wtorek, 31 grudnia 2019

Podsumowanie 2019. Rok pagórów, niezdobytych szczytów i podróży niegórskich.

Mijający 2019 był zupełnie inny, niż zwykle! Zarówno podróżniczo, górsko, jak i blogowo. (31 grudnia, a ja piszę pierwszy tekst w tym miesiącu...). To nie był najlepszy rok, jeśli chodzi o góry i blogowanie. Nie zrealizowałem nawet 1/10 swoich planów - albo lawinowa trójka, albo narty, albo tłumy na szlaku, albo po prostu mi się nie chciało (to ostatnie chyba najczęściej, zmuszenie się do wstania bladym świtem). Blogowo podobnie - całe 18 tekstów w tym roku :-D


Szczęśliwego nowego roku 2020!




Za to podróżniczo było lepiej. Ostatnie 12 miesięcy było mega słabe, jeśli chodzi o góry - w Tatrach byłem całe 4 (!) razy, a zimowych wycieczek nie było w zasadzie wcale. Skupiłem się bardziej na pagórach, całej masy szczytów nie zdobywając - po części z lenistwa, po części z braku czasu (kiedy mogłem jechać, to zwykle lało / była lawinowa trójka / korki na zakopiance).

A jednak w mijającym roku pojawiłem się na szlakach Tatr, Beskidu Wyspowego, Gór Złotych, Gór Opawskich, Gór Orlickich i Gór Bystrzyckich, dokładając 4 szczyty do Korony Gór Polski. Ale pomimo łażenia głównie po pagórach... pobiłem swój rekord wysokości ;-) Gros Crey 2 594 m n.p.m. we francuskich Alpach Graickich. Szkoda tylko, że wyciągiem - ale oficjalnie mogę mówić, że byłem na dwuipółtysięczniku ;-)

Zima (styczeń - marzec; 22 dni)


2018 zamykałem z lekkim uczuciem niedosytu - nie dołożyłem żadnego kraju do listy państw odwiedzonych. Ale już 11 stycznia jechałem do francuskiego Valloire. Nie byłem wcześniej we Francji (ani w sumie w Alpach) - i bardzo je polubiłem. W ciągu 6 dni zjechałem prawie 300 kilometrów na nartach - teraz żałuję, że tak mało ;-)


Valloire / Valmeinier

Trasa Selles w Valloire


Kilka dni później byłem w Szczyrku - i delikatnie rzecz ujmując, byłem zdegustowany ilością ludzi na wyciągu i jego zatłoczeniem. Po modernizacji mnie osobiście jeździło się tam dużo gorzej - jednak wolałem 40/50-letnie szarpiące orczyki ;-) teraz Szczyrk jest o wiele bardziej rodzinnym ośrodkiem dla początkujących, niż przed modernizacją. Dla bardziej zaawansowanych narciarzy - niestety średnio.

Szczyrk Mountain Resort w 2019


Luty to 3-dniówka na Słowacji - Kubińska hola i Rużomberok, które łapią się do listy moich ulubionych stoków. Świetne widoki, mróz i lampa - ciężko napisać coś więcej: zarąbiste 3 dni :-D a tydzień później kolejne jeżdżenie na nartach - znowu Słowacja.

Kubińska hola (Słowacja, Dolny Kubin)


Za to w marcu nie wyjechałem z Polski w ogóle. Zacząłem sezon rowerowy (od razu trzaskając 60 km wprost z przysłowiowej sofy), a dzień później - 4-dniówka na obozie naukowym w Bukowinie Tatrzańskiej. A ostatniego dnia marca pierwszy raz góry - softowość do potęgi, bo... Gubałówka. Ale krokusy były i to bez tłumów!

Rowerowanie po Krakowie (Bulwary Wiślane)

Tatry z Bukowiny Tatrzańskiej

Krokusy na Gubałówce

Zimowe Tatry i wiosna w Zakopcu



Wiosna (kwiecień - czerwiec; 16 dni)


W kwietniu wyskoczyłem na chwilę nad morze. Finały Olimpiady Geograficznej (ostatniej w mojej "geograficznej karierze", zakończonej w kwietniu tego roku ;-) ) to kolejne cztery dni. I chyba najzimniejszy wyjazd ever, przebił nawet Mołdawię sprzed kilku lat. Były wykłady o umocnieniach nadbrzeżnych na klifie - w wietrze i w 3 stopniach (a miałem tylko softshell - brawo ja), czy wpisywanie na mapę do tabletu prawie 100 miejsc (wspomniałem, że dalej w 3 stopniach i bez rękawiczek?).

