niedziela, 23 kwietnia 2017

Czego nauczył mnie wyjazd do Europy Wschodniej?

Postanowiłem, że nie będę pisać zwykłego podsumowania podróży, jak robię przy większości moich wyjazdów. Po prostu ten wyjazd był dość sporo inny od reszty - więc podsumowanie też będzie inne. Czego nauczyła mnie podróż do Europy Wschodniej?

Rosja, jezioro (briańska obłasti)




To nie był mój pierwszy raz na szeroko pojętym poradzieckim wschodzie. Tak naprawdę pierwszy raz w dawnym ZSRR byłem już w 2012, kiedy pojechałem na jeden dzień na Litwę. Potem była Moskwa+Białoruś (czyli taki wschód bardziej z prawdziwego zdarzenia) i znowu Litwa (2013), Pribałtyka+Petersburg (2014), a w sylwestra 2014 po raz pierwszy byłem we Lwowie. Kilka miesięcy później była kwietniówka w Mołdawii, kilkugodzinny wypad do Szegini, znowu sylwester, ale tym razem w Kamieńcu Podolskim... i w końcu w sierpniu ubiegłego roku 3 tygodnie w Europie Wschodniej.

Cmentarz w Szegini (Shehyni), październik 2015.


Jak było?


Najkrócej można by było odpowiedzieć: nieźle. Ogólnie rzecz biorąc, nie powiem, żeby było niefajnie - ale też to nie był najbardziej udany ze wszystkich wyjazdów (moim zdaniem Bałkany rok wcześniej wyszły nam lepiej). Moim zdaniem najciekawsza część to był ostatni tydzień - ukraińskie wybrzeże i Rumunia, ale Pribałtyka, Rosja i centrum Ukrainy też nie były złe.


Czego się dowiedziałem?


1. Dużo lepiej podróżuje się nam po mniejszych krajach



Co tu dużo mówić - Rosja i Ukraina to nie są małe kraje, odległości pomiędzy ciekawymi miejscami też nie należą do niewielkich. W zachodniej Rosji chyba łatwiej znaleźć coś ciekawego w mieście, niż poza nim (chociaż udało nam się odnaleźć bardzo fajne miejsca właśnie poza miastami), na Ukrainie w moim odczuciu jest z tym łatwiej. Tymczasem na Bałkanach jest dużo prościej znaleźć fajne miejsca bez wjeżdżania do miast.

Serbia (okolice Sabaca), lipiec 2015

Most w serbskich górach (lipiec 2015)

Rosja, briańska obłasti (sierpień 2016)

Pałac Zimowy/Ermitaż (sierpień 2016)

Newski Prospekt (sierpień 2016)

Ukraina (flaga w naturze) - sierpień 2016


2. Góry sprawiają, że podróż jest fajniejsza


W górach rzadko kiedy widoki się nudzą, ale czasami lubię jechać przez równinny krajobraz, jednak jeśli to trwa za długo (np. tydzień), to już staje się trochę męczące. Właśnie tak płasko jak stół było w zasadzie przez całą Rosję i część Ukrainy, wzgórza zaczęły się pojawiać dopiero w połowie tego drugiego kraju. Brak gór w tych rewirach spowodował też wydłużenie trasy o Rumunię, bo tam wszelakich pagórów, wzgórz i szczytów jest naprawdę pod dostatkiem.

Najwyższym pasmem rumuńskich gór są Fogarasze, zbliżone wysokością do Tatr (sierpień 2016)

Jedno z moich ulubionych pasm górskich - Góry Fogaraskie



3. Wolę prowincję od miast


Miasta są fajne, ale... w zasadzie tylko na tak zwane "city-breaki" (czyli po ludzku mówiąc: krótkie wycieczki, nastawione na zwiedzanie zwykle jednego miasta). Na dłuższych wyjazdach w 95% przypadków na prowincji podobało mi się bardziej, niż w betonowej dżungli. A jeśli już miasta, to niewielkie - kilka metropolii w dość krótkim czasie nie jest za fajną rzeczą, bo po prostu przytłacza, w skrajnym przypadku wszystkie mogą zacząć się ze sobą mylić (zwiedzaliśmy: Petersburg, Moskwę, Kijów, Bukareszt - i co prawda nie mylą mi się, ale jak dla mnie to tego było zwyczajnie za dużo).

Moskwa, największa cerkiew świata (Sobór Chrystusa Zbawiciela)

Pod Ławrą Pieczerską, Dniepr i prawy brzeg (sierpień 2016)



4. Lubię wschód


Najlepszy dowód na sprawdzenie, czy dane miejsce nam rzeczywiście odpowiada? Pojechać tam, potem wrócić, nie będąc w 100% zachwyconym i... dalej chcieć tam jeździć. Właśnie tak mam ze wschodem. Pomimo tego, że Kijów nie skradł mojego serca (a wręcz uznałem, że to było największe rozczarowanie wyjazdu), to jednak mam ochotę tam wrócić, mimo wszystkich niedogodności!


