8 stycznia 2021

Cztery pory roku w podróży i górach. Podsumowanie 2020

To był dziwny rok. Trochę zwariowany, zarówno życiowo, jak i pod względem podróżniczym. 2020 przechodzi już do historii. Wszystkie kolory w Tatrach, spalone słońcem Gorce, ośnieżone łagodne pagórki na Śląsku, łagodne zielone wzgórza w Sądeckim, zamglone Sudety czy soczysta zieleń w bułgarskiej Rile. Kiedy patrzę na 2020 rok, przed oczami przewala mi się feeria barw i mozaika wspomnień!

panorama z Granatów

Pomimo wszyscy-wiemy-czego - ten rok wcale nie okazał się zły, także pod względem podróżniczym. Obiektywnie rzecz biorąc, jeśli patrzeć na dni spędzone w podróży - to był najlepszy jak do tej pory. Podróżując, spędziłem 90 dni, z czego 22 w górach. Liczby są jednak mało ważne, bo ważniejsze są wrażenia - dlatego też nie rozpisuję się już dalej i po prostu: czas podsumować 2020!


Zima

  • Tatry zimą (Nosal). To była banalnie prosta wycieczka, nieśmiertelny cel - niby nic nadzwyczajnego. A jednak coś zagrało, coś zaiskrzyło - i nagle odkryłem, że Tatry zimą to jednak zupełnie inna sprawa, niż latem. Nieporównywalnie spokojniejsza, bez tłumów (za to z korkami na zakopiance) i... ciekawsza? Chociaż oglądałem już tyle razy panoramę z Nosala, to w zimowej wersji miała to coś.
Nosal i "polska Fudżi"
  • Lwów (Ukraina). Szybki styczniowy wypad na czebureki do Lwowa. Kopiec Unii Lubelskiej, podwórko porzuconych zabawek, lwowska starówka - z tego wyjazdu pamiętam takie migawki. A potem powrót do Krakowa przez Warszawę (!) i robienie matur w pociągu.

lwowskie podwórko porzuconych zabawek. Nad tym miejscem unosi się atmosfera milczenia

  • Valloire (Francja). Tydzień zjeżdżania na nartach, pogoda za sto milionów i widoki na Alpy Graickie. W porównaniu z ogromnymi ośnieżonymi graniami, kiedy kilka tygodni później pojechałem na Podhale, Tatry wydawały mi się malutkie i niskie.
Alpy Graickie. Są nawet Trzy Korony ;)

Wiosna

  • Gorce - inauguracja letniego sezonu (Turbacz). Internety prześcigały się w stwierdzeniach, jaki to ten szlak na Turbacz nie jest nudny. Faktycznie - idzie się głównie lasem, nie ma szału widokowego, ale znam nudniejsze szlaki. Poza tym na pozimową rozgrzewkę (a już zwłaszcza polockdownową - sorry za to dziwadło językowe) idealny!

rzekome "nudy" na czarnym szlaku na Turbacz

gorczańskie krokusy (liche, bo końcówka kwietnia, ale zawsze :D )

  • Beskid Sądecki - Radziejowa. Łagodne zielone łąki, widoki na Pieniny (kto by pomyślał, że są takie ładne) i z daleka na Tatry, które tego dnia wyglądały wyjątkowo groźnie - chociaż dopiero stąd widać, że to bardzo małe pasmo.

