sobota, 2 grudnia 2017

Bułgarskie informacje praktyczne (2017)

Bułgaria była jednym z ostatnich bałkańskich krajów, jakich nie miałem okazji jeszcze odwiedzić. Serbia, Czarnogóra, Macedonia, Rumunia - tam jeździłem przez ostatnie 3 lata. A do Bułgarii jakoś nigdy wcześniej nie trafiłem. W ubiegłym roku mieliśmy tam być, ale ostatecznie lenistwo na rumuńskim wybrzeżu zwyciężyło i zrobiliśmy sobie dzień odpoczynku na plaży Corbu. No ale co się odwlecze, to nie uciecze - i blisko rok później wjechaliśmy na teren Bułgarii, coraz częściej wracającej do łask wśród naszych rodaków.

Sobór Aleksandra Newskiego w Sofii (sierpień 2017)



Ogólny klimat kraju


Po przekroczeniu granicy rumuńsko-bułgarskiej wszystko się zmienia. Rumunia była jeszcze jedną nogą bliżej tego, co znamy z Węgier czy wręcz Słowacji - a tu już wjeżdżamy pełną gębą na Bałkany. Z drugiej strony Bułgaria ma trochę inny charakter, niż reszta regionu; jest jednym z większych państw, można znaleźć tu i góry, i niziny - ale przede wszystkim ten wschodni klimat, trochę taki, jak na Ukrainie - ale moim zdaniem dużo bardziej sympatyczny, bo w południowym wydaniu!


Dojazd


Do Bułgarii możemy dotrzeć na kilka sposobów. Chyba najpopularniejszy jest samochód, drugi w kolejności - samolot. Autobus, pociąg czy prom to jednak mało znane propozycje dostania się do tego kraju. Jak do tej pory, jechaliśmy tylko samochodem, więc o innych środkach transportu (póki co) nie będę się jakoś szerzej wypowiadać.

Samochód


Zasadniczo główne trasy są 3. Przez Serbię, Rumunię i Ukrainę. Każda ma trochę inny charakter, każda jest na swój sposób interesująca - którą wybrać?

(miejsca, które warto zobaczyć, wybierałem wyłącznie na podstawie moich doświadczeń - tu nie wymieniłem miejsc, w których nie byłem)


Trasa przez Serbię (autostradowa lub nie)


Najczęściej wybierana i uważana za najszybszą. W wariancie autostradowym potrzebujemy winiety węgierskiej, w Serbii płaci się na bramkach. Pierwszą granicę przekraczamy w Chyżnem, a potem jedziemy przez Trstenę, Rużomberok do Bańskiej Bystricy (droga 59). Kiedy droga zmieni się w dwupasmówkę, musimy zjechać na równoległą szosę nr 69 przez Sliac, inaczej przyślą nam do Polski mandat za jazdę bez winiety. (elektroniczne bramki sczytują nasze numery, tak jak na drogach w Rumunii czy na autostradach na Węgrzech)

Kierujemy się na granicę słowacko-węgierską w Sahy. Jeśli chcemy jechać autostradą - musimy kupić winietę; wtedy wjeżdżamy na płatną ekspresówkę M2, potem na obwodnicę Budapesztu (M0) i na autostradę M5 prowadzącą już prosto do granicy z Serbią.

Budapeszteński parlament


Natomiast w przypadku jazdy zwykłymi drogami, winieta nie jest potrzebna - ale wiąże się to z przejechaniem przez Budapeszt (docieramy wtedy do drogi nr 5, która jest właściwie równoległa do autostrady M5). Niezależnie od wybranego wariantu, docieramy do Szeged, w okolicach którego mamy kilka przejść granicznych do wyboru. Od zachodu są to:

  • Tompa / Kelebija - drugie największe przejście węgiersko-serbskie, najbardziej znana alternatywa dla Roszke. Czynne przez całą dobę.