5. Papierologia wcale nie jest taka straszna


Co prawda wcześniej byłem już w Rosji i na Białorusi - gdzie są wymagane wizy i gdzie na granicy wypisuje się kartkę migracyjną, ale wtedy to były wyjazdy zorganizowane, wizy były załatwione przez pośrednika + zostało nam powiedziane, jak wypełnić kartkę migracyjną (czego oczywiście po paru godzinach już nie pamiętałem).

A teraz postanowiliśmy załatwić wizę sami, bez żadnych pośredników w wydziale konsularnym (po części ze względu na koszty - oszczędziliśmy ponad 100 zł/osoba, a po części ze względu na to, że chciałem się przekonać, czy rzeczywiście uzyskiwanie wizy do Rosji jest takie straszne). Udało się - napisałem nawet o tym poradnik :)

Natomiast na granicy dostaliśmy kartki migracyjne i deklarację tamożennają (celną). Wypełnienie poszło bardzo sprawnie, chociaż oba dokumenty były po rosyjsku (tu poradnik, jak wypisać dokumenty na rosyjskiej granicy).


Podsumowanie


Generalnie rzecz biorąc, w czasie tej podróży na wschód może nie było tak, że bawiłem się najlepiej spośród wszystkich moich wyjazdów - ale z drugiej strony dowiedziałem się, co w podróży mi nie odpowiada i teraz mam nadzieję, że dzięki temu moje wyjazdy (czy to jednodniówki do polskich miast, czy to 2 miesiące w Azji) będą coraz fajniejsze!



Może zainteresować Cię też:

Europę Wschodnią odwiedzam od 2013 roku, jest to (obok Bałkanów) moja ulubiona część Starego Kontynentu! Wybierasz się tam? Przeczytaj moje teksty o niej (Rosja, Ukraina, Mołdawia). A jeśli chcesz dowiadywać się o moich podróżach (nie tylko po wschodzie), dołącz do grona czytelników na Facebooku - fb.com/zamiedzaidalej.

8 komentarzy:

  1. Góry zawsze urozmaicają krajobraz, też uwielbiam przez nie jeździć i zawsze bardzo żałuje, że w moich rodzinnych stronach jest tak płasko :)
    Zgadzam się również z punktem 3 w całej rozciągłości, miasta są dobre na weekendowy wypad, ale tak naprawdę najlepiej odpoczywa się i poznaje dany kraj, gdyby tylko wyjedzie się z miasta. Wschód wciąż w sumie przede mną, marzy mi się podróż do Rosji - dobrze wiedzieć, że można spokojnie samemu załatwić wizę i to jeszcze taniej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chociaż to najtańsze załatwienie wizy i tak tanie nie jest (prawie 400 zł za osobę), ale warto! a u mnie brak gór to w sumie jedyny powód, dla którego nie mógłbym przenieść się do Wawy... ;)

      Usuń
  2. Szymon, zwiedziłeś trochę tej Europy Wschodniej - zazdroszczę :)
    Po przeczytaniu, że Kijów się rozczarował niemalże padłam na zawał, bo wydaje mi się to niemożliwe. Ale jednak, każdy ma swoje upodobania i nie to ładne, co ładne, tylko to co się komu podoba :) Pozdrawiam z Australii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a szykuje się jeszcze więcej! :D Kijów mnie nie zachwycił, ale mam nadzieję do niego wrócić, bo w sumie nie zobaczyłem nawet jednej dziesiątej tego miasta (a miasta, które mi się nie podobały za pierwszym razem, czasami stają się fajne, ja tak mam z Petersburgiem)

      Usuń
  3. Przychodzi taki moment w podróżowaniu, że uświadamiamy sobie, co tak naprawdę chcemy robić, co zwiedzać. Zgadzam się z Tobą, że za dużo dużych miast jest męczące - tak w Ameryce Południowej miałam ich dość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie Ameryka Pd. i Wschód są do siebie w pewnym sensie podobne - w jednym i drugim są spore przestrzenie, a miasta raczej nie należą do najmniejszych...

      Usuń
  4. Dawno nie bylam na Wschodzie, poniewaz mieszkalam za oceanem. Teraz z Francji mi blizej... Jako ze mam sentyment do Lwowa i Wilna, pewnie sie tam wybiore. Jestem ciekawa prowincji - piszesz, ze bardziej Ci odpowiada. Moze skorzystam z pomyslu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lwów lubię, Wilno średnio - a prowincja na wschodzie jest bardzo fajna (przynajmniej mnie się podobała)

      Usuń