wtorek, 3 listopada 2020

Złota jesień na Szczeblu (w stylu softowym)

Szczebel nigdy nie wydawał mi się ciekawym celem górskim. Zalesiony pagór (przynajmniej tak głosił internet), i to jeszcze z masakrycznym podejściem od Kasinki. Poziomice na mapie słały się gęsto, a sam szczyt wydawał się pozbawiony czegokolwiek interesującego. Nie żebym miał coś przeciwko lasowi, ale ile można? Słowem - nic nie zapowiadało, że prędko tam pójdę, tym bardziej, że to górka z kategorii takich, gdzie można jechać w każdy weekend, bo z Krakowa to rzut beretem. Brzmi nudno.

Jesienią Szczebel jest całkiem urokliwy

1 listopada 2020 miał wyglądać inaczej. Plan był na Kasprowy w stylu kolejkowym i potem Suche Czuby (sofciarstwo do potęgi - ale po październikowym zapaleniu płuc jestem w beznadziejnej formie). Budzik nie zadzwonił i tym sposobem, zamiast o 6 am, wyjazd z Krakowa nastąpił o 10 (!). A z racji tego, że towarzyszyła mi moja Mama (co ważne dla historii, nie chodzi po górach), wycieczka musiała być lajtowa. A, że na szczyt Szczebla prowadzą trzy szlaki (dwa czarne - z Lubienia i z Kasinki, oraz zielony - z Glisnego), a ten ostatni ma najmniejsze przewyższenie - właśnie nim poszliśmy.

Ruszyliśmy powoli do góry. Słońce jarało (w listopadzie, kto by pomyślał). Nastawiałem się na to, że nie będzie tłumów - błąd, bo zwłaszcza jak na Beskid Wyspowy, była masa ludzi (nie chcę myśleć, co działo się w Tatrach). Myślałem, że podejście będzie nudne jak flaki z olejem - i nie pomyliłem się dużo (może poza początkowym odcinkiem). A raczej: byłoby nudno, gdyby nie pora roku - może dlatego zrobiłem 300 zdjęć na tej wycieczce ;-)

początek szlaku, jedno z bardziej widokowych miejsc. Wstyd się przyznać, nie rozpoznaję szczytów

trawa jak nie w listopadzie

Kilka przerw na polanach (trawa, kolorki itd.), podejście na Małą Górę, potem płaski odcinek (i strach przed wywinięciem orła w błoto), znowu bardziej strome podejście. Mniej więcej od tego momentu dostałem skrzydeł i - pomimo ostatnich problemów płucnych + absolutnego braku widoków - podchodzenie zrobiło się czystą przyjemnością. Być może też dlatego, że było tam chłodniej, niż na otwartej przestrzeni.

widoków nie ma, ale jest całkiem fotogenicznie

szczyt coraz bliżej

Szczyt pojawia się dość nagle. Pierwsze wrażenie: pełno miejsca! Drugie wrażenie: mimo sporej ilości ludzi (łącznie z małymi dziećmi i psami) atmosfera jest bardzo chilloutowa. Nikt nie drze mordy (to nie MOKO ;-) ). Pozwalamy sobie na odpoczynek, a ja zapycham kartę w oszałamiającym tempie, w międzyczasie przestawiając parametry w aparacie. 40 minut mija jak jedna chwila i zaczynamy odwrót.

na głównym szczycie jest pełno miejsca

winter is coming

Droga powrotna to niekończące się zejście po liściach (w rzeczywistości nie jest długie - tylko wtedy mi się takie wydawało). Słońce gdzieś zniknęło (meteoblue zapowiadało załamanie pogody), a miejscówki, które oglądałem kilka godzin wcześniej, wydają się zupełnie inne. Wreszcie pojawiają się płyty na drodze, za chwilę zabudowania Glisnego - i kilkanaście minut później zjeżdżamy już w dół z przełęczy.

droga powrotna się trochę dłuży, mimo że złota jesień w pełni

kilka godzin wcześniej polana była zalana słońcem

listopadowe klimaty

Szczebel bardzo pozytywnie zaskakuje! Górka tuż obok Krakowa (60 km), ze względu na sporą ilość lasu - idealna na jesień. Nie jest to widokowa pierwsza liga (pobliski Luboń Wielki jest w moim odczuciu znacznie ciekawszy), ale na szybki wypad - szczyt prawie idealny. BTW, ta wycieczka to najlepszy dowód na to, że nawet jak się wyjedzie z Krakowa w listopadzie o 10, to NIE znaczy, że dzień jest zmarnowany pod względem górskim ;-)


Opis szlaku na Szczebel

Początek szlaku to podejście płytową dróżką z przełęczy Glisne (parking - koszt 10 zł). Mijamy ostatnie zabudowania wsi i wchodzimy do lasu. Od tego miejsca szlak to podejście lasem - a po drodze dwie łąki (z pierwszej z nich są widoki, głównie na bardzo bliski stąd Luboń Wielki). Robi się trochę stromiej, szlak zakręca i rozpoczynamy podejście na Małą Górę (20 minut od drugiej łąki, 50 od początku szlaku). Od tego miejsca (las, las, las - i jeszcze więcej lasu) ścieżka się wypłaszcza. Przez chwilę idziemy po równym, nawet zdaje się, że kilka metrów w dół. To już ostateczne podejście na szczyt: 10 minut i jesteśmy na górze.

Luboń Wielki to ten szczyt z wieżą na górze

zielony szlak oferuje tunele z drzew

Szczyt jest bardzo rozległy i - jak przystało na porządną górę - dość widokowy. Głównie na Beskid Wyspowy (Tatry są zasłonięte przez drzewa). Oprócz tego, na wierzchołku jest kapliczka.


Czas przejścia: w górę 1h 20 min, w dół 40 min

Przewyższenie: po 350 m w górę i w dół

Najwyższy punkt: Szczebel 977 m n.p.m.

Trudność: 1/7, brak jakichkolwiek trudności


Może zainteresować Cię też:


Beskidy (i ich okolice!) staram się odwiedzać dosyć często - to jedne z moich ulubionych gór. Wybierasz się w nie? Przeczytaj moje beskidzkie teksty. A jeśli chcesz dowiadywać się na bieżąco o moich podróżach (również górskich) i o tym, co u mnie słychać - dołącz do grona czytelników na FB (https://www.facebook.com/zamiedzaidalej).

Share:

6 komentarzy:





W tej witrynie są wykorzystywane pliki cookie, których Google używa do świadczenia swoich usług i analizowania ruchu. Twój adres IP i nazwa użytkownika oraz dane dotyczące wydajności i bezpieczeństwa są udostępniane Google, by zapewnić odpowiednią jakość usług, generować statystyki użytkowania oraz wykrywać nadużycia i na nie reagować. (więcej informacji w polityce prywatności)

Poznajmy się!

Cześć! Mam na imię Szymon. Cieszę się, że się tu znalazłeś - nie pożałujesz! Znajdziesz tu relacje z moich podróży, praktyczne wskazówki i porady, fotografię podróżniczą i osobiste przemyślenia. Czytaj, oglądaj, inspiruj się i... ruszaj w świat! A jeśli chcesz mnie o coś zapytać, to zwyczajnie napisz do mnie w komentarzu, na Facebooku czy mailem. (więcej o mnie tutaj)

Wesprzyj mnie lajkiem! :)

Moje artykuły

© Szymon Król / Za miedzą i dalej 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone/All rights reserved. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Blog Archive

BTemplates.com