  • Asotthalom / Backi Vinogradi - mniejsze, często wykorzystywane przez lokalnych mieszkańców. To tutaj w 2014 roku po raz pierwszy wjechaliśmy do Serbii. (przejście czynne 7 - 19)

  • Roszke / Horgos - główne autostradowe przejście, najbardziej zatłoczone, całodobowe

  • Roszke / Horgos II - przejście tuż obok autostradowego, ale mniejsze i na starej drodze (czynne 7 - 19)

  • Tiszasziget / Dala - małe, najbardziej na wschód wysunięte przejście Węgry/Serbia. Nie byliśmy, ale jest chyba dość kameralne (czynne 7 - 19, zimą 8 - 16)

(poza tymi wymienionymi, są jeszcze inne przejścia na tej granicy - która w 2015 roku doczekała się nawet osobnego artykułu!)


W Serbii mijamy Suboticę, Novi Sad, Belgrad (jadąc np. autostradą A1), w Niszu mamy rozjazd na Sofię i Skopje. Wybieramy drogę w kierunku Sofii, aż dojedziemy do Gradiny / Kalotiny - serbsko-bułgarskiego przejścia granicznego. Stąd do bułgarskiej stolicy jest już blisko!


Novi Sad (Nowy Sad) - drugie miasto Serbii

Tak jest w serbskich, górskich wioskach

Widoki na południu Serbii

Zachód słońca gdzieś w Serbii



Po drodze warto zobaczyć:




  • serbską prowincję.

(mapa prowadzi wersją autostradową)




Trasa przez Rumunię


Tu jazda jest już inna, ma nieco spokojniejszy charakter - ale nie jest też dla ludzi, którzy się strasznie spieszą, a raczej dla tych, którzy chcą zobaczyć coś po drodze. Potrzebujemy tylko roviniety, czyli winiety rumuńskiej (14 RON / 7 dni).

Z Krakowa jedziemy zakopianką na południe - po przekroczeniu granicy w Jurgowie kierujemy się na Poprad i Rożnawę (droga nr 67 - sporo zakrętów, moja ulubiona trasa na Madziary!). Na Węgry wjeżdżamy w miejscowości Aggtelek. Dojeżdżamy do Miskolca lokalnymi drogami i stąd już drogą nr 35 prosto do kolejnego sporego miasta - Debrecena.

Trasa do Bułgarii przez Węgry i Rumunię - węgierski, płaski odcinek


Rumunia już tuż-tuż. Mijamy ostatnie miasteczko w kraju Arpadów (Berettyoujfalu... spróbujcie to wymówić) i dojeżdżamy do węgiersko-rumuńskiego przejścia granicznego Artand / Bors koło Oradei. Samo przejście jak przejście, nic nadzwyczajnego. Kupujemy rovinietę i możemy już śmigać po rumuńskich drogach :)

Zaraz za granicą wpadamy na trasę nr 1 do Cluj-Napoki - ten odcinek moim zdaniem nie jest jakiś superciekawy, po prostu droga jakich wiele. Przed Clujem wjeżdżamy na autostradę A3 (no chyba, że chcemy zwiedzać miasto) i po 40 km, w miasteczku Turda, skręcamy na Alba Iulię i Sebes.

W Sebes możemy wybrać albo drogę 67C (czyli po prostu Transalpinę; po przejechaniu gór skręcamy na drogę 67 przez Horezu do Ramnicu Valcea), albo jechać dalej w stronę Sibiu autostradą A1, a potem "siódemką" do Ramnicu Valcea. Obie trasy połączą się w tym ostatnim mieście i potem już razem prowadzą w stronę Pitesti.

Karpaty - Transalpina (sierpień 2017)


Za Sibiu mamy kolejną opcję do wyboru - jeśli pojedziemy jeszcze 20 km dalej drogą nr 1 (a nie skręcimy w drogę nr 7 do Ramnicu), będziemy mogli przejechać Szosą Transfogaraską (7C), która spotka się z dwiema pozostałymi trasami w okolicach Pitesti.