Beskid Sądecki

widoki na Tatry spod Radziejowej (a to pasmo pagórów to Pieniny)

  • Zielona Góra. Kiedy tylko usłyszałem, że przywracają loty (chociażby krajowe), od razu kupiłem bilet lotniczy. I to z najmniejszego lotniska w Polsce. Dwa dni po czerwcowej maturze z chemii siedziałem już w pociągu do Zielonej Góry. Miasto nie rzuciło mnie na kolana (być może ze względu na pogodę) - ostatnimi czasy nie mam szczególnie serca do polskich miast, teraz jedyne, co mnie jara, to natura! Niemniej jednak - z najmniejszego lotniska się przeleciałem i pochodziłem po nocnej... Warszawie, bo to przez nią wiódł mój powrót do Krakowa ;-)
Starówka w Zielonej Górze. Szału nie ma

  • Wycieczki rowerowe. Głównie w Małopolsce i głównie na wschód od Krakowa. Przechodzenie zniszczoną kładką na Rabie, przejazd polnymi drogami zaraz po deszczu, zieleń lasów w Puszczy Niepołomickiej, asfaltowa wstęga Wiślanej Trasy Rowerowej, przecinającej Kraków. I, przy okazji, kilkakrotne bicie swojego rekordu kilometrowego - na jednej z wycieczek na liczniku pokazało się 100 kilometrów :) (btw, rowerem jeździłem od wiosny do jesieni, ale wiosną było tego najwięcej, stąd podczepiam to pod wiosnę)

Wiślana Trasa Rowerowa (marzec)

gdzieś na Velo Metropolis

Lato

  • Sudety i szczyty do Korony Gór Polski. Zieleń, totalne zadupie i miejscami brak ludzi (!) - tak chyba najkrócej można podsumować te wycieczki. Leśna autostrada na Rudawiec w Górach Bialskich, strome podejście na Waligórę w Górach Kamiennych czy instalacja z... butów na Skopcu. A do tego piwo o wdzięcznej nazwie Cycuch Janowicki (nie polecam, bo kwaśne) i Kolorowe Jeziorka w Rudawach Janowickich.

zielone, dzikie i puste Góry Kamienne

instalacja z butów na Skopcu

Kolorowe Jeziorka (kolor czerwonego pochodzi od dużej zawartości żelaza w podłożu)

pogodny lipcowy weekend, a ludzi brak. Góry Bialskie mają swoje zalety

  • Tatry - Wielka Polana i Przysłop Miętusi. Banalnie prosta wycieczka dla początkujących (bo tym razem miałem ze sobą towarzystwo w postaci mojej Mamy i kuzynów - niechodzących po górach). Znowu zieleń, widoki na bardzo bliskie stąd Tatry Zachodnie, chilloutowa atmosfera i... zero tłumów! Za to na zejściu Kościeliską waliły hordy ludzi, to było traumatyczne przeżycie.

będzie, czy nie będzie padać?

bezludny Przysłop Miętusi

  • Bałkany! Tradycyjny już wakacyjny wyjazd, tym razem z akcentem górskim. Plan był na zdobycie Musały w górach Riła - bałkańskiego "prawie-trzytysięcznika" ;-) (do bycia trzytysięcznikiem Musale brakuje 75 m). Musieliśmy zawrócić w połowie drogi, bo były chmury. A na dole okazało się, że odciski na stopach nie pozwalają mi próbować następnego dnia - stąd Musała pozostała niezdobyta. Poza tym była Macedonia Północna z jej najwyższym wodospadem, i dwoma górskimi jeziorami (byłem w tym kraju chyba 5 raz), albańskie wybrzeże i wcinający się w morze Półwysep Rodonit, no i najważniejszy - last but not least - Prizren z orientalnym sznytem i górski kanion Rugova w Kosowie (zielono mi - dosłownie). I na samym końcu, na wyjeździe z Serbii - rewizja w wykonaniu serbskich celników ;-)
skalna twierdza w Bełogradcziku

gdzieś w tej mgle jest Musała! (fota z wysokości ok. 2200 m n.p.m. - do szczytu brakło sporo)

jezioro Ochrydzkie. Nad Albanią już ulewa, Macedonia jeszcze sucha

Półwysep Rodonit i bunkier - w końcu to Albania ;)

