - rosyjskie pierogi w bulionie


Zasadniczo rosyjska kuchnia jest prosta, ciężka i sycąca - tak można by było ją najłatwiej określić. Rządzą składniki, które bez większego problemu można zdobyć przy rosyjskim surowym klimacie. Ryby, mięso, warzywa, mąka, kasza... wzięło się to głównie z tego, że przez większość dziejów Rosjanie nie byli generalnie bogatym narodem. A coś jeść było trzeba, więc jedli to, co najprostsze i najłatwiej dostępne. Zacznijmy od najbardziej konkretnego jedzenia:


Dania główne


"Ale jak to? Przecież wcześniej je się zupę!" - w Rosji porządny obiad to rzeczywiście zupa+danie główne i zupę podaje się wcześniej. Chociaż skoro ma być konkretnie, zacznijmy na odwrót :) czyli od czegoś bardziej stałego. Nie spodziewajcie się czegoś totalnie egzotycznego i wyszukanego - w końcu Rosja wcale nie leży bardzo daleko od Polski. Za to spodziewajcie się smacznych dań, genialnych w swojej prostocie :)


Pielmieni

Przed wyjazdem niby wiedziałem, co to są pielmieni. Pierogi z mięsem. Znane od Ukrainy po Syberię. Ale uwaga - wcale nie są to takie zwykłe pierogi. Oprócz mięsa czasami mają jeszcze cebulę i inne przyprawy; do tego są całe zanurzone w bulionie. Nawet w smaku są jak dla mnie inne niż w Polsce (wydają się nieco bardziej aromatyczne) - ogólnie rzecz biorąc, pycha! Chyba jedno z najlepszych dań w Rosji :) jak kolejny raz tam będę, to po prostu grzechem byłoby ich nie zjeść.

Pielmieni (niedługo przed wjazdem na Ukrainę)


Wareniki


Drugie danie "pierogowe", w sumie dosyć podobne do pielmieni, ale już nie tak rozpowszechnione - jest to bardziej ukraińskie niż rosyjskie jedzenie. Nie zdobyły mojego serca aż tak, jak pielmieni, ale też były dość dobre. Główna różnica to to, że farsz jest z ziemniaków, a mięso i cebula leżą na wierzchu (a nie jak w pielmieni - w środku). A, no i raczej nie są w bulionie.

Wareniki - pierogi z ziemniakami i posypane cebulą+mięsem


Ryby

W regionach nadjeziornych (np. nad Ładogą) je się duuuużo ryb! Kiedy wjechaliśmy do jednej z wiosek, przy co drugim domu była tabliczka "ryby" [rzecz jasna był też mikro-sklep z rybami]. Zatrzymaliśmy się na podsklepiu, kupiliśmy od sympatycznej pani kilogramową wędzoną rybę z Ładogi i pochłonęliśmy ją od razu pod sklepem.

To chyba najlepiej świadczy o tym, jaka pyszna była ta ryba :) jeszcze w Polsce naczytałem się, jak słone są rosyjskie ryby. Ale mimo wszystko postanowiłem spróbować i była to bardzo dobra decyzja. Nigdzie natomiast nie czytałem, że jest w nich dużo ości ;) ale ogólnie 9/10, smaczne.

Ryba z Ładogi na podsklepiu (ok. jeziora Ładogi)

Bliny

Generalnie bliny można jeść równie dobrze w wersji zwykłej, jak i na słodko. Oczywiście spróbowałem obu rodzajów - bo jakżeby inaczej. Bliny to takie jakby naleśniki, ale ciasto jest drożdżowe i na mój gust nieco bardziej przypieczone. Oba rodzaje były dobre:

Bliny w wersji zwykłej

Zjadłem je w wariancie ser-szynka. Generalnie fenomen tego dania polega na tym, że wcale nie jest bardzo ciężkie, a jednocześnie jest w miarę sycące. Ser jest porządny, szynka zresztą też... w sumie jedyna wada blinów jest taka, że podaje się ich raczej niedużo.