Trasa Transfogaraska (sierpień 2014)

Południowe Fogarasze (sierpień 2014)


Z Pitesti autostrada prowadzi już prosto w kierunku Bukaresztu - jeśli nie zdecydujemy się go zwiedzać, to w miejscowości Vanatorii Mici musimy odbić w drogę 61 (na dalszym odcinku ma numer 5B) - która doprowadzi nas do Giurgiu na granicy rumuńsko-bułgarskiej. Przekraczamy Most Przyjaźni (6 euro) i jesteśmy już w Ruse, w Bułgarii!


Po drodze warto zobaczyć:



  • Transalpinę albo Szosę Transfogaraską,

  • rumuńskie Karpaty Południowe! (trochę po nich pochodzić)


Kopalnia soli w Turdzie (kwiecień 2015)

Balea Lacul, Fogarasze (sierpień 2016)






Trasa przez Ukrainę


Tędy jeździ się chyba najrzadziej - kiedyś była to podstawowa trasa do Bułgarii, a teraz poszła nieco w zapomnienie. Ze względu na czas przejazdu i dwie odprawy graniczne jest sens nią jechać wtedy, kiedy chcemy coś zobaczyć po drodze, przede wszystkim na ukraińskim odcinku - raczej nie jest to droga na superszybki tranzyt. Potrzebujemy winiety rumuńskiej (14 RON), płacimy też za prom na Dunaju (20 RON / samochód z kierowcą, 2 RON / pasażer)

Inaczej niż w dwóch poprzednich propozycjach, nie jedziemy na południe, ale na wschód - autostradą albo drogą 94 (wedle upodobań... ja chyba wolę starą trasę). Niezależnie od tego, którą z tych dróg wybraliśmy, i tak lądujemy w Korczowej, na największym przejściu pomiędzy Polską a Ukrainą.

Po ukraińskiej stronie zaczynają się słynne "garby", które towarzyszą nam prawie do samego Lwowa. Ten ostatni omijamy (lub nie) i jedziemy dalej na wschód - dopiero w Tarnopolu odbijamy do Czerniowców (droga M19). 40 km dalej kończy się Ukraina, na przejściu Porubne / Siret mamy przejść kolejną odprawę graniczną - tym razem do Rumunii.

Od tej pory jedzie się już znacznie szybciej - najpierw zwykłą drogą, a po 150 km, w okolicach miasta Roman, zaczyna się już droga szybkiego ruchu (ale nie autostrada, tylko dwupasmówka bez pobocza :) ) - i tak przejeżdżamy ponad połowę kraju do miasta Focsani. Stamtąd kierujemy się na Brailę (trasa nr 23) i płyniemy promem. Taka przyjemność kosztuje 20 RON / samochód z kierowcą i 2 RON / pasażer, cała przeprawa trwa 5 minut... po drugiej stronie rzeki, już geograficznie na Bałkanach, wjeżdżamy na szosę 22D i jedziemy przez stepowe góry Dobrudży. Prawdę mówiąc, bardziej pasowałoby określenie "wzgórza", bo ich wysokość dochodzi ledwie do 300 m.n.p.m - ale wyglądają jakoś dziwnie, według mnie inaczej niż wszystkie inne góry w regionie.

Prom przez Dunaj - Braila/Smardan (lipiec 2017)

Dobrudża (południowo-wschodnia Rumunia) jest pagórkowatym terenem (lipiec 2017)


Po 80 km wyskakujemy już na drogę 22 w stronę Constanty, ostatniego dużego miasta przed granicą. Za nią zaczną się już kurorty rumuńskiego wybrzeża - Eforie, Costinesti, Mangalia (która jest właściwie ostatnim miastem w Rumunii, do granicy zostało jakieś 10 km). Granicę przekraczamy w Vama Veche / Durankułak, 2 km od morza. Bułgaria wita!