Kosowski Prizren w klimatach mocno tureckich

Kanion Rugova w Kosowie. Taka droga wije się wśród gór przez dobre 20 kilometrów aż na granicę z Czarnogórą (przejścia granicznego nie ma)


widoki z Cergowej

  • Bergamo (Włochy). W ramach odskoczni od gór - włoskie Bergamo z ciasnymi uliczkami, wzgórzem San Vigilio z widokami zarówno na miasto, jak i na Alpy. Na początku zielone, a później, gdzieś daleko przechodzące w skaliste szczyty. No i widoki z samolotu - akurat była lampa, a w połączeniu z miejscem przy oknie i lotem nad Alpami = zdjęcia, zdjęcia i jeszcze więcej zdjęć!

przyszłe cele górskie

mniej znana strona Bergamo

  • Sandefjord (Norwegia). 18. urodziny w Norwegii! Chilloutowe wylegiwanie się na skałach na wzgórzu Prestasen w promieniach wieczornego słońca, park rzeźb Midtasen, do którego nie dotarłem ostatnim razem, porażająco białe domki na zabytkowej uliczce Bjerggata, zsuwanie się po skałach ze szczytu wzgórza, leniwe przechadzanie się brzegiem Morza Północnego, a na koniec lotnicza panorama na Danię. (A wszystko to na kilka dni przed wprowadzeniem kwarantanny dla obcokrajowców przybywających do Norwegii)

skałki, z których pół godziny później zaliczyłem dupozjazd ;-)

Sandefjordzki pomnik wielorybników

domki na Bjerggata (zabytkowa część Sandefjord) w słoneczny dzień aż walą po oczach swoją białością

punkt widokowy na wzgórzu Prestasen. Idealny na wygrzewanie się na słońcu

  • Gorce - Gorc. Wypad z klasą z liceum. W kilku słowach: spalone słońcem góry, łany wierzbówki (to te fioletowe kwiatki), bardzo lajtowa, wakacyjna atmosfera i świetne towarzystwo. Czego chcieć więcej? ;-) [z częścią towarzystwa pojechałem później pod namiot w Pieniny - wyjazd w zamyśle górski, w praktyce... zrobiliśmy po cepersku, tzn. nie postawiliśmy nogi na szlaku ani na minutę :D ]

Gorc oferuje całkiem niezłe widoki

  • Budapeszt (Węgry) / Bratysława (Słowacja). Czterodniowy wypad do Budapesztu i Bratysławy. Zachód słońca z Góry Gellerta, nocna panorama parlamentu w stolicy Węgier, bratysławska starówka (która wydawała się bardzo niedoceniana w porównaniu z tym, co oferował Budapeszt), niezliczone panoramy miasta widziane z pagórków Budy.

robienie takich zdjęć bez statywu to nie najlepszy pomysł - wyszło za dwudziestym razem ;-)

stolica Słowacji to bardzo kameralne miasteczko

nocny budapeszteński parlament

  • Tatry - Hala Gąsienicowa. Górskie zblazowanie do n-tej. Przy pełnej lampie postanowiłem, że chociaż miałem iść tego dnia na Granaty, to idę tylko na Halę, bez żadnego pośpiechu. Skutek: 4.5 godziny w drodze z Kuźnic na Halę :D ktoś da więcej?

Hala Gąsienicowa piękna jak zawsze

  • Beskid Mały - Czupel. Wrześniowa chillera w Beskidach. Łagodne pagórki z równie łagodnym opromieniającym je światłem. Klimaty już powoli robiły się jesienne, ale ilość ludzi - zdecydowanie nie, atmosfera pod schroniskiem na Magurce przywodziła na myśl tłumy w Tatrach (prawie takie, jak poprzedniego dnia w drodze na Halę Gąsienicową)

jesień?

  • Tatry - Granaty. Klasyka gatunku w Tatrach. Mało nie wyplułem płuc na żółtym szlaku na Skrajny Granat (podchodzenie ponad 6 godzin robi swoje), potem już wędrówka granią Orlej Perci - trudniej, niż myślałem (na czele z osławioną szczelinką - krok nad przepaścią), setki zdjęć i przepiękne wysokogórskie krajobrazy. I zachód słońca na Hali Gąsienicowej.

