niedziela, 2 czerwca 2019

Eindhoven - stolica europejskiego designu

Niektóre moje pomysły nie mogą być normalne. Lecieć do małego holenderskiego (a więc nizinnego) miasta, w którym - jak głosi wieść gminna - nic nie ma, na cały dzień (bo - z tego, co wyczytałem w internetach - dwie godziny tam to aż nadto), śpiąc wcześniej półtorej godziny? Sky is the limit :-D

Holenderskie rowery w Eindhoven


Jednodniówka w Holandii wyszła dzięki ułożeniu lotów - wylot rano, powrót wieczorem. Do tego termin wypadł w sobotę, bilety były w znośnej cenie (150 zł w dwie strony) - żyć nie umierać.

Wylatywaliśmy (byłem z Siostrą) kilka minut po 7 rano, z Katowic WizzAirem (po raz pierwszy nie mam żadnego zdjęcia, siedziałem przy przejściu). Lot przebiegł szybko - już o 8.50 postawiłem stopy w 29. odwiedzonym kraju ;-) Pierwsze zderzenie z Holandią? Nalanie do butelki tamtejszej kranówy [niestety - to nie Kraków, woda śmierdziała chlorem ;-) ]. Za to zaraz po wyjściu z lotniska (gdzie zaopatrzyliśmy się w bilety na autobus do centrum) wrażenie jak najbardziej pozytywne - po 15 minutach siedzieliśmy już w 401 w stronę miasta.

Samolot WizzAira na lotnisku w Katowicach

Płyta lotniska w Eindhoven (EIN)


Zwiedzanie Eindhoven w jeden dzień


Nie mieliśmy specjalnych planów na zwiedzanie miasta. Początkowo zakładałem nawet potraktowanie go tylko jako miejsca przesiadkowego, żeby pojechać do Antwerpii (1,5 godziny drogi Flixbusem), ale jednak: a) czasu nie było specjalnie dużo; b) w takiej wersji ten wyjazd przestawałby być niskobudżetowy. Tak więc - ruszyliśmy na spotkanie ze straszną nudą miasta bez historii :-D wiedzieliśmy tylko, że z ciekawszych rzeczy są tam dwa kościoły (w tym katedra), muzeum Philipsa i pomnik Michaela Jacksona.

Już z autobusu widzimy, że to miasto zasłużyło sobie na tytuł stolicy designu - wszystko jest równo jak od linijki, pełno zieleni (jeśli mówiłem, że którekolwiek polskie miasto jest naprawdę zielone, to to cofam - nawet Katowice ustępują w zieloności Eindhoven), jeszcze bardziej perfekcyjnie niż w Anglii. Poza tym - większość budynków jest nowa. A jak nie nowa - to odnowiona tak, że mimo tego, że stoją tu już 100 czy więcej lat - żaden nie jest zaniedbany.

Eindhoveńskie rowery

Centrum Eindhoven

Bliżej niezidentyfikowany budynek


Idziemy do centrum, które w sobotę o 11 przed południem wygląda na wymarłe. Tym lepiej - chociaż to miasto ma wielkość Radomia czy Częstochowy, ruch na ulicach jest prawie zerowy, jeśli ktoś przejeżdża, to na rowerze. Od razu natrafiamy na katedrę - wchodzimy: o ile w Polsce mam wrażenie, że wszystkie kościoły wyglądają tak samo, to tutaj ten ma zupełnie inny (przyjemniejszy) charakter, w środku też wygląda ładnie.

Kierujemy się dalej, w stronę Anne Frankplantsoen (dosłownie Park Anny Frank - nazwany tak na cześć żydowskiej 15-latki, więźniarki obozu w Bergen - Belsen). Park jest położony na skraju osiedla domków jednorodzinnych nad rzeką Dommel - sam w sobie jest bardzo przyjemnym miejscem bez tłumów ludzi.