Bliny w wersji słodkiej

Spróbowałem ich z miodem - rzeczywiście są słodkie, ale w taki sensowny sposób. To w sumie połączenie dania obiadowego i deseru. Podobnie jak w zwykłym wariancie, jest ich dość mało (i może okazać się za mało na pełny obiad - chociaż zależy, jaki kto ma żołądek).

Bliny w wersji z miodem


Chaczapuri

W Rosji chaczapuri nie wygląda tak, jak to znane wszystkim z Gruzji. Jest to... biały ser w cieście. Bardzo przypominało mi to bałkańskie burki w wersji wege. Zasadniczo było smaczne, ale... trochę zaskoczyło mnie swoim wyglądem :)

Rosyjskie chaczapuri jest zdecydowanie inne niż gruzińskie


Kotlet swini

Nie wszystko jednak zaskoczyło mnie pozytywnie. Zaraz po przekroczeniu granicy estońsko-rosyjskiej jadłem kotlet swini - był zjadliwy, ale fanem nie zostałem... jak dla mnie trochę za tłuste i za ciężkie [to było chyba najcięższe jedzenie w Rosji].

Kotlet swini - trochę za dużo majonezu i tłuszczu...

Zupy

Główne dania rosyjskie mamy już za sobą, więc teraz czas na zupy. Będą tylko trzy, ale za to jakie!

Solianka

Solianka czy też solanka to chyba najpopularniejsza zupa w Rosji (i na Ukrainie). Robi się ją na wywarze rybnym, grzybowym albo mięsnym i daje dużo dodatków, przede wszystkim ziół.

Ale ten wywar też nie jest taki, jak u nas - w Rosji przykładowo na mięsny najczęściej składa się kilka rodzajów mięs: wędzone, gotowane, smażone, do tego sało [słonina] i wędliny. I jeszcze w zupie ląduje łyżka śmietany. Jak dla mnie najlepsza rosyjska zupa, prawdziwa caryca!

Solianka prosto z Rosji.


Barszcz

Jest to bardziej ukraińskie niż rosyjskie danie, ale postanowiłem je tu umieścić, bo w Rosji nie ma problemu ze zjedzeniem barszczu. Wersja rosyjska/ukraińska jest trochę inna od polskiej - przede wszystkim tam w zupie jest dużo warzyw. Jeśli solianka jest numerem pierwszym, to barszcz jest drugi - w zasadzie jest dla niej alternatywą. (fot. z Wikipedii - nie zrobiłem zdjęcia mojemu)

Barszcz ukraiński


Charczo

Gruzińska zupa mięsna (ale jest znana także w Rosji), o której mówią, że jest ostra. Jak dla mnie dość przyjemnie pikantna. Polecam, jeśli lubicie dość ostre (ale jednocześnie nie diabelskie) jedzenie.

Zupa "charczo" - taki jakby ostry mięsny rosół

Napoje

Nie, nie chodzi tutaj o te wyskokowe :) i też nie o kwas chlebowy. Mowa tu o dwóch napojach, których nie widziałem nigdzie poza Rosją, a które są warte spróbowania. I tak, to są tak zwane "kolorowe" napoje... ale tak naprawdę dostępne u nas plastiki mogą się schować przy tych z Rosji.

Mors

Wbrew temu, co podaje wikipedia, "Mors" to nie napój alkoholowy [w Rosji raczej nie pije się morsa z alkoholem], tylko... sok owocowy (żurawinowy, porzeczkowy albo brusznicowy) z dodatkiem wody i słodkiego składnika: cukru albo miodu. To taki jakby tradycyjny kompot rosyjski - może być butelkowany albo własnej roboty. Ten z butelki jest całkiem niezły, ma przyjemny kwaskowaty smak.

Mors w Petersburgu zawsze dobry.

