wtorek, 3 października 2017

Ukraiński poradnik drogowy (2017)

Co do wyjazdu na Ukrainę, to można się zastanawiać, czy podróż samochodem ma tak naprawdę sens. Chyba każdemu obiły się o uszy kolejki na granicy polsko-ukraińskiej. Tak samo wiadomo, jaka jest obiegowa opinia na temat dróg u naszych wschodnich sąsiadów. Delikatnie mówiąc, słaba. Skoro granica i kiepskie drogi - no to można się zastanawiać... ale jak się bliżej przyjrzeć, to jeżdżenie na Ukrainę własnym środkiem transportu ma naprawdę sporo zalet!


Jazda po Ukrainie autem - plusy i minusy





Potrzebne dokumenty


  • prawo jazdy (wystarczy polskie, nie potrzebujemy międzynarodowego),

  • ważny przez 3 miesiące paszport (nie wjedziemy na dowód osobisty!). Polacy nie potrzebują wizy, ale paszport jest obowiązkowy - Ukraina nie należy do Unii Europejskiej ani do Schengen. Nie ma też żadnej umowy, która pozwalałaby wjeżdżać tam na dowód (inaczej, niż np. na Bałkanach). Przy przekraczaniu granicy dostajemy pieczątki do paszportu.

  • dowód rejestracyjny,

  • Zielona Karta (czyli OC samochodu, obowiązujące poza granicami Polski) - w PZU darmowe, u innych ubezpieczycieli może być płatne,

  • jeśli nie jedzie z nami właściciel pojazdu - notarialnie potwierdzone użyczenie pojazdu, przetłumaczone na ukraiński.

Ukraińskie pieczątki graniczne (lipiec 2017)


Granica - gdzie ją przekraczać?


Drogowych przejść granicznych pomiędzy Polską a Ukrainą jest 8. Zaczynając od północy, są to:

  • Dorohusk - Jagodin - na trasie z Warszawy do Kijowa (tam akurat nas jeszcze nie było, mogę tylko przypuszczać, że jest raczej duże i ruchliwe).

  • Zosin - Ustilug - najbardziej wysunięte na wschód przejście graniczne w całej Polsce (okolice Zamościa). Nie jest zbyt duże, za to ma swój klimat, zwłaszcza po ukraińskiej stronie :)

  • Dołhobyczów - Uhryniw - nowe (otwarte w 2014 roku), dość spore i niemające absolutnie żadnego klimatu. To właśnie tam pobiliśmy rekord oczekiwania - 4 godziny na wjazd do Polski (czerwiec 2017). Zdecydowanie wolę Zosin...

  • Hrebenne - Rawa Ruska - trasa Warszawa-Lwów. To tutaj przekraczają granicę autokary kursujące pomiędzy tymi miastami. Nie wypowiadam się jakoś szczegółowo (domyślam się tylko, że przejście jest spore), bo tam jeszcze nie jechałem.

  • Budomierz - Grusziw - kolejny nowy (2013) punkt przekraczania granicy, położony 30 km na północ od Korczowej. Jechaliśmy tam w grudniu 2015 roku, z wyglądu może trochę jak Dołhobyczów, ale zdecydowanie dużo bardziej sympatyczne.

  • Korczowa - Krakowiec - główne polsko-ukraińskie przejście na końcu autostrady A4. To tutaj po raz pierwszy zetknąłem się z Ukrainą, w grudniu 2014 roku. Panuje duży ruch (również tirów), może tworzyć się spory ogonek.

  • Medyka - Szegini - drugie ważne przejście na Podkarpaciu, położone 15 km od Przemyśla i jedyne na całej granicy (oprócz pilotażowego programu przejścia pieszo-rowerowego w Dołhobyczowie), które pozwala na przemieszczenie się między państwami z rowerem albo na piechotę. Spory ruch, kolejki tak samo - zarówno na pieszym, jak i na samochodowym.

  • Krościenko - Smolnicja - w okolicach Ustrzyk Dolnych, w Bieszczadach. Nie jest wielkie, a kolejka idzie raczej szybko. Moim zdaniem numer 1 (do spółki z Zosinem), jeśli chodzi o przejścia na tej granicy!