Dziewiętnastowieczna katedra w Eindhoven

Jeden z eindhoveńskich witraży

Jeden z większych kościelnych witraży

Główna nawa katedry w Eindhoven (maj 2019)

Organy w katedrze

Gdzieś w śródmieściu

Rzeka wygląda jak rów z wodą

Typowa zabudowa w Eindhoven

Annefrankplantsoen oferuje doznania estetyczne

Pomarańczowe kwiaty w Holandii


Wracamy do centrum. Teraz naszym celem - z racji tego, że czasu mamy sporo - są zakupy w Primarku. Sklep jak sklep - ale w Polsce w dalszym ciągu go nie ma ;-) po ok. godzinie ruszamy dalej w drogę. W międzyczasie zrobiła się już 14 i na ulicę wyszło znacznie więcej ludzi - więc ewakuujemy się z centrum w kierunku wody - Google Maps pokazują dwa jeziorka całkiem niedaleko. Mamy tam jakieś pół godziny spaceru - więc idziemy!

Żeby dojść do jeziorek, musimy pokonać pewnego rodzaju rondo. Pewnego rodzaju - bo tam w środku ronda jest zielona przestrzeń - oczywiście z wszechobecnymi ścieżkami rowerowymi (i mury z graffiti - które jest tu chyba dość popularne). Oglądane z góry wygląda na zaniedbane - ale tylko z góry. Wszędzie oczywiście bardzo czysto - miła odmiana po tym, co bywa chociażby w Polsce :-D

Holenderska rzeka Dommel

Graffiti w wersji holenderskiej

Graffiti + zieleń = super połączenie


Jeziorko pojawia się chwilę później. Po prostu siadamy nad nim i odpoczywamy - na drugim brzegu naprędce tworzy się drużyna siatkówki plażowej i po chwili gra się toczy (czemu towarzyszą bojowe okrzyki - słyszałem chyba nawet po polsku). Można byłoby siedzieć tu godzinami - ale mamy obowiązki. Kierujemy się z powrotem w stronę centrum - tym razem idziemy przez kampus uniwersytetu, w międzyczasie po raz kolejny przecinając rzekę. Pełno zieleni i nowoczesności - tak można byłoby najkrócej podsumować to miejsce.

Jedno z jezior w mieście

Zielona strona miasta

Kampus uniwersytecki

Uniwersytet (chyba techniczny) w Eindhoven

Wieża / komin (?)

Eindhoveńskie klimaty

Dommel na wysokości Eindhoven


W pewnym momencie gdzieś skręcamy. Źle poszliśmy - i lądujemy w dzielnicy zwanej Oud-Woensel. Skojarzyła mi się trochę z... londyńskim Covent Garden - sklepy, sklepy, sklepy i jeszcze więcej sklepów. Chociaż charakter tych dwóch miejsc jest zupełnie inny - to jednak dało się wyczuć jakiś wspólny mianownik. Chwilę później dzielnica (która składa się de facto z jednej głównej ulicy) się kończy - a my wychodzimy w okolice dworca.


Oud-Woensel


Pozostały czas (mamy jeszcze blisko półtorej godziny) spędzamy blisko dworca - wychwytujemy co ciekawsze przykłady osławionego eindhoveńskiego designu - jak np. pomnik przewracających się kręgli [drugi po pomniku Michaela Jacksona symbol tego miasta :-D ] i patrzymy na rowery. Niby to nie Amsterdam, ale rowerów jest naprawdę pełno - z daleka okolice dworca (które robią za parking rowerowy) wyglądają dosłownie jak kupa blachy, poszczególnych rowerów nie da się od siebie odróżnić.

W Beneluksie jeżdżenie na dwóch kółkach jest bardzo powszechne

"Tańczące kręgle"


Przed 18 wsiadamy do autobusu i po 15 minutach meldujemy się już na lotnisku. Wylot (tym razem Ryanairem) mamy dopiero o 20.40 - więc nie ma sensu wchodzić już teraz za bramki. Przez kolejną godzinę uskuteczniamy relaks pod lotniskiem, oglądamy pamiątki w tamtejszych sklepach (w zasadzie nic ciekawego) i o 19.30 przechodzimy przez bramki (btw. to lotnisko jest moim pierwszym, na którym odloty nie są wyraźnie oznaczone: na samym końcu terminala jest tylko skromny napis "Gate" ze strzałką - jak dla mnie mało intuicyjne). Poza tym klimat zupełnie inny niż w Katowicach - tam panował dość spory chaos, tutaj wszystko jest poukładane i uporządkowane. Tablica odlotów w pewnym momencie się zmienia - z 20.40 robi się 21.40. No to mamy godzinę dłużej siedzenia na lotnisku :-D

Port lotniczy Eindhoven

Wnętrze lotniska

Ryanairowski boeing na lotnisku w Eindhoven

Dobranoc...