Kompot butelkowany

Ktoś kiedyś wpadł na genialny pomysł wyciśnięcia soku z owoców i doprawienia go cukrem. Generalnie idea napoju nie różni się wiele od "Morsa", ale kompot jest z nieco innych owoców [np. z brzoskwiń czy wiśni] i jest dużo bardziej słodki. Lubię!

Kompoty z butelki - po lewej brzoskwiniowy, po prawej wiśniowy


I to już wsjo. Wiem, jest pełno innych pysznych potraw rosyjskich (których nie dane mi było spróbować w Rosji) - ale nie chcę opisywać czegoś, z czym się nie zetknąłem na rosyjskim talerzu :)

18 komentarzy:

  1. Kurcze, smaki jakże znajome, i nie tylko z wojaży po Rosji, ale także naszego polskiego stołu. Muszę Ci się przyznać, że idąc z duchem europejskiego szyku, to bardziej mam ochotę na wysublimowaną selekcją sałat, uwzględniającą młodziutką roszponkę i świeżutką rukolę oraz napój sporządzony z mieszaniny świeżych owoców, wodorostów i kto wie jeszcze czego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tam jakoś fanem rukoli (i innej zieleniny) raczej nie jestem. Ale wiadomo - każdy lubi co innego ;)

      Usuń
  2. Moje typy to pielmieni, wareniki i bliny. A barszcz... jadłam go na Ukrainie i każdy gospodarz mówił mi, że to jego jest ten prawdziwy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pielmieni to jak dla mnie rosyjski hit! :) natomiast barszcz jedliśmy zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji... chyba jeden i drugi był prawdziwy, bo oba były dobre :D

      Usuń
  3. Za dużo mięska, którego nie jemy :P. Ale odjąć mięso z potraw i pychotka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. większość rosyjskiej kuchni rzeczywiście jest mięsna. Chociaż i dla wegetarian coś się znajdzie ;)

      Usuń
  4. Bardzo apetyczny wpis :) Z częścią potraw zetknęłam się w dawnych republikach radzieckich (Gruzja, Kirgistan, Uzbekistan) więc nowością nie są i wiem, że smakują dobrze. A Morsa można się napić również w Kirgistanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie się właśnie marzą te byłe republiki (Kaukaz i Azja Środkowa) + Mongolia - także pod względem jedzenia :) a, i Mors to musi być chyba jakiś flagowy napój dawnego sajuza... chociaż nie spotkałem się z nim np. na Ukrainie czy w krajach Pribałtyki

      Usuń
  5. Czytam i czytam i myślę, że większość dań nie jest jednak w moim typie. Zupy niby lubię, ale ni pikantne, pozostałe rzeczy wyglądają na dość ciężkostrawne. Ale jesli już się kiedyś do Rosji wybiorę to i tak popróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wszystko z zup jest bardzo pikantne ;) ale rzeczywiście, poza zupami, chyba wszystkie rzeczy są dosyć ciężkie. Taki urok wschodniej kuchni :)

      Usuń
  6. Solianka króluje też w Mołdawii :) Bardzo smaczna zupa, potwierdzam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akurat w Mołdawii się na nią nie natknąłem ;) [jak znowu będę, to spróbuję sobie mołdawskiej wersji]

      Usuń
    2. nie była pikantna. Tzn. czuć było jakieś przyprawy, ale do pikantności daleko.

      Usuń
    3. ja mam mniej więcej podobne odczucia, pikantne jest charczo (ale też nie jakoś diabelsko)

      Usuń
  7. Oj pojadłoby się, pojadało. Chaczapuri w jakiej postaci by nie było - biorę w ciemno i zajadam :) A coś z rosyjskich deserów próbowałeś?

    OdpowiedzUsuń
  8. Charczo to gruzińska zupa znana również w Rosji , a nie odwrotnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już poprawiam! dzięki za zwrócenie uwagi :)

      Usuń