Procedury graniczne


Po stronie polskiej


Tak naprawdę procedury po polskiej stronie nie są zbyt skomplikowane. Zazwyczaj funkcjonuje kilka pasów odpraw - ustawiamy się na tym, nad którym jest wyświetlona flaga Unii Europejskiej (nie na "All passports" - kiedyś straciliśmy w ten sposób godzinę w Korczowej; ani nie na "TaxFree" - bo tam stoją Ukraińcy, którzy chcą odzyskać podatek VAT za towary kupione w Polsce). Lepiej nie sugerować się tym, że na "all passports" stoją samochody z polskimi rejestracjami - to raczej na pewno Ukraińcy, rejestrujący swoje auta w Polsce.

Polska kontrola raczej ogranicza się tylko do otwarcia bagażnika i sprawdzenia dokumentów w budce (niestety dość ciężko poprosić o pieczątki - ale dla chcącego nic trudnego). Czyli nic strasznego.


Po stronie ukraińskiej


Tu czeka nas już trochę więcej biurokracji. Zaraz po wjechaniu na ukraińską część przejścia granicznego dostajemy tak zwany kontrolnyj talon/контрольний талон (albo talonczik/талончик) - będzie tam wpisany nasz numer rejestracyjny i liczba osób w samochodzie. Nie musimy nic wypełniać, bo zrobi to za nas prikordonnik (strażnik graniczny).

Ukraińska granica wygląda czasem nieco inaczej niż polska. Przede wszystkim pojawiają się napisy w cyrylicy, a zachowanie funkcjonariuszy jest zróżnicowane - można trafić na sympatycznych (bo tacy też się zdarzają na Ukrainie), ale równie dobrze na takich, którzy będą chcieli nam uprzykrzyć przejazd. Nie ma reguły.

Kolejne ogniwo, przez które musimy przejechać, to kontrola paszportowa (pasportnyj kontrol'/паспортний контроль), która zwykle jest w zadaszonej części. Dostajemy pieczątkę na talonie, celnicy każą nam otworzyć bagażnik - i możemy udać się już do sprawdzenia paszportów. W okienku pokazujemy wszystkie dokumenty, powinniśmy dostać kolejne dwa stempelki - na taloncziku i w paszporcie.

Następna część to kontrola celna (mitnyj kontrol'/митний контроль). Znowu pokazujemy dokumenty, możemy zostać też zapytani o to, czy nie wieziemy broni albo papierosów/alkoholu (te ostatnie opcje głównie w kierunku Ukraina -> Polska).

Po kontroli celnej mamy jeszcze ostatni szlaban. Oddajemy tam talonczik (zawsze, kiedy przekraczamy granicę z Ukrainą samochodem, zadaję sobie pytanie: po co on jest? ;) ) i możemy cieszyć się już jazdą po drugiej stronie granicy.


Powrót


Całość wygląda podobnie, ale kolejność jest odwrotna. Główną różnicą jest to, że po ukraińskiej stronie przejścia granicznego nie ma rozróżnienia na podróżnych "unijnych" i "nieunijnych" - w zamian za to są dwa pasy, zielony i czerwony. Jeśli jedziemy osobówką i nie mamy nic do oclenia, to ustawiamy się na zielonym pasie. A jak musimy płacić cło (czyt. nie mieścimy się w limitach) albo podróżujemy samochodem ciężarowym - no to niestety trzeba się odprawić na czerwonym pasie, gdzie deklarujemy przewożone towary.


Jazda po Ukrainie samochodem


Jakość dróg


Według mnie nie ma co demonizować ukraińskich dróg. Faktem jest, że nie ma tam wielu tras szybkiego ruchu (główne to Lwów - Równe - Kijów i Kijów - Umań - Odessa), że dziury są dość częste, zwłaszcza w zachodniej części kraju - ale z drugiej strony bez przesady, że "na Ukrainie są takie fatalne drogi" (chociaż też zależy, co dla kogo znaczy to określenie ;) ).

Jedna z główniejszych dróg na Ukrainie


Inna sprawa, że nie każda droga krajowa jest dobra (większość oceniłbym jako "trochę dziurawe") - przykładowo w okolicach Pierwomajska, w mikołajowskiej obłasti, jechaliśmy 70 km przez 2 godziny... drogą krajową. Ale za to potem, kiedy wyskoczyliśmy na dwupasmówkę do Odessy, to zrobiliśmy już 140 km w 2 godziny.