Przy wylocie czekamy w kolejce do wyjścia dobre 30 minut - pomimo tego, że samolot nawet jeszcze nie przyleciał (sprawdziłem na radarze lotniczym - o 20.40 przekraczał granicę polsko-niemiecką w drodze z Krakowa), to ogonek już się ustawił. Spora część pasażerów to Polacy, słychać polski (momentami rozlega się na pół lotniska). Wylatujemy kilka minut przed 22 - ale jest pewien plus tej sytuacji: chwilę po starcie przebijamy się przez chmury - i mamy fajny zachód słońca. (gdybyśmy wylecieli o czasie - pewnie bym go nie zobaczył - bo parę minut później już spałem). W Krakowie jesteśmy przed północą - pętla domknięta! :-D


1,5 godziny snu, 13 kilometrów pieszo, cały dzień w Holandii, 2 loty, wydane 150 zł na bilety, pełno zieleni i niewiele zabytków. Eindhoven okazało się być fajnym celem (z wyjątkiem smaku tamtejszej kranówy - była obrzydliwa), idealnym na jednodniówkę - zwiedzanie lajtowym tempem bardzo pasuje do tego miasta! Chociaż następnym razem prawdopodobnie pojadę gdzieś z Eindhoven (a nie będę ograniczać się tylko do samego miasta), to na zapoznanie się z Holandią było idealne!

Informacje praktyczne


  • Autobusy z lotniska kursują co ok. 7-8 minut (naprzemiennie linia 400 i 401 - obie jadą na dworzec, różnica jest jedynie w trasie). Czas przejazdu obiema liniami jest porównywalny - ok. 15 - 20 minut. Jest wifi, można też naładować telefon (są gniazdka USB).

Bus transferowy lotnisko - Eindhoven

Autobus z lotniska do miasta w Eindhoven

  • Cena biletu (można kupić u kierowcy, w automacie, lub - jeśli płacimy gotówką - w kasie. Zarówno na lotnisku, jak i na dworcu kasy są w budynku. Poznamy je po charakterystycznym czerwonym napisie "Bravo") to 4,25 EUR w jedną stronę.
  • Lotnisko w Eindhoven nie jest zbyt intuicyjnie ułożone - odloty nie są wyraźnie oznaczone, jest tylko niepozorna strzałka kierująca w stronę gate'ów.
  • W praktyce jedynym ważniejszym zabytkiem jest katedra (widać ją z daleka) - nawet jeśli nie jesteście fanami kościołów, warto zajrzeć do środka (wstęp wolny).
  • Eindhoven może być też miejscem przesiadkowym np. do Antwerpii (jeździ Flixbus), Hertogenbosch (pociąg) czy Amsterdamu (Flixbus i pociąg) - ale nie wypowiadam się bardziej szczegółowo, bo nie jechałem.
  • Pomnik Michaela Jacksona jest na wylotówce z miasta (9 km) - więc warto zarezerwować sobie chwilę czasu na dotarcie tam. W przeciwieństwie do pomnika kręgli - który jest osiągalny w 5-10 minut spacerem z dworca.
  • Miasto ma pełno tras rowerowych, jest bardzo zielone i przyjazne - nie odczuwa się tego, że liczy 200 tysięcy mieszkańców, ruch samochodowy w centrum jest znikomy.