Ale przynajmniej wróciłem do Świnoujścia, wylazłem na Gosań (całe 93 m n.p.m. :-D ) i zrobiłem foty zachodu słońca w Kołobrzegu. Od czasu tego wyjazdu nie uznaję polskiego morza w sezonie!


Plaża w Trzęsaczu

Jezioro Turkusowe na wyspie Wolin

Gosań nie oferuje szczególnych panoram, poza tym, że widać morze

Latarnia morska w Kołobrzegu o zachodzie słońca


Maj to Łopień - górka, z której zrobiłem najlepsze zdjęcie 2018 roku. W międzyczasie było jeszcze Podkarpacie i... Holandia! 11 godzin w Eindhoven ;-) w którym specjalnie nic nie ma (no dobra, jest - można połazić wśród zieleni w centrum miasta, nie tak jak w PL + jest tam kościół, który od środka wygląda fajnie). [a ja kościołów zazwyczaj nie lubię - przynajmniej w PL dla mnie wszystkie wyglądają tak samo ;-) ] No i po raz pierwszy leciałem WizzAirem.


Beskidzkie krajobrazy

Samolot WizzAira na lotnisku w Katowicach

Holenderskie klimaty - pełno rowerów


Kilka tygodni później znów jazda na północ. Tuchola z przyległościami - tak, zgadliście. Kolejna olimpiada - tym razem Wiedzy Ekologicznej. Laureatem nie zostałem (a tylko finalistą), ale i tak było super! Zwłaszcza jeśli chodzi o wycieczkę: przełom Brdy, dość ponury krajobraz - Bory Tucholskie spustoszone przez nawałnicę w kilka godzin (2 lata temu rósł tam jeszcze po prostu las - a teraz zostały tylko połamane jak zapałki drzewa) - a na koniec akwedukt w Fojutowie (na który zwróciłem uwagę dobre 10 lat temu w czasie przeglądania atlasu ;-) okazało się, że samo miejsce niczym szczególnym się nie wyróżnia - tzn. wyróżnia się, ale w ogóle tego nie widać, nie jest to nic spektakularnego)

Brda - okolice Woziwody

Okolice Rytla po nawałnicy z 2017


A potem Rumunia, konkretniej Transylwania. Dziewiąty raz. Tym razem wycieczka szkolna (tradycyjnie już w świetnym towarzystwie!). Cluj-Napoca, Rimetea, Sighisoara i parę innych miejsc. I highlight tego wyjazdu - wyjście na Piatra Secuiului o 5 rano, kiedy byliśmy jedynymi osobami na szlaku :-D który był chyba najbardziej stromym szlakiem, na jakim byłem. (ale mimo wszystko, podejście na Kopę Kondracką jest chyba jednak gorsze ;-) )


Fontanna miejska w Alba Iulia

Twierdza w rumuńskiej Hunedoarze

Sighisoara widziana z góry

Piatra Secuiului góruje nad seklerską miejscowością Rimetea (Torocko)

Piatra Secuiului (Skała Szeklerów; 1128 m n.p.m.)

Rumunia jest momentami mocno klimatyczna


Lato (lipiec - wrzesień; 28 dni)


Tutaj było zupełne mydło i powidło! Były wycieczki zarówno bliskie, jak i trochę dalsze ;-) zaczęło się niepozornie, bo od rowerowania po Puszczy Niepołomickiej - 60 km. (zresztą do Puszczy wracałem jeszcze kilka razy tego lata - pobijając nawet swój rekord przejechanych kilometrów na rowerze: 76 km).

Chwilę później Berlin i Szczecin. Rzecz jasna z użyciem pewnych irlandzkich linii i biletów za 39 zł. Nigdy wcześniej tam nie byłem - oba miasta zrobiły na mnie świetne wrażenie od początku do końca. Jeżdżenie w tę i z powrotem berlińskim metrem, pieczątki do starego paszportu na Checkpoint Charlie, stare lotnisko Tegel w klimatach zdecydowanie nie współczesnych ;-) i poniemieckie budynki z czerwonej cegły w promieniach wieczornego słońca. Trzasnąłem 25 km na nogach. A na sam koniec - najmniejsze lotnisko, na którym byłem i lot do Krakowa tym samym samolotem, którym leciałem do stolicy Niemiec ;-) w międzyczasie zaliczyłem też Staników Żleb i Przysłop Miętusi w Tatrach.