Po drodze warto zobaczyć:


  • Lwów,

  • wzgórza Dobrudży,

  • rumuńskie wybrzeże (na zasadzie przekonania się "jak wygląda nadmorska część Rumunii")

Deszczowe rumuńskie wybrzeże (Eforie) (lipiec 2017)



Samolot


Do bułgarskiej stolicy - Sofii, z Warszawy lata LOT Polish Airlines. Możemy dolecieć też tanimi liniami (w szczególności WizzAirem i Ryanairem), z przesiadką w którymś z lotnisk na zachodzie - np. Bergamo, Eindhoven czy Sztokholmie-Skavsta.

Jeśli chcemy lecieć do Płowdiwu, to Ryanairem (np. przez Bergamo). Z kolei do Warny czy Burgas (oprócz oczywiście tanich linii z przesiadką) można dostać się też różnymi liniami czarterowymi, które latają też bezpośrednio z Polski (np. z Katowic czy Warszawy).


Autobus i pociąg


Z Polski kursują autobusy (np. Ecolines) na trasie Warszawa - Sofia (ok. 400 zł w jedną stronę). Z kolei pociągiem najprościej będzie chyba wybrać się przez Rumunię (z Bukaresztu do Sofii bilet kosztuje ok. 27 euro w jedną stronę) - więc to stosunkowo drogie rozwiązanie.


Poruszanie się po Bułgarii (samochodem)


Przed wyjazdem naczytałem się o tym, że "bułgarskie drogi są straszne". W ciągu 6 dni przejechaliśmy ok. 1300 km po drogach w tym pięknym kraju - i nie było to traumatyczne przeżycie :) oczywiście ichniejsze trasy to nie są autostrady, ale nie ma co ich demonizować. Po pierwsze, jesteśmy na wschodzie - a po drugie, większość dróg jest porównywalna do polskich, więc nie są takie złe! Do tego zasada poruszania się po bułgarskich szosach jest taka sama, jak w Rumunii - tzn. na granicy kupujemy winietkę i jeździmy, ile chcemy (nie płacimy dodatkowo za autostrady).


Jedna z bułgarskich dróg krajowych (jednocyfrowych) (lipiec 2017)

Drogi w Bułgarii naprawdę są fajne (sierpień 2017)


Ceny na miejscu


W Bułgarii płacimy lewami (BGN), które mają sztywny kurs względem euro (1,95 BGN = 1 EUR). Wg stanu na 2 grudnia 2017: 1 BGN to 2,15 PLN, 1 PLN to 0,47 BGN - ale dla uproszczenia rachunków zawsze liczymy 1 BGN jako 2 PLN. Zabieranie złotówek to średni pomysł - co prawda widziałem kantory, które miały w ofercie ich wymianę, ale raz, że przelicznik taki sobie, a dwa, że polską walutę można wymienić chyba tylko na wybrzeżu (no może jeszcze w Sofii).

Co do zasady ceny nie powinny zwalić nas z nóg swoją wysokością ani spustoszyć nam portfela. Raczej jest taniej, niż w Polsce (na wybrzeżu wszystko jest droższe, ale i tak kosztuje mniej, niż u nas). Kilka przykładowych cen (lipiec/sierpień 2017):

  • paliwo (1 litr LPG) - od 0,85 BGN do 1,1 BGN

  • prom Bułgaria-Rumunia (Oriachowo / Bechet) - 23 BGN/samochód, 2 BGN/osoba, (+7 EUR opłaty portowej po rumuńskiej stronie)

  • winieta na 7 dni - 15 BGN

  • burek z serem w pekarze - 1,2 BGN

  • kilogram świeżych moreli (Sozopol) - 2,5 BGN

  • palacinka (bałkański naleśnik) - ok. 3 BGN

  • caca - ok. 3 BGN

  • pole namiotowe w okolicy Sozopolu - 25-35 BGN (!) (ta cena naprawdę zaskoczyła mnie swoją wysokością, bo wszystko inne w Bułgarii jest raczej tańsze, niż u nas - a tu na odwrót)


Nocowanie na dziko


Wszystkie noclegi mieliśmy na dziko - i w czasie wyjazdów do Bułgarii szczerze mogę polecić tę formę spania. Nie było problemu ze znalezieniem miejsca, czy to na wybrzeżu, czy w górach, na polu, czy w lesie - nic, w ogóle. Nieprzyjazne noclegom na dziko są chyba tylko bliskie okolice kurortów (zwłaszcza w krzakach nieopodal campingów) i najprawdopodobniej tereny przygraniczne - lepiej pojechać trochę dalej i tam rozbić pałatkę.