Krok nad przepaścią oczywiście, że był :D

odpoczynek na Zadnim Granacie i gonitwa chmur wśród słowackich szczytów

  • tasiemiec*, pod tytułem prawo jazdy. Umieszczam to tutaj, bo... prawo jazdy też wiązało się u mnie z podróżami! Chociaż jestem z Krakowa, to egzamin teoretyczny zdawałem w Warszawie (bo był szybciej termin, a zależało mi, żeby zdać to przed 18-tką), a praktyczny w Tarnowie (z tego samego powodu). Dlatego też wrzesień to było jedno wielkie kursowanie między Krakowem a próbnymi jazdami w Tarnowie - ostatecznie za trzecim razem (po dwóch oblanych łukach), 29 października na arkuszu egzaminacyjnym pojawił się wynik pozytywny :D /z tego miejsca - pozdrowienia dla wszystkich Instruktorów!/
* - chociaż może nie do końca, zmieściłem się w 5 miesiącach (maj - październik) ;-)

Jesień

  • Tatry - Nosal (i wycof z Kopieńca). Pełne zachmurzenie - stąd też ograniczyłem się do regli. Nad Zakopanem tego dnia unosiła się lekka mgła, nie było w ogóle (!) ludzi, tym samym miałem szczyt Nosala tylko dla siebie. Chciałem też wyjść na Kopieniec - ale do odwrotu zmusił mnie zacinający deszcz. Nie mam szczęścia do tej górki, to już chyba 3. raz, jak robię z niej odwrót ;-)
morze mgieł nad Zakopcem i Gubałówką

  • Beskid Wyspowy - Szczebel. Krótka wycieczka, niski szczyt - a jednak widokowo magia. Głównie z powodu jesiennych kolorów. Nawet w Beskidach może być fajnie! (Btw, gdybym sam nie robił tych zdjęć, to nie uwierzyłbym, że dzieli je odstęp godziny)

jedna ze Szczeblowych polanek

jesienny Beskid Wyspowy

  • Tatry - Morskie Oko. Sztampa, nuda i w ogóle. Pomysł był na przejście do Pięciu Stawów przez Świstówkę, ale stwierdziłem, że mi się nie chce i idę na MOKO. Co swoją drogą zaowocowało sesją fotograficzną nad brzegiem jeziora i zrobieniem tam wreszcie przyzwoitych zdjęć!
Niżnie Rysy (chyba) i spółka w morskoocznej tafli

klasyczny kadr z MOKA

  • Tatry - Suche Czuby i Czerwone Wierchy. Sofciarstwa ciąg dalszy (sofciarstwa, bo po raz pierwszy, zamiast żmudnie podchodzić - z uwagi na krótki dzień i osłabienie wjechałem po prostu kolejką na Kasprowy). Jedna z najlepszych jesiennych wycieczek tego roku - "zdobycie" Małołączniaka i uczucie, jakie mu towarzyszyło, jest trudne do opisania - "the world is mine", chociaż obiektywnie to nie był żaden wyczyn (zwłaszcza jak podjedzie się kolejką). A zejście to rozległe trawiaste przestrzenie przypominające ukraińskie Bieszczady, pieruńsko kruchy żleb, oblodzenia w lesie i zmrok na Przysłopie Miętusim.

panorama z Małołączniaka jest obiektywnie zachwycająca

Bieszczady?