Niemiecka stolica jest pełna alternatywnych miejsc

Brama Brandenburska

Zabudowania Szczecina


Szlak Staników Żlebem na końcu oferuje całkiem fajne widoki


5 dni potem, dokładnie w niedzielę 14 lipca 2019, przyszedł moment, na który czekałem od 7 lat. Wróciłem do Azji! Konkretniej - pojechałem do Chin (znowu wyjazd ze szkoły). Orient pełną gębą, zaduch, tłok, smog (jeśli ktoś myśli, że w Krakowie jest smog, to zapraszam do Pekinu), siatka z Biedronki na Wielkim Murze Chińskim, ogrom wszystkiego. Wylatując ze stołecznego lotniska (dla odmiany największe, na którym byłem), miałem już trochę dość tego gwaru ogromnego miasta - ale minęło parę miesięcy, a ja znowu chcę do Azji - zwłaszcza, że zdobyty na tym wyjeździe plakat z Mount Everestem mi o tym przypomina ;-)

(Aha, i spełniłem swoje marzenie podróżnicze. Kupiłem zupkę chińską w Chinach ;-) ).


Pekin jest zupełnie inny, niż miasta w Europie

Lampiony na pekińskiej ulicy - +20 do orientalności ;-)

Zakazane Miasto w Pekinie - ogromny kompleks pałaców cesarskich

Wielki Mur Chiński w okolicach Pekinu

Centrum Pekinu. Na zdjęciu nie widać ogromu budowli

Zachód słońca nad Zatoką Fińską


A później Wrocław i Sudety. Dołożyłem 3 sudeckie góry do swojej KGP - Kowadło, Orlicę i Jagodną. I wszystkie z nich to szczyty dla wyjątkowych koneserów - w sensie, nie są widokowe żadną miarą, ani nawet też nie są szczególnie wysokie. (na tej ostatniej jest wieża, ale jak byłem - to były dopiero fundamenty)

Kowadło (989 m n.p.m.) w Górach Złotych

Orlica w Górach Orlickich


Kolejny miesiąc przyniósł dwa wyjścia w góry. Dolina Pięciu Stawów (wreszcie!), z której uciekałem w burzy przez wykroty Doliny Roztoki, i... Sudety po raz kolejny, dzień przed moimi 17. urodzinami - tym razem Góry Opawskie i ich najwyższy szczyt Biskupia Kopa. Górka niska (891 m n.p.m.), ale całkiem fajna - przynajmniej jeśli idzie się czeskimi zadupiami po badylach, a szlak raz pojawia się, raz znika. Wprawdzie z planowanych 3 godzin zrobiło się 5, ale było bez tłumów - na podejściu pierwszych ludzi spotkałem po 3h :-D


Dolina Pięciu Stawów Polskich - kamień musi być ;-)

Góry Opawskie nie są wysokie, ale całkiem fajne. Zwłaszcza, że można tam znaleźć prawdziwe zadupie


Na zakończenie wakacji skoczyłem jeszcze do Wiednia - chyba najmniej fajna europejska stolica, w jakiej byłem. Nie, żeby było jakoś brzydko - ale austriacka stolica po prostu nie powaliła mnie na kolana. Było ok, ale to zdecydowanie nie jest miasto, które będę wspominać z łezką w oku ;-) Na koniec jeszcze sprint przez wiedeńskie lotnisko (bardziej nielogicznie ułożonego lotniska nie widziałem) i lot do Krakowa.

Wiedeń nie przypadł mi do gustu

Jeden z wiedeńskich pałacy


Wrzesień to 15. Spotkania z Filmem Górskim w Zakopcu (3 dni - tym razem z BloGÓRsferą! Jak zwykle było świetnie, chociaż wypad czysto ceperski, nawet na głupi Nosal nie chciało mi się wyjść) oraz - po raz kolejny - Puszcza Niepołomicka.

Puszcza Niepołomicka


Jesień (październik - grudzień; 5 dni)


Tegoroczna jesień - jeśli chodzi o podróżowanie - była bardzo słaba. Zamiast łazić po Tatrach/Beskidach, siedziałem nad maturami z chemii/matmy. W październiku byłem tylko na Giewoncie. Nie było w ogóle ani ludzi, ani śniegu, ani jednej chmury na niebie (połączenie ciężkie do zrealizowania na tej górce). Zdecydowanie najlepsza wycieczka w góry w tym roku! Zwłaszcza, że przynajmniej zrobiłem na niej jakieś przyzwoite zdjęcia ;-)


Jesienne widoki na Kalatówkach

Złota godzina tatrzańską jesienią

Giewont oferuje całkiem przyjemne widoki, zwłaszcza o zachodzie słońca

Tatrzańskie szczyty (polskie i słowackie) spod Giewontu

Później było jeszcze Oslo. Właściwie to Sandefjord - jednodniówka w Norwegii (i pierwszy raz na północy Europy, nie licząc lotniska w Helsinkach). Lało, było zimno, brzydko i ponuro, w wielu miejscach byłem jedynym gościem. Pomimo deszczu i zimna - fajna wycieczka!


