sobota, 4 marca 2017

Dwa wycofy i dwie przełęcze w rumuńskich Fogaraszach

Jak wiadomo, wokół Transfogaraskiej rozciągają się góry - rumuńskie Fogarasze, czy też Góry Fogaraskie. Mają wysokość trochę podobną do Tatr, ale moim zdaniem są mniej skaliste, a bardziej trawiasto-zielone (tu porównuję do Wysokich - na szczyty Zachodnich jeszcze mnie zwyczajnie nie zaniosło). Oczywiście jak tylko się tam pojawiłem, od razu wymyśliłem, żeby zdobyć jakąś górę - zwłaszcza, że wtedy wysokość ponad 2000 m.n.p.m. robiła na mnie ogromne wrażenie.

Szosa Transfogaraska widziana z gór (sierpień 2016)




Fogarasze 2014


Podejście na bezimienny grzbiet



Takie naj, najpierwsze wyjście w Fogaraszach było w sierpniu 2014, spod wodospadu Balea na jakieś bezimienny grzbiet (jakieś 1900 m.n.p.m.), których ci tam dostatek. Szło się bardzo ostro pod górę, byliśmy sami na zboczu, żadnych oznakowań szlaku... w końcu wyleźliśmy pod próg skalny, z którego ściekała woda - oczywiście się napiliśmy (była naprawdę czysta jak kryształ!) i chociaż po 15 minutach wyłażenia po takim stoku myślałem, że wypluję płuca, to jednak... w jakimś sensie mi się to podobało.


Curmatura Balei/Saua Doamnei



Kilka godzin później zajechaliśmy na przełęcz w okolicach jeziora Balea (2034 m.n.p.m.). Znowu zarządziłem wyjście, ale tym razem na coś konkretniejszego, a dokładniej... na inną przełęcz. Były dwie, ta po prawej wydawała się być bliższa, więc tam poszliśmy. I się udało - pierwszy "szczyt" powyżej 2000 m.n.p.m - Curmatura Balei/Saua Doamnei 2202 m.n.p.m. O ile teraz nie zrobiłoby to na mnie jakiegoś olbrzymiego wrażenia, o tyle wtedy strasznie mnie to jarało!

Na górze miałem ochotę pójść dalej, ale jednak się wycofaliśmy, poprzestając jedynie na skromnym wyjściu na Curmatura Balei... ale obiecałem sobie, że przy następnej wizycie muszę wyjść na drugą z przełęczy (i może na jakiś szczyt). Tym bardziej, że po powrocie obejrzałem sobie w internetach zdjęcia z Saua Caprei (tak nazywa się ta druga przełęcz) i uznałem, że jak tylko będę znowu w Fogaraszach, to muszę tam wyleźć!



Fogarasze 2016


Nocleg na przełęczy 2034 m.n.p.m.



Kolejna okazja do odwiedzenia najwyższego pasma Rumunii pojawia się dwa lata później. Trzy tygodnie przed wyjazdem zupełnie zmieniamy cel, miała być Gruzja, ale jest... Europa Wschodnia, skupiamy się na trzech krajach: Rosji, Ukrainie i Rumunii. A skoro Rumunia, to trzeba wytyczyć trasę tak, żeby biegła chociaż w części przez góry - przecież nie od dzisiaj wiadomo, że zachodnie obłasti Rosji i większość Ukrainy są płaskie jak stół, a Rumunia stoi w znacznej mierze górami.

Wieczór 30 sierpnia 2016, ciemna noc, prawie nic nie widać. Pędzimy Transfogaraską, żeby zdążyć przejechać tunelem do 21 i rozłożyć namiot już po północnej stronie gór, na samym szczycie drogi (w końcu było to jedno z moich marzeń). Udało się, rozstawiamy pałatkę w kompletnej ciemności. Jak na sierpień jest zimno jak diabli (wysokość ponad 2000 m.n.p.m. robi swoje) i czuć wilgoć w powietrzu.

Poranny biwak (30/31.08.2016), Fogarasze.



Saua Caprei + Lacul Capra



Kolejny dzień wstaje szarawy, chłodny i ponury, ale chwilami przebłyskuje słońce. Nie ma mowy, żebyśmy nie spróbowali wyjścia - w końcu po co tu przyjechaliśmy? Zresztą jak już jesteśmy w górach, to pasowałoby gdzieś iść, nawet na najbardziej lajtowy spacer, no chociażby dla zasady.

Pod tunelem (przełęcz na Transfogaraskiej)


Wybieramy... (wielkie zaskoczenie) drugą przełęcz, tę, której nie zdobyliśmy w 2014 - Saua Caprei 2315 m.n.p.m. Idzie się zdecydowanie ciężej niż na Saua Doamnei, jest po prostu stromo i dość kamieniście, w moim odczuciu raczej męcząco. Tym bardziej, że tu już nie jesteśmy na szlaku sami - tą samą drogą zmierza grupa Czechów, kierująca się w stronę innych gór.