Biwak w okolicach Nesebyru (lipiec 2017)

Sezon - kiedy pojechać?


Bułgarię odwiedziliśmy w samym środku lata, na przełomie lipca i sierpnia. Było super, chociaż... gorąco! Naprawdę - poza górską częścią kraju 40 stopni w cieniu było raczej czymś normalnym (prawie jak w Czarnogórze dwa lata temu ;) ). Lato ma też ten plus, że w górach drogi są przejezdne i jest ciepło - bo poza wybrzeżem Bułgaria to raczej górski kraj. Moim zdaniem właśnie lato (ale to trochę późniejsze, skręcające już w stronę jesieni :) ) to najlepszy okres na wyjazd. (późniejsze m.in. dlatego, że ludzi jest mniej i jednak nie ma aż takich upałów, jak w środku wakacji)



Może zainteresować Cię też:







Bułgarię odwiedziłem w 2017 roku - byłem m.in. na wybrzeżu, ale również we wnętrzu kraju czy w jego stolicy - Sofii. Wybierasz się tam? Przeczytaj moje artykuły o BułgariiA jeśli chcesz dowiadywać się o moich podróżach na bieżąco, dołącz do grona czytelników na Facebooku! (fb.com/zamiedzaidalej)

10 komentarzy:

  1. Co do dróg, to chyba o większości krajów balkańskich wszędzie piszą, że są fatalne. Te w Bułgarii są naprawdę ok, nie mogliśmy jakoś mocno narzekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akurat teksty o fatalnych drogach widziałem głównie o Albanii / Rumunii / Bułgarii, na temat innych krajów nikt się za bardzo nie wypowiadał (poza Chorwacją - o niej obiegowa opinia jest taka, że ich drogi są lepsze od polskich).

      Usuń
  2. Bardzo praktyczny wpis! W Bułgarii jeszcze nie byłam i chyba czas nadrobić tę zaległość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :) koniecznie nadrób, bo Bułgaria jest świetna!

      Usuń
  3. Ostatnio znajoma wróciła do PL po roku w Sofii. Mówiła, ze prawie zanudziła się na śmierć. Ale jakkolwiek brzmi to tak, jakby kraj był nudny, myślę, że należy tam wpaść! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bułgaria sama w sobie jak dla mnie nie jest nudna ;) chociaż ma pewien specyficzny klimat, zupełnie odmienny od reszty Bałkanów - i choćby z tego względu warto! Chociaż jak siedzi się rok np. w takiej Sofii, to faktycznie może męczyć

      Usuń
  4. Trzeba pamiętać, że Bułgaria to nie tylko Złote Piaski ;) Na pewno jest tam więcej ciekawych miejsc. A jeśli miałbym odwiedzić ten kraj, to wybrałbym trasę nr 2.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! poza kurortami ten kraj jest o wiele ciekawszy :D a co do trasy, to dobry wybór! Chociaż jak dla mnie każda trasa jest interesująca, zwłaszcza, jeśli wcześniej jej nie znam

      Usuń
  5. Jakoś Bułgaria nigdy mnie nie pociągała, ale ostatnio czytam coraz więcej i coraz cieplejsze rzeczy o tym kraju, dlatego kto wie, może najbliższe wakacje tam właśnie spędzę. Zwłaszcza po ogladnięciu twoich zdjęć. Dzięki za te praktyczne informacje, oszczędziłeś mi spędzania masy czasu na internecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :) Bułgarię bardzo polecam, po prostu jest tam ładnie - chociaż to dość specyficzny kraj (ale klimat ma niepodrabialny)

      Usuń