Bjerggata, zabytkowa dzielnica Sandefjord

Sandefjord widziane ze wzgórza Prestasen (2019)


Listopad to tradycyjny wyjazd na groby rodzinne - po raz pierwszy byłem wtedy (na przesiadce) w Rzeszowie. A grudzień - początek sezonu na narciarskiego na słowackich Rohaczach! Nigdy wcześniej tam nie byłem, nie nastawiałem się na nic spektakularnego. Efekt był taki, że jeździłem bez przerwy od 10 do 15.30 ;-) pomimo, że nie było żadnych widoków - moim zdaniem to całkiem fajna górka. (btw. mam nadzieję, że w 2020 się zmobilizuję i pójdę wreszcie na Rohacze)


Stok narciarski na Rohaczach (grudzień 2019)


2019 w liczbach


  • odwiedziłem 12 krajów (z czego 5 było nowych),
  • 11 razy leciałem samolotem,
  • dodałem 4 góry do KGP,
  • nie spałem ani razu pod namiotem ;-),
  • zostałem laureatem/finalistą 3 olimpiad,
  • pokonałem ok. 30 000 km,
  • byłem na 2594 m n.p.m., ale najwyższym zdobytym szczytem był Giewont (1894 m n.p.m.)
  • do mojego paszportu przybyły 4 nowe pieczątki i 1 wiza (do Chin),
  • spędziłem 72 dni w podróży,
  • byłem na 9 lotniskach,
  • leciałem 5 liniami lotniczymi,
  • po raz pierwszy od 2012 (!) nie odwiedziłem byłego ZSRR ;-)


Plany na 2020


2020 będzie niesamowity - już chociażby przez samo to, że to rok, w którym kończę 18 lat i mam najdłuższe wakacje w życiu :-D póki co w planach jest Ukraina i Francja - na początek roku. A później? Szykuje się coś większego - na razie nie zdradzę, co! Powiem tylko, że jest pozaeuropejskie. (Plany górskie też się klarują.)


SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2020!!! :-D
Share:

10 komentarzy:

  1. Fajny miałeś ten rok :)
    W Szczyrku byłem tylko raz na tych orczykach, ale że jeżdżę na desce to kilka razy się na nim wywaliłem i orczyk mnie sponiewierał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasem tak jest, że się człowiek wywali ;-) ale te orczyki były dużo fajniejsze, niż to, co jest teraz!

      Usuń
  2. Niech wycieczek i postów przybywa, szczęśliwego
    czytelniczka85

    OdpowiedzUsuń
  3. I tak super rok! Trzymam kciuki, żeby 2020 był jeszcze lepszy! Powodzenia z maturą i studiami, a przede wszystkim najdłuższymi wakacjami w życiu - wykorzystaj je jak najlepiej i zdobądź wszystkie wymarzone szczyty ;) No i oby w przyszłości były jeszcze dłuższe - z doświadczenia wiem, że to możliwe i polecam zrobienie sobie gap year w trakcie studiów / po studiach. Wyjazd na jakiś wolontariat albo kilku(nasto) miesięczna podróż to super sprawa!

    Szczęśliwego 2020 roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Wzajemnie - szczęśliwego 2020! A na najdłuższe wakacje w życiu wyczekuję i to dość niecierpliwie :D

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. jest w kolejce, czeka na napisanie :-D

      Usuń
    2. Coś się strasznie ostatnio opuszczasz w pisaniu, tyle zaległości :P

      Usuń
    3. siedzę nad próbnymi maturami, może dlatego ;-)

      Usuń





W tej witrynie są wykorzystywane pliki cookie, których Google używa do świadczenia swoich usług i analizowania ruchu. Twój adres IP i nazwa użytkownika oraz dane dotyczące wydajności i bezpieczeństwa są udostępniane Google, by zapewnić odpowiednią jakość usług, generować statystyki użytkowania oraz wykrywać nadużycia i na nie reagować. (więcej informacji w polityce prywatności)

Poznajmy się!

Cześć! Mam na imię Szymon. Cieszę się, że się tu znalazłeś - nie pożałujesz! Znajdziesz tu relacje z moich podróży, praktyczne wskazówki i porady, fotografię podróżniczą i osobiste przemyślenia. Czytaj, oglądaj, inspiruj się i... ruszaj w świat! A jeśli chcesz mnie o coś zapytać, to zwyczajnie napisz do mnie w komentarzu, na Facebooku czy mailem. (więcej o mnie tutaj)

Wesprzyj mnie lajkiem! :)

Moje artykuły

© Szymon Król / Za miedzą i dalej 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone/All rights reserved. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Blog Archive

BTemplates.com