Lacul Balea (jez. Balea) 2042 m.n.p.m. Zaczynamy wyjście w góry
Tak naprawdę mamy zamiar wyjść na przełęcz, przejść na drugą stronę szosy górami nad tunelem i zejść przez znaną nam już Saua Doamnei. Na szlaku w stronę tej ostatniej prawie nikogo nie ma, są sympatyczne pustki, ale tam raz świeci słońce, raz jest mgła, więc rezygnujemy z przejścia (wg Endomondo doszliśmy do 2386 m.n.p.m.) i obieramy nieco bardziej "lajtowy" cel, czyli położone kilkadziesiąt metrów niżej Lacul Capra.

Górskie rozdroże na Saua Caprei

Lacul Capra zrobiło na mnie dużo lepsze wrażenie niż Balea, po prostu tam już mało kto idzie na dłużej, wszyscy po prostu albo tędy przechodzą, albo schodzą z przełęczy (z której jest naprawdę rzut beretem) na kilka chwil i wracają zdobywać jakąś ambitniejszą górę. Tym sposobem mamy całe jeziorko i jego okolice tylko dla siebie - niestety szczyty, na które początkowo mieliśmy wyłazić (albo i nie), normalnie widoczne znad jeziora jak na dłoni, akurat schowały się za chmurami i tym sposobem krajobraz jest hm... nieco bardziej tajemniczy?

Okolice Lacul Capra tym razem nie chciały pokazać się w pełnej krasie

Lacul Capra i zachmurzone Fogarasze



Opuszczamy Fogarasze



Wracamy, tym razem mając widok na Lacul Balea i słynne, transfogaraskie serpentyny, którymi za godzinę będziemy zjeżdżać, powoli kierując się w stronę Polski. No i w końcu jedziemy - nie wiem, dlaczego, ale szosa wydaje się jakaś krótka, a góry nie tak wysokie, jak wcześniej (pomimo tego, że teraz oglądam je w nieco zamglonej i zachmurzonej wersji, a dwa lata temu mieliśmy pogodę "żyletę"). Wrażenia też nie te same... na szczęście widoki w dalszym ciągu wydają się super.

W dole Lacul Balea i przełęcz na szosie

Fogarasze, między Lacul Balea a Saua Caprei

Zjazd Drogą Transfogaraską na północ


Rozpoczęliśmy ostatni etap podróży - za chwilę zacznie się wrzesień, już czas powoli kierować się do Polski...



Może zainteresować Cię też:



Rumunię odwiedziłem do tej pory 4 razy, w 2014, 2015 i 2016 roku. Wybierasz się tam? Przeczytaj moje artykuły o niej. A jeśli chcesz dowiadywać się o moich podróżach na bieżąco, dołącz do czytelników na Facebooku! (https://facebook.com/zamiedzaidalej)

12 komentarzy:

  1. Pogoda nie zachęca do chodzenia po Fogaraszach. Chyba będziesz musiał tam wrócić. (-:,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chętnie! tym bardziej, że w 2014 była naprawdę super pogoda i te góry całkiem nieźle się prezentowały :)

      Usuń
  2. Ale klimat na zdjęciach, taki surowy... Do tego te chmury/mgła, fajne to robi wrażenie. Chociaż oczywiście lepiej jak jest przejrzyście i można podziwiać widoczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i tak i tak było fajnie - w 2014 mieliśmy lampę, w 2016 chmury/mgła. w sumie jedne i drugie widoki miały klimat ;)

      Usuń
  3. Piękna przygoda! Rumunia jest dla mnie tak totalnie obcym i nieznanym krajem, że z wielką przyjemnością przeczytałam Twoją relację.Do tej pory kojarzyła mi się tylko z Transylwanią i Zamkiem Drakuli ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spodobałoby Ci się! ja uważam, że Rumunia (nie tylko Transylwania, ale również wybrzeże czy nawet Bukareszt) jest naprawdę super :)

      Usuń
  4. Po zeszłorocznym odwiedzeniu Timisoary i Transylwanii nabrałam wielkiego apetytu ba Rumunię, a zwłaszcza ba góry. Dziękuję więc za tą opowieść, będę miała wg czego planować. I zdjęcia jak zwykle piękne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! :) a Timisoara (i ogólnie zachód Rumunii) nigdy jakoś nie była mi po drodze, zawsze koncentrowaliśmy się bardziej na centralnej i północnej części kraju

      Usuń
  5. Niesamowite pustkowia, takie góry i mnie porywają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie też naprawdę się podobały! dobrze, że góry (poza przełęczą) nie są tam jakieś bardzo zadeptane, ludzie zazwyczaj w ogóle po nich nie chodzą :)

      Usuń