poniedziałek, 27 lutego 2017

Trasa Transfogaraska - 100 km serpentyn

Chyba każdy, kto jako tako kojarzy rumuńskie atrakcje, słyszał o tej drodze. Sto kilometrów serpentyn przez najwyższe pasmo górskie Karpat Południowych i całej Rumunii. Po raz pierwszy powiedziałem, że chcę tam pojechać, kiedy zaczynaliśmy podróżowanie na własną rękę w 2014 roku - ale tak naprawdę konkretny plan pojawił się już w wakacje. Miesiąc później postawiliśmy stopy w najwyższym punkcie Trasy Transfogaraskiej i przekonaliśmy się, że te serpentyny rzeczywiście wyglądają tak, jak na zdjęciach.

Transfogaraska (sierpień 2014)





Skąd w ogóle taka droga przez najwyższe góry kraju?



Na początku lat 70. prezydent Rumunii Nicolae Ceausescu wymyślił, że chciałby mieć drogę militarną do szybkiego przerzucenia wojska na północ od Karpat, na wypadek, gdyby nastąpił atak ze strony ZSRR (wtedy stosunki między oboma krajami były dosyć napięte). Na miejsce wybrał sam środek najwyższych gór kraju - no cóż, z wodzem i z jego pomysłami się nie dyskutuje... koniec końców, w 1974 droga została oddana do użytku. Według oficjalnej statystyki przy budowie zginęło 40 osób - a nieoficjalnie mówi się, że mogło być ich 10 razy więcej.


Informacje praktyczne


Czas otwarcia


Chyba najistotniejsza kwestia, pomagająca ustalić, czy w czasie wyjazdu jest w ogóle sens się pchać na Szosę Transfogaraską. Generalnie jest otwarta od czerwca do września/października, ale zależy to przede wszystkim od tego, czy jest przejezdna (w końcu biegnie przez stosunkowo wysokie góry, osiągając 2034 m.n.p.m) - przykładowo w ubiegłym roku była otwarta w całości dopiero 1 lipca.

Aha, i uprzedzając pytania w rodzaju "a nie dałoby się przejechać łagodną zimą"? Może i by się dało (w sensie: byłoby to technicznie możliwe), ale na samym szczycie drogi jest długi na niemal 900 metrów tunel pod górami, który najzwyczajniej w świecie jest zablokowany metalową bramą. Więc krótko mówiąc: przejazdu w zimie niet.


Godziny otwarcia


Jakby nie było, Transfogaraska jest drogą górską - i nie można nią jechać o każdej porze dnia i nocy. Można nią jeździć od 9 rano do 21 (czyli w sumie też, jak jest ciemno - ostatnio właśnie pokonywaliśmy ją koło 20.30 i rzeczywiście była czarna noc), ale ogólnie nie polecam jazdy nią w ciemnościach, po pierwsze dlatego, że jednak serpentyny nocą nie są zbyt bezpieczne, a po drugie - w dzień są naprawdę niezłe widoki i trochę szkoda byłoby je przegapić.

2014. Zjazd w stronę Curtea de Arges



Atrakcje (licząc od północy)



Cascada Balea (Wodospad Balea)



Jadąc od północnej strony, niedługo po wyjeździe z lasu, będziemy mieli zjazd na dosyć spory "parking", czyli po prostu szutrowy placyk, na który można wjechać i się zatrzymać (pierwsze stosunkowo duże miejsce do zatrzymania się). Trochę poniżej płynie strumień, który przeradza się w wodospad Balea - z tego miejsca możemy go oglądać od góry, mając do tego 360 stopni panoramy na "średnie" partie Fogaraszy.

Możemy też przejść przez strumień po kamieniach i udać się w bezimienne góry widoczne po prawej - osobiście chodziło mi się tam super, ale podejście jest rzeczywiście strome! Co prawda nie zdobyliśmy tam żadnego szczytu (teraz trochę żałuję, ciekawe, jaka jest stamtąd panorama), ale i tak było super. A no i byliśmy jedynymi osobami, którym wpadło do głowy pójście w stronę tych gór :)


Serpentyny Cascada Balea - Lacul Balea


Trochę za wodospadem Balea zaczynają się te słynne serpentyny, które są chyba na każdej widokówce i w każdym folderze reklamującym rumuńskie góry. Faktycznie - zakręty są bardzo fotogeniczne i warto się nimi przejechać. W zasadzie nic więcej nie trzeba dodawać, bo praktycznie rzecz biorąc, bronią się same.

Północna strona szosy Transfogaraskiej



Lacul Balea


Czyli takie jakby Morskie Oko dla Rumunii. Z tą różnicą, że żeby tu dotrzeć, nie trzeba pokonywać 9 km w jedną stronę, a można podjechać samochodem albo kolejką linową. Prawdę powiedziawszy, jeziorko nie jest za wielkie, ale za to zrobiło się bardzo modne. Po prostu - jest dosyć turystycznie i tyle, mnie jakoś nie poraziło ani za pierwszym, ani za drugim razem, ale za to z góry wygląda fajnie.