  • Beskid Śląski - Malinowska Skała. W ciągu tygodnia warunki zmieniły się z jesiennych na zimowe - tym samym pod koniec listopada był ośnieżony Beskid Śląski, a konkretnie Malinowska Skała (która podobno jest widokowa) razem z Malinowską Jaskinią - po tej ostatniej wycieczce wiem już, że nie nadaję się do łażenia po jaskiniach :D

pierwszy raz zimą w sezonie 2020/21 :D

"panoramy" z Malinowskiej Skały

  • Tatry - Ornak. Warunki niby zimowe, a jednak nie do końca (jak na grudzień, bardzo mało śniegu). Kościeliska o wschodzie słońca była zupełnie opustoszała (miła odmiana od tego, co było w lecie). Podejście na Ornak nie okazało się aż tak hardcorowe, jak straszyły internety - a po wyjściu na grań podmuchy wiatru prawie przyginały nas do ziemi (no dobra... bez przesady, ale utrudniały robienie zdjęć :D )

Kominiarski i Babia

wrota do nieba?

jak na grudzień i wysokość prawie 2 km nad poziomem morza - bardzo mało śniegu

  • Góry Bardzkie - Kłodzka Góra. Mgła, mgła i jeszcze trochę mgły. I wiatr na szczycie wieży, pokrytej lodowymi rzeźbami z szadzi. Kolejny szczyt do Korony Gór Polski.

zamrożone lasy w Górach Bardzkich

  • Last, but not least - Śnieżnik! Jedyny w tym roku górski wschód słońca (w pakiecie ze spaniem w samochodzie). Złota godzina tuż przed wschodem słońca dopisała, ale sam wschód już nie do końca - bo 20 sekund po tym, jak słońce się zaczęło pokazywać, przywiało chmury i wschód był już zamglony. No i robienie zdjęć w takim wietrze było mocno utrudnione, bo odmarzały ręce (nie żebym narzekał). I mieliśmy praktycznie cały szczyt dla siebie. Żyć, nie umierać!

kto rano wstaje, ten ma ładny warun

sam w sobie wschód był już we mgle

Plany na 2021


Plany na 2021? Są - tradycyjnie! bo po tym roku wiem, że nie kręcą mnie miasta (...no chyba że są do nich tanie bilety, to wtedy nie odmówię takiej wycieczki :D ), a prawie wyłącznie góry! Będę się chciał rozwijać też fotograficznie i górsko (i dokończyć Koronę Gór Polski - zostały 3 szczyty). Nawet covidowe ograniczenia nie oznaczają, że nie można podróżować. I mam ochotę na coraz ciekawsze i ambitniejsze wycieczki. Również zimowe - nie mam zamiaru siedzieć w zimie na przysłowiowej sofie ;-) no i oczywiście - więcej wschodów i zachodów słońca! Nie robię szczegółowych planów - ale nudy nie będzie!

Pomimo obecnej sytuacji (a może szczególnie dlatego, że ona jest) - SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2021 (dzięki, że jesteście już 7 lat ze mną!)

Share:

0 komentarze:

Publikowanie komentarza





W tej witrynie są wykorzystywane pliki cookie, których Google używa do świadczenia swoich usług i analizowania ruchu. Twój adres IP i nazwa użytkownika oraz dane dotyczące wydajności i bezpieczeństwa są udostępniane Google, by zapewnić odpowiednią jakość usług, generować statystyki użytkowania oraz wykrywać nadużycia i na nie reagować. (więcej informacji w polityce prywatności)

Poznajmy się!

Cześć! Mam na imię Szymon. Cieszę się, że się tu znalazłeś - nie pożałujesz! Znajdziesz tu relacje z moich podróży, praktyczne wskazówki i porady, fotografię podróżniczą i osobiste przemyślenia. Czytaj, oglądaj, inspiruj się i... ruszaj w świat! A jeśli chcesz mnie o coś zapytać, to zwyczajnie napisz do mnie w komentarzu, na Facebooku czy mailem. (więcej o mnie tutaj)

Wesprzyj mnie lajkiem! :)

Moje artykuły

© Szymon Król / Za miedzą i dalej 2021. Wszystkie prawa zastrzeżone/All rights reserved. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Blog Archive

BTemplates.com