wtorek, 24 lutego 2015

Sakartwelo lamazia! (Gruzja jest piękna!)

To już 3. (a właściwie 4.) oficjalny gościnny występ. Tym razem autorką wpisu jest Karolina z "fotografii prania", która opowie Wam o Gruzji. Gruzja jest moim marzeniem podróżniczym, ale o tym nie będę się rozpisywać - może innym razem, jak w końcu do niej pojadę ;). W zasadzie ja powiedziałem już wszystko i oddaję głos Karolinie.


Słyszałam kiedyś stwierdzenie, że tak jak Tajlandia jest ogólnoświatową mekką backpackersów, tak Gruzja jest jej odpowiednikiem dla polskich miłośników niskobudżetowych podróży z plecakiem. Coraz więcej naszych rodaków odwiedza ten wspaniały kraj, a coraz to nowsze promocje na bezpośrednie tanie loty z Polski do Kutaisi wciąż kuszą i zachęcają... Polecam z nich skorzystać, bo naprawdę Sakartwelo lamazia! ;)





Gruzja jest przepięknym krajem i rajem dla autostopowiczów. Niekoniecznie idea autostopu jest dla wszystkich tam zrozumiała, ale chwila spędzona na machaniu przy drodze z pewnością zaowocuje szybkim zatrzymaniem się jakiegoś samochodu. Nawet bardzo podstawowe podstawy języka rosyjskiego pomogą nam w komunikacji z kierowcą. A młodzi ludzie częściej już znają angielski.
Dobrze samemu poznać parę użytecznych gruzińskich zwrotów, jak np:

Dzień dobry - Gamardżoba(t) (გამარჯობა)
Dziękuję (bardzo) - (Didi) madloba (დიდი მადლობა)
Gruzja jest piękna - Sakartwelo lamazia  (საქართველო ლამაზი)

Język gruziński ma swój własny alfabet. Podziwiam wielu Gruzinów, którzy posługują się i rosyjskim, i angielskim – a każdy z tych języków jest zupełnie różny i zapisywany w innym alfabecie...



Często mówi się o słynnej gruzińskiej gościnności – i jest to sama prawda! Podczas naszej dwutygodniowej podróży po tym cudownym kraju spotkałyśmy się z całym wachlarzem bezinteresownej pomocy i otwartości. Gruzini są dumni ze swojego kraju, jego kultury, muzyki, jedzenia (wina!) - no cóż, mają ku temu powody ;). I chętnie powodami swojej dumy się dzielą, częstują jedzeniem (ach, te gorące chaczapuri, och, te gruzińskie chleby!...), słynnym gruzińskim winem i czaczą (odpowiednik bimbru). Spotkałyśmy się tam z bardzo pozytywnym nastawieniem do Polaków. Gruzini dobrze pamiętają wsparcie udzielone im przez polskiego prezydenta w 2008 roku (w stolicy-Tbilisi i Batumi są nawet ulice im. Lecha i Marii Kaczyńskich!).

Spotkać gościnnych Gruzinów można wszędzie w Gruzji, a które konkretnie miejsca szczególnie warto odwiedzić?


– Subiektywny wybór In Georgia You Must See ;)



Dawid Gareja Monastery

W niezwykłym miejscu położony skalny klasztor. Wśród półpustynnych pól i pagórków, które zapierają dech. Dwie godziny drogi od cywilizacji. Totalna pustka, niesamowita przestrzeń. To TRZEBA zobaczyć na własne oczy...

Swanetia i Kazbegi (Stepansminda)

Czyli górzyste rejony Gruzji. Kaukaz. Warto zobaczyć słynne wieże w Mestii, choć to właśnie Swanetia jest chyba nieco bardziej turystyczna. Gruzińskie góry budzą mój wielki zachwyt i tęsknotę, by kiedyś tam wrócić i wybrać się na parodniowy trekking po tych odludnych, przepięknych terenach Tuszetii...



Cziatura

Czyli senne miasteczko zardzewiałych kolejek jak ze steampunkowego koszmaru. „Tam nie ma NIC!” - mówili nam wszyscy Gruzini. A mnie to miejsce ujęło swoją atmosferą, poradzieckim klimatem, oddechem Prawdziwego Wschodu i taką swojską zwyczajnością...

Z miast swój klimat ma zarówno Kutaisi, jak i Tbilisi (stolica). Nadmorski, kiczowaty kurort-Batumi warto zobaczyć choćby z ciekawości. Niedaleko Gori (miasta narodzin Stalina) warto odwiedzić skalne miasto Uplesyche. Na wschodzie kraju można znaleźć urokliwą „gruzińską Toskanię” – Signagi.
Ach, wydaje mi się, że gdziekolwiek w Gruzji dotrzemy, tam będzie pięknie... ;)



Po więcej relacji i zdjęć z naszego lipcowego doświadczania Gruzji zapraszam tutaj: http://fotografia-prania.blogspot.com/search/label/Gruzja

I jeszcze parę podstawowych informacji: na miejscu jest dość tanio. 1 GEL (lari gruzińskie) = 1,69 ZŁ. W kantorach można wymieniać euro lub dolary albo bez problemu wypłacać miejscową walutę z bankomatów, których w miastach jest sporo. Trzeba uważać, bo Gruzini (niekoniecznie trzeźwi) jeżdżą jak chcą, za to sprytnie omijając wszędobylskie na drogach krowy. Warto wybrać się na targ, gdzie zachwycając się targowym klimatem dobrze jest nabyć czurczchelle – słynne „gruzińskie snikersy”, czyli orzechy zatopione w winogronowym syropie. W smaku bardzo oryginalne. ;)

Karolina (fotografia prania)

6 komentarzy:

  1. Ładnie przedstawiony kraj. Piękne zdjęcia. To, o czym piszesz nas ujęło w Gruzji i teraz tu mieszkamy, w pięknym Sighnaghi. Jeżeli będziesz kiedyś w Gruzji serdecznie zapraszamy do nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) to nie ja piszę, tylko Karolina z fot. prania, bo to wpis gościnny (i jej należą się podziękowania za zdjęcia i przedstawienie kraju). Osobiście wybieram się do Gruzji w przyszłym roku (jak się uda ;) ) i Kachetię też chciałbym odwiedzić. Ogólnie to całą Gruzję mam w planach :)

      Usuń
    2. Sorki, oczywiście, że Karolinie pięknie dziękuję. Jak będziesz w Kachetii, to zapraszam do nas, do Sighnaghi. Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Zapraszam na relację z wycieczki do Gruzji i Armenii, czyli "Magicznego Zakaukazia", którego największą perełką był trekking w pięknych i majestatycznych górach Kaukazu Południowego (okolice Ushguli i Kazbegi). Do wpisu dołączyłem sporo zdjęć, wskazówek i informacji praktycznych: zyczpasja.pl/gruzja-i-armenia-lato-2015/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa relacja, być może z niej skorzystamy, jadąc do Gruzji i Armenii w lecie.

      Usuń