Drogi na Ukrainie są naprawdę różne


Z kolei boczne drogi są już raczej słabszej jakości (poza tymi z nowym asfaltem) - i tak jest w większości kraju. Dziury są na Ukrainie w zasadzie normalką, ale najczęściej da się jechać - chociaż może nie sportowym samochodem z obniżonym zawieszeniem, a raczej czymś z wyższą podłogą (ale zwykła osobówka też może być - tylko trzeba się liczyć z tym, że np. nie wyjedziemy na Borżawę). I fajnie byłoby też, jakby się nastawić, że zwykle nie pokonamy trasy tak szybko, jak pokonujemy zbliżony dystans w Polsce.

Boczna droga gdzieś w czerkaskiej obłasti

Centralna Ukraina raz jeszcze, okolice Czehrynia

Okolice Czerniowców - po drodze spaceruje bocian i nikogo to nie dziwi

Drogi w górach bywają naprawdę różne, w tym i utwardzone

Również Polesie cechuje się różnorodnością stanu dróg

Chyba jeszcze przedwojenny bruk i gruntowy objazd. Potrzeba matką wynalazku

Kolejna "wojewódzka" droga, Karpaty ukraińskie

Wiejska droga 5 km od Polski - okolice Krakowca

Na jednej z dróg nad morzem nagle kończy się asfalt...


Paliwo


Ukraińskie paliwo jest tańsze, niż u nas - to fakt. Ale tak naprawdę wcale nie jakoś dramatycznie: na pełnym baku LPG (GPL) oszczędzamy kwotę rzędu 15-20 zł (przy różnicy ok. 50 groszy na litrze). No więc to nie jest tak, że gaz jest 2 razy tańszy... chociaż rzeczywiście kiedyś był, bo u nas kosztował 3 zł, a za wschodnią granicą ok. 1,50.

Benzyna (można dostać 95- i 92-oktanową. 98 jest chyba tylko w dużych miastach) i olej napędowy (D, może być zapisany w cyrylicy - Д) też są trochę tańsze - więc kiedy jesteśmy na Ukrainie, to jednak warto zatankować. W końcu to zawsze coś do przodu :)

Drogówka i służby celne


Kolejny krążący stereotyp o tym, że "mundurowi na całej Ukrainie biorą łapówki". Od 2014 roku byliśmy tam już dobre kilka razy samochodem (+ Tata kolejne kilka motocyklem) i z braniem łapówek (tzw. wziatek) możemy się spotkać głównie w górach, w zakarpackiej obłasti - w pozostałej części kraju nie mieliśmy żadnych problemów z drogówką (inaczej DAI/ДАІ).


Limity celne


Ukraina nie należy do Unii Europejskiej, więc limity celne są stosunkowo surowe. Do krajów Wspólnoty (tzn. Polska, Słowacja, Węgry, Rumunia) można stamtąd wywieźć bez cła i akcyzy:

  • 16 litrów piwa,
  • 4 litry wina,
  • 2 litry wina wzmacnianego (do 22%) / wina musującego,
  • 1 litr wysokoprocentowego alkoholu (powyżej 22%)

  • 50 gramów tytoniu,
  • 40 papierosów,
  • 20 cygaretek,
  • 10 cygar.

Limity dotyczą tylko i wyłącznie ludzi powyżej 17 roku życia - przed skończeniem 17 lat nie można w ogóle tego przewozić. Nie możemy też cały czas przekraczać granicy, żeby limit się zerował - w 2008 roku został wprowadzony przepis, że jeśli wieziemy alkohol, papierosy albo paliwo, to granicę Ukrainy możemy przekroczyć tylko raz dziennie. A jeśli byśmy przekroczyli dozwoloną ilość, to musimy zapłacić cło i akcyzę od nadwyżki.


Czy jazda samochodem na Ukrainę się opłaca?