Jezioro Balea widziane od góry (sierpień 2016)

Szczyt drogi przez Fogarasze (14 sierpnia 2014)

Region jeziora Balea, 31 sierpnia 2016.


Aha, w okolicach Lacul Balea są różne stragany z mniej lub bardziej przydatnymi rzeczami (ale jednak w większości są to dosyć badziewne pamiątki made in China). Sprzedają też między innymi tak zwany "kurtoskalacs", w Czechach i na Słowacji znany jako "trdelnik", czyli drożdżowe ciastko na słodko zwinięte w kształcie walca. Bardzo, bardzo smaczne!

Kurtoskalacs cierpliwie czeka na zjedzenie... (2016)


Oczywiście "rumuńskie Morskie Oko" może być też punktem wyjścia dla górskich wycieczek w tym regionie, ale o tym innym razem. Po prostu to jest temat, który zasługuje na osobny artykuł.


Południowa strona Karpat


W regionie Lacul Balea musimy wjechać do najdłuższego tunelu w Rumunii (884 m), żeby po chwili wyjechać już po drugiej stronie gór. Zaczynamy zjazd - dosyć szybko znajdziemy się w niższych partiach Fogaraszy, a co za tym idzie, krajobraz zmieni się nam na leśny. Nie ma tu za dużo ciekawych miejsc, będziemy mieli je dopiero po prawie 50 kilometrach od wyjazdu z tunelu.


Jezioro Vidraru


Tak naprawdę powinienem napisać "zalew Vidraru", ale przyjęła się nazwa "jezioro" - po prostu zostało utworzone przez budowę zapory na rzece Arges. Z "głównej" Drogi Transfogaraskiej nie widać go za dobrze, bo zasłaniają je drzewa - ale jest jeszcze boczna trasa wiodąca drugim brzegiem i stamtąd są ponoć świetne widoki (niestety nie pojechaliśmy tamtędy i teraz żałujemy).

Obie drogi - główna i boczna łączą się ponownie przy tamie, opadającej prawie 170-metrową ścianą w dolinę rzeki. Robi wrażenie - tego się nie da opisać, to po prostu trzeba zobaczyć.

Zapora na rzece Arges (2016)

Okolice tamy i jez. Vidraru

Transfogaraski Transformers w sierpniu 2016.



Oprócz tego, w Vidraru jest jeszcze bezpłatna (przynajmniej w 2014 taka była) platforma widokowa i bardzo przystojny pomnik Transformersa ;)


Cetatea Poienari (Twierdza Poienari)


Czyli po prostu ruiny zamku Draculi. Zasadniczo są dwa - jeden jest w Branie, położonym stąd nieco na wschód, a drugi właśnie w Poienari, ale tak naprawdę ten drugi był prawdziwą siedzibą księcia Wołoszczyzny, natomiast Branu Dracula prawdopodobnie nigdy nie odwiedził.

Widok z cytadeli Poienari (sierpień 2014)


Twierdza leży na wzgórzu - w związku z tym trzeba się wydrapać po 1400 schodach (ja naliczyłem ich 1200), podejście jest dosyć mozolne, po prostu stroma droga przez las przez jakieś 30-40 minut. Wejście oczywiście jest płatne (5 RON - 2014), a sama twierdza czynna do 18.00, później już po prostu nie wpuszczają. Żeby było ciekawiej, kasa jest prawie na samej górze, a nie - jak to jest zwykle przyjęte - przy wejściu od drogi.

W twierdzy udało nam się być raz - w 2014, dwa lata później po prostu się spóźniliśmy i nas nie wpuścili. Chociaż pagór, na który musimy wejść, żeby pozwiedzać siedzibę Draculi, nie powala wysokością, bo ma niewiele ponad 800 m.n.p.m., to jednak panorama, która się stamtąd rozciąga, jest całkiem niezła (chociaż oczywiście nijak się ma do widoków z okolic jeziora Balea)

Poienari widziane z szosy (2016)

Podejście na Poienari (sierpień 2016)

Połowa (?) drogi do twierdzy Draculi




Ile czasu poświęcić Transfogaraskiej?


Moim zdaniem wykorzystywanie tej drogi w celach tranzytowych to jedna wielka pomyłka - tam jest ograniczenie prędkości do 40 km/h, a poza tym wokół jest całkiem sporo ciekawych miejsc (oczywiście największą atrakcją są Fogarasze same w sobie). No chyba, że jedziemy tą drogą już któryś raz i chcemy po prostu nacieszyć się fajnymi widokami - to wtedy rzeczywiście można potraktować ją bardziej "przejezdnie".

My za pierwszym razem byliśmy tam cały dzień, zwiedzając dosłownie wszystko i absolutnie tego nie żałujemy - było super! Jedyne, czego żałowałem, to to, że wtedy nie rozbiliśmy tam namiotu, bo warunki były naprawdę idealne - tyle że rozkładanie biwaku w okolicach godziny 13-14 trochę mijało się z celem. (W 2016 udało się spać na samym szczycie :) )

Nasz widok z namiotu na szczycie Szosy Transfogaraskiej


I ważną rzeczą jest też znalezienie się na tej drodze w tygodniu. Po prostu Transfogaraska jest jedną z flagowych atrakcji Rumunii, a jak to zwykle z takimi miejscami bywa - w weekend pojawia się tam zwyczajnie dużo ludzi.


Czy to naprawdę jest 100 kilometrów widoków?


Niestety nie. O ile rzeczywiście te widoki są, o tyle odcinek, który jest w nie naprawdę bogaty, liczy sobie niespełna 20 kilometrów - tak więc piękno Fogaraszy w pełnej krasie możemy podziwiać jedynie na krótkim dystansie powyżej granicy lasu (ok. 1500 m.n.p.m.). Tak więc lepiej się nie nastawiać na to, że cała droga jest bardzo widokowa, bo możemy się dosyć mocno rozczarować ;)



Podsumowanie


Jeśli po przeczytaniu tego tekstu macie nadal wątpliwości, czy jechać Transfogaraską - odpowiedź jest jedna: jechać! No chyba, że w zimie. Główny minus to jedynie komercja; z roku na rok przyjeżdża tam coraz więcej ludzi i to miejsce staje się w bardzo szybkim tempie coraz popularniejsze. Na szczęście wystarczy trochę odejść od regionu jeziora Balea, żeby było już zdecydowanie spokojniej i ciszej.


Może zainteresować Cię też:

Rumunię odwiedziłem do tej pory 4 razy, w 2014, 2015 i 2016 roku. Wybierasz się tam? Przeczytaj moje artykuły o niej. A jeśli chcesz dowiadywać się o moich podróżach na bieżąco, dołącz do czytelników na Facebooku! (https://facebook.com/zamiedzaidalej)

14 komentarzy:

  1. Bardzo lubię takie drogi.Emocje, piękne widoki - wow :). Faktycznie, szkoda, że jest komercyjnie :( ale trzeba to wziać na klatę i zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. racja! zwłaszcza, że ta komercja jest dokuczliwa tylko w okolicach jeziora Balea, wystarczy kawałek odejść, żeby było zdecydowanie spokojniej :)

      Usuń
  2. kurtoskalacz to nazwa węgierska, Rumuni na to mówią "cozonac secuiesc", ale w sumie nie wiem czy oni to tradycyjnie u siebie wytwarzają :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja się nigdzie w Rumunii nie spotkałem z tą ichniejszą nazwą, zawsze tylko podawali węgierską - no a co do wytwarzania kurtoskalacsa, to powstał (przynajmniej wg angielskiej wikipedii) w Rumunii, w dzisiejszych regionach Harghita i Covasna :D

      Usuń
    2. w Rumunii według dzisiejszych granic, ale w regionie Szeklerszczyzny, gdzie nawet dziś Rumunii stanowią mniejszość ;)

      Ja rok temu widziałem kurtoskalacsa raz, w Alba Iulia. Potężny. Sprzedawali oczywiście Węgrzy pod swoją nazwą :)

      Usuń
    3. wiem, że to raczej węgierski region Rumunii (chociaż ogólnie w Transylwanii jest bardzo dużo Węgrów - w Harghita i Covasna akurat nie byłem, ale jak byliśmy pierwszy raz, z obcych rejestracji najczęściej przewijały się węgierskie).

      w ogóle najczęściej chyba się sprzedaje to pod węgierską nazwą (ew. pod czeską), w sumie ciekawe, z czego to wynika ;)

      Usuń
  3. Ciekawa jest geneza powstania tej drogi - "z wodzem się nie dyskutuje" ;-) Piękne widoki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się, widoki są super ;) (a co do powstania Transfogaraskiej - wg angielskiej Wikipedii podobno jest też znana jako "Szaleństwo Ceausescu")

      Usuń
  4. Wielkie WOW! Pięknie!

    agnesssja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdaje się, że to właśnie tymi serpentynami w Rumunii jechali prowadzący Top Gear, zapewne to też trasa marzenie dla motocyklistów, robi wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, to właśnie Transfogaraską nakręcili :) a motocykliści i rowerzyści mieliby tutaj naprawdę niezłe używanie! widzieliśmy tam nawet kilku polskich sakwiarzy w 2014 :)

      Usuń
  6. Już rok temu miałam się udać w te strony, ale ciągle coś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. warto, zwłaszcza, że Rumunia bardzo szybko się zmienia (i pewnie za 10 lat nie będzie tam już tak fajnie...)

      Usuń