Może zainteresować Cię też:



W Holandii byłem po raz pierwszy w 2019 roku. Wybierasz się tam? Przeczytaj moje teksty z tego kraju. A jeśli chcesz dowiadywać się o moich podróżach i o tym, co u mnie, na bieżąco - dołącz do grona fanów na FB! (fb.com/zamiedzaidalej). Będzie mi bardzo miło! :-D
Share:

12 komentarzy:

  1. Bardzo fajny citybreak. 150 zł w obie strony to jak za darmo!!! Aż szkoda nie skorzystać. Leciałam kiedyś do Eindhoven z Irlandii ale nigdy jednak tam nie zostałam. Ciągnęło mnie do znajomych w Dordecht oraz zwiedzić Rotterdam i Hagi. Jedno co muszę przyznać to dla kogoś kto pierwszy raz ląduje w Holandii to szokiem na pewno są te parkingi rowerowe!!!!! Ja nie mogłam się po prostu nadziwić, jak oni w tym wszystkim odnajdują swój rower (?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też, początkowo pomyślałem, że to jest jakaś gigantyczna wypożyczalnia rowerów :-D mnie by było mega ciężko odróżnić!

      Usuń
  2. Dobrze wiedzieć, że Eindhoven jest interesujące, bo Charleroi pod Brukselą, to najbrzydsze miasto jakie widziałam w życiu...słyszałam, że Bouveu (nie wiem, czy dobrze napisałam), pod Paryżem też jest sympatyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Charleroi (tak jak i Beauvais - zawsze mam problem z wymową tej nazwy :-D ) jeszcze przede mną. Aż chyba się przelecę zobaczyć to najbrzydsze miasto :-D

      Usuń
  3. Kurcze, nie wiedziałem, że z Katowic można tak polecieć do Eindhoven :).
    Londyn kiedyś tak zrobiłem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja brałem pod uwagę też Londyn, ale ostatecznie wygrała Holandia - dlatego, że w Londynie już byłem :-D (chociaż przydałoby się wrócić, bo nie mam dobrych zdjęć)

      Usuń
  4. Uwielbiam spontaniczne wypady i oczywiście małe miasteczka, choć pewnie Eindhoven nie jest takie małe. Sprzedałes mi miejsce na całego. Zastanawia sie tylko, co uważasz, że w Anglii jest perfekcyjne. Sorry to zdanie zwróciło moją uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale klimat jest jak w małym miasteczku - przynajmniej wg mnie. A co do Anglii - wtedy (w 2015) to był mój pierwszy raz na Zachodzie, wszystko wydawało się inne. W sensie wszystko bardziej zadbane

      Usuń
    2. Rozumiem, mieszkam w Anglii 21 lat i ta perfekcyjność mi zazgrzytała haha, choć nie przeczę, że można znaleźć cudowne miejsca

      Usuń
    3. Racja, po dwóch dekadach mieszkania inaczej się patrzy :-D

      Usuń
  5. Szalona taka jednodniówka :D Wybierasz się jeszcze jak będzie okazja? Np do innego miasta :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w lecie do... Szczecina ;-) a potem dobre pytanie - być może Lwów / Berlin / Bratysława / Wiedeń. Albo jeszcze coś innego...? Zależy, co mi się trafi :-D

      Usuń





W tej witrynie są wykorzystywane pliki cookie, których Google używa do świadczenia swoich usług i analizowania ruchu. Twój adres IP i nazwa użytkownika oraz dane dotyczące wydajności i bezpieczeństwa są udostępniane Google, by zapewnić odpowiednią jakość usług, generować statystyki użytkowania oraz wykrywać nadużycia i na nie reagować. (więcej informacji w polityce prywatności)

Poznajmy się!

Cześć! Mam na imię Szymon. Cieszę się, że się tu znalazłeś - nie pożałujesz! Znajdziesz tu relacje z moich podróży, praktyczne wskazówki i porady, fotografię podróżniczą i osobiste przemyślenia. Czytaj, oglądaj, inspiruj się i... ruszaj w świat! A jeśli chcesz się mnie o coś zapytać, to zwyczajnie napisz do mnie w komentarzu, na Facebooku czy mailem. (więcej o mnie tutaj)

Wesprzyj mnie lajkiem! :)

© Szymon Król / Za miedzą i dalej 2019. Wszystkie prawa zastrzeżone/All rights reserved. Obsługiwane przez usługę Blogger.

BTemplates.com