Moim zdaniem i tak, i nie. Jeśli chcemy zrobić sobie objazdówkę, chcemy dostać się w trudno dostępne miejsca albo jechać gdzieś dalej (np. do Rosji) i podróżujemy w kilka osób, to jasne, że tak! Z kolei samochodowa wycieczka do Lwowa czy Kijowa (jeśli celem jest tylko jedno miasto i nic poza tym) trochę zmienia postać rzeczy. Byliśmy właśnie w ten sposób we Lwowie (grudzień 2014) i plusem było to, że mogliśmy w każdej chwili pojechać do dowolnego miejsca noclegowego czy przekroczyć granicę w Krościenku - więc nie było źle! Za to w Kijowie sprawa wygląda jeszcze inaczej - moim zdaniem lepiej się tam udać komunikacją zbiorową: miasto jest spore, panuje duży ruch i są korki. Ale zasadniczo samochód jest dobrym wyborem, jeśli chodzi o wycieczkę na Ukrainę :)



Może zainteresować Cię też:


Na Ukrainę jeżdżę od 2014 roku - byłem już m.in. we Lwowie, w Kijowie, na wybrzeżu czy na Polesiu (i ciągle mam ochotę na więcej!). Sylwestrowy wyjazd 2014/15 był moim pierwszym pobytem w tym kraju i jedną z pierwszych wycieczek zagranicznych. Wybierasz się tam? Przeczytaj moje ukraińskie teksty. A jeśli chcesz dowiadywać się o moich podróżach na bieżąco, dołącz do grona czytelników na Facebooku! (fb.com/zamiedzaidalej)

10 komentarzy:

  1. A w jakim konkretnie stanie jest główna droga od granicy na Lwów? I inne w tym rejonie w okolicach Lwowa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Korczowej do Lwowa całkiem niezła (chociaż "garby zwalniające" mogą trochę męczyć). Z Krościenka... w styczniu 2015 była mocno dziurawa, nie wiem jak teraz. Z Medyki i z Hrebennego jeszcze nie jechałem - ale domyślam się, że jest znośnie

      Usuń
  2. Świetny poradnik! Bywam co roku na Ukrainie, ale korzystam z ponownie otwartego połączenia kolejowego. Jednak jak odważne się wybrać autem, to już wiem jak się przygotować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja właśnie mam ochotę się wybrać tym pociągiem - jeszcze nigdy nie przekraczałem tak granicy! (robiłem to samochodem, autobusem, pieszo, promem i samolotem... jeszcze z rowerem ani w pociągu nie :D )

      Usuń
  3. Obrazki z ukraińskich dróg są mi doskonale znane. Podczas ostatniej wyprawy autobus, którym się poruszałam stracił rurę wydechową, dzięki tamtejszym wybojach :) Dobrze, że piszesz o takich rzeczach, warto wiedzieć o tym przed wyjazdem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nam akurat się nie zdarzyło niczego urwać (no poza tłumikiem na Borżawie ;) ) - ale faktycznie, na Ukrainie wertepy zdarzają się dość często. za to o mało co nie urwaliśmy koła po 160 km drogi z Kiszyniowa do Giurgiulesti (Mołdawia) - jechaliśmy 8 godzin, a awaria przytrafiła się dosłownie 500 metrów za granicą ;)

      Usuń
  4. Super podsumowanie. Koniecznie muszę przeczytać przed podróżą na Ukrainę, do czego jakoś zebrać się nie mogę bo właśnie wydawało mi się, że podróżowanie własnym samochodem, który tu jakoś najbardziej mi pasował, może być jednak trudne. Dzięki. Lisy w drodze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! koniecznie jedźcie, własny samochód na Ukrainie jest nawet fajną opcją - aczkolwiek to nie jest np. Słowacja czy Czechy, tu już jest trochę trudniej podróżować autem (co nie znaczy, że to niemożliwe - zwłaszcza, że np. my to uskuteczniamy ;) )

      Usuń
  5. Nie ma co narzekać na drogi, w takim stanie jak niektóre boczne ukraińskie to i niektóre boczne polskie bywają i ludzie jeżdżą ;) ale może mnie przyzwyczaiły warunki afrykańskie, gdzie drogi w jeszcze gorszym stanie to normalność i też się jeździ ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie! chociaż aż takich polskich to nie widziałem ;) a w Afryce w zasadzie nie byłem - więc nie mam porównania (ale chcę się wybrać!